Na sklepowych półkach pojawił się napój piwny o mocy 17 proc., którego jedna puszka zawiera tyle alkoholu, co niemal pięć kieliszków wódki. Lekarze alarmują, że taki produkt „nie jest piwem”, lecz mocnym alkoholem, a jego sprzedaż i promocja stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego. Debata nabiera szczególnego znaczenia tuż przed sierpniem – miesiącem dobrowolnej abstynencji, do której od ponad 40 lat zachęca Kościół w Polsce.
Sprawę opisała 12 lipca 2026 r. Anna Klimczyk na łamach WP abcZdrowie. Cały spór wybrzmiewa w szczególnym momencie: za kilkanaście dni w Kościele katolickim w Polsce rozpoczyna się – obchodzony od 1984 r. z inicjatywy Zespołu Konferencji Episkopatu Polski do spraw Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych – sierpień jako miesiąc dobrowolnej abstynencji.
Nowość, o której mowa, jest produktem opisywanym na etykiecie jako napój piwny, ale różnica względem tradycyjnego, jasnego trunku chmielowego (na przykład lagera lub pilsa, mieszczącego się zwykle w zakresie od 3,5 do sześciu procent) jest kolosalna. Skalę problemu wylicza dr n. med. Karolina Pyziak-Kowalska, specjalistka chorób zakaźnych i ekspertka w dziedzinie hepatologii: „Puszka 500 ml o mocy 17 proc. zawiera około 67 g czystego alkoholu. To odpowiada mniej więcej: około 6,5–7 standardowym porcjom alkoholu (porcja to 10 g), około 5 kieliszkom wódki (40 ml, 40 proc.), około 5 kieliszkom wina (150 ml, 12 proc.), około 3,5 klasycznym piwom 500 ml o mocy 5 proc.".
Kluczem do zrozumienia sprawy jest technologia. „Liczy się nie słowo «piwo» na etykiecie, lecz ilość czystego alkoholu w opakowaniu. «Piwo» o mocy 17 proc. dostarcza go znacznie więcej niż klasyczne piwo i dla organizmu działa bardziej jak mocny alkohol niż napój piwny. Taki poziom mocy uzyskuje się zwykle przez zamrażanie brzeczki (metoda eisbock), zastosowanie drożdży o wysokiej tolerancji na alkohol lub dodatek spirytusu, więc jest to produkt bliższy nalewce niż piwu" – wyjaśnia dr Pyziak-Kowalska w rozmowie z WP abcZdrowie.
Jeszcze mocniej wypowiedział się prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.
„Każdy gram alkoholu, nieważne w jakiej postaci wypity, jest tak samo szkodliwy. Nieważne, czy pijemy piwo, wino czy wódkę. A «piwo», które zawiera 17 proc. alkoholu, piwem nie jest. Jeśli dalej będziemy iść w taką narrację, to niedługo piwem będziemy nazywać 32-procentowy trunek. Tylko po co? Żeby poczuć się lepiej, że nie pijemy mocnego alkoholu? Otóż drodzy państwo, pijecie. A szczególnie w lecie wypijamy setki tysięcy litrów alkoholu" – stwierdził profesor.
Reakcja organizmu na tak skoncentrowaną porcję alkoholu w gazowanej postaci jest inna niż po zwykłym piwie. Dr Pyziak-Kowalska tłumaczy, że „szybko rośnie stężenie alkoholu we krwi. Warto dodać, że dwutlenek węgla przyspiesza opróżnianie żołądka, dlatego gazowany mocny alkohol, wypity szybko i schłodzony jak zwykłe piwo, daje wyższe i szybsze szczytowe stężenie we krwi niż ta sama dawka w formie niegazowanej. Alkohol hamuje pracę ośrodkowego układu nerwowego, pogarsza refleks, ocenę sytuacji i koordynację ruchową. Rośnie ryzyko urazów, zatruć alkoholowych oraz niebezpiecznych zachowań. U części osób pojawiają się zaburzenia rytmu serca, spadki ciśnienia czy nasilone odwodnienie". Największe obciążenie w tej sytuacji przejmuje wątroba, odpowiedzialna – jak przypomina lekarka – za metabolizm około dziewięćdziesięciu procent spożytego alkoholu. Regularne powtarzanie takich epizodów prowadzi do stłuszczenia, alkoholowego zapalenia, włóknienia i marskości; alkohol niszczy również trzustkę, serce i mózg.
Prof. Fal nazywa całą sytuację po imieniu i wskazuje na promocje w dyskontach jako drugą stronę tego samego problemu. „Co do zasady reklama alkoholu powinna być całkowicie zakazana w przestrzeni publicznej, także z uwzględnieniem internetu. Ja wiem, że to nie jest prosta regulacja, a egzekwowanie tych przepisów może być jeszcze trudniejsze, ale powinna w końcu zapaść. Nie wiem, dlaczego w Polsce z tego zakazu wyłączono piwo, które jest obecnie reklamowane wszędzie – np. na piknikach rodzinnych czy imprezach sportowych. Trzeba to ostro nazwać patologią. Tę sytuację może uratować tylko edukacja. Jeżeli społeczeństwo nie będzie widziało nic złego w upijaniu się, to niestety takie promocje będą nadal święcić triumfy" – mówi profesor. Wątek wakacyjnych akcji „4 plus 4" czy „12 piw plus 12 gratis" rozwija dr Pyziak-Kowalska:
„Z punktu widzenia zdrowia publicznego takie promocje budzą poważne zastrzeżenia. Badania pokazują, że łatwiejsza dostępność i niższa cena alkoholu sprzyjają większemu spożyciu, zwłaszcza zakupom impulsywnym. W tanich, mocnych piwach kluczowy jest koszt za gram alkoholu, jeden z najniższych na rynku, co bezpośrednio napędza konsumpcję w grupach najbardziej wrażliwych. Promocje typu «12 plus 12 gratis» normalizują kupowanie bardzo dużych ilości alkoholu i zachęcają do częstszego picia".
Debata medyczna zbiega się w czasie ze szczególną intencją Kościoła w Polsce. Od 1984 r. Zespół Konferencji Episkopatu Polski do spraw Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych publikuje corocznie apel wzywający wiernych do dobrowolnej abstynencji w sierpniu. Termin nie jest przypadkowy – w tym miesiącu Kościół obchodzi uroczystości maryjne, przede wszystkim Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia oraz Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej 26 sierpnia, przypada również rocznica odnowienia Ślubów Jasnogórskich Narodu Polskiego. Biskupi przypominają, że decyzja o powstrzymaniu się od alkoholu w sierpniu jest zachętą, nie nakazem, a każdy, kto ją podejmuje, składa dar – z siebie, za innych. Świadomie używają przy tym języka precyzji: nie wszystkie miesiące roku są „miesiącami trzeźwości", bo trzeźwość powinna dotyczyć każdego dnia. Sierpień jest natomiast miesiącem szczególnym – miesiącem abstynencji ofiarowanej w intencji rodzin walczących z alkoholem, kierowców, młodzieży i tych, którzy o trzeźwości dopiero uczą się myśleć.
Zestawienie obu obrazów – półki z siedemnastoprocentowym „piwem" w cenie kilku złotych oraz apelu Kościoła o dar abstynencji – nie jest przypadkowym zbiegiem okoliczności. To dwie strony jednej sprawy. Polski konsument, także katolik, staje w środku lipca przed konkretnym wyborem, którego nie da się rozstrzygnąć wyłącznie na poziomie prawa. Państwo dopiero pracuje nad projektami zaostrzenia ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, a przemysł już wprowadza produkty, które ustawiają na nowo skalę tego, co uchodzi za „piwo“. Kościół nie zastąpi ustawodawcy, ale przypomina, że każda rodzina i każdy człowiek ma dziś jedną, bardzo bezpośrednią możliwość reakcji. Można wybrać sierpniową abstynencję – i tym samym powiedzieć „nie” nie tylko konkretnej puszce, ale i całej narracji, w której trunek o mocy nalewki zostaje wpisany między orzeźwiające chmielowe napoje.