Niestety, według wielu rodziców żyje w przekonaniu, że nauka dziecka wiary sprowadza się do lekcji religii i wspólnego chodzenia w niedzielę do kościoła. Niestety, takie podejście szybko weryfikuje życie. Wystarczy chwila, a dziecko zaczyna być znudzone tematem, a wizyta w kościele czy siedzenie w ławce staje się przykrym obowiązkiem. Jak skutecznie uczyć dzieci wiary?
Dzieci uczą się przede wszystkim przez naśladowanie tego, co widzą. Żadne powtarzanie formułek czy przymuszanie do nauki nie da im tyle, co prawdziwy wzór. Można znać na pamięć wszystkie przykazania i nauki, ale wciąż nie mieć żadnej relacji z Bogiem. Dlatego tak ważne jest odpowiednie towarzyszenie dziecku w wierze i wspólne przeżywanie tego. Poniżej znajdziesz najskuteczniejsze sposoby, jak to robić tak, żeby nasze pociechy nie czuły się przymuszane czy znudzone suchą teorią.
Najskuteczniejszą metodą wychowania dziecka w wierze jest autentyczne zaangażowanie rodziców w religię. Dzieci są doskonałymi obserwatorami, które bardzo szybko potrafią wyczuć rozbieżność między słowem, a czynem. Jeśli słyszy, że codzienna modlitwa jest ważna, ale nigdy nie widzi modlącego się rodzica, wyciąga prosty wniosek i odpuszcza sobie ten element religijnego życia. Inaczej jest, gdy w domu sięgamy po modlitwę w sposób otwarty. Istotne jest również mówienie o Bogu i relacji z nim bez skrępowania, ale jednocześnie bez patosu, który może odsuwać nas od niego. Pokazywanie, że praktykowanie religii jest częścią codziennego życia rodzinnego sprawia, że wiara przestaje być abstrakcją. W efekcie oznacza to, że dziecka nie da się “nauczyć” czegoś, czego samemu się nie przeżywa. I tu nie chodzi o bycie wzorem doskonałym. Nawet przyznanie się do własnych wątpliwości czy słabości w tej podróży jest równie cennym doświadczeniem, które jeszcze bardziej umocni prawdziwość naszej wiary. To także pokazuje dziecku, że wiara to wcale nie jest coś, co zdobywa się raz i zostaje z nami na zawsze. To długa droga, na której każdy z nas może czasem zbłądzić.
Istotną rolę odgrywają jednocześnie małe domowe rytuały, które wspólnie powtarzamy. Może to być krótka modlitwa przed snem lub przed posiłkiem, znak krzyża wykonywany na czole dziecka przed wyjściem z domu, żegnanie się przechodząc obok kościoła, wspólne wykonywanie wieńca adwentowego, wspólne chodzenie na cmentarz nie tylko w Uroczystość Wszystkich Świętych, wspólne czytanie Pisma Świętego. To wszystkie buduje u dziecka pamięć emocjonalną, do której prawdopodobnie będzie wracać przez resztę swojego życia. Rytuały działają, dlatego że dziecko nie potrzebuje ich tłumaczenia. Po prostu w nich uczestniczy razem z innymi członkami rodziny i stopniowo odkrywa ich prawdziwy sens. Przy tym jednak musi zostać zachowana pewna regularność, umiar i oddanie nieco sprawczości w ręce dziecka. Niech samo decyduje jak długo chce się modlić, jaką intencję modlitwy wybiera czy co znajdzie się w wieńcu. W ten sposób najmłodsi uczą się, że ten rytuał staje się również jego tradycją, a nie jest jedynie czymś, w czym musi uczestniczyć.
Sposób mówienia i rozmowy o religii musi być dostosowany do etapu rozwoju dziecka. Kilkulatek myśli już bardzo konkretnie i obrazowo, a abstrakcyjne pojęcia, których nie brakuje w naszej wierze, mogą mu początkowo niewiele powiedzieć. Lepszym wyborem od opowieści o zbawieniu, łasce czy o Trójcy Świętej, będą historie, obrazy i porównania, które będą mogły odwoływać się do jego własnych doświadczeń. Skupiamy się tu na rodzinnej miłości, opiece, przebaczeniu po kłótni i radości ze spotkanie bliskich. U młodszych dzieci trzeba się przygotować też na trudne pytania: dlaczego Boga nie widać, dlaczego dobrych ludzi spotyka zły los, dlaczego nie wszyscy z klasy chodzą na lekcje religii? To jest moment, w którym wielu rodziców popełnia błąd i zbywa dziecko niezrozumiałymi formułkami “bo tak trzeba” “bo Bóg tak chciał”. Trzeba zrozumieć, że pytania są oznaką zaangażowania. Jeśli nie jesteśmy w stanie na coś odpowiedzieć najlepiej szczerze stwierdzić “nie wiem, sam się nad tym zastanawiam”. Taki przebieg rozmowy buduje zaufanie i pokazuje, że o wierze można rozmawiać na poważnie, można ją praktykować, a nadal nie wiedzieć wszystkiego.
Wraz z dorastaniem konieczna może być zmiana strategii. W okresie dojrzewania dzieci regularnie zaczynają kwestionować wszystko to, czego dotychczas uczyli ich rodzice. Nastolatek próbuje budować własny światopogląd, a moralizowanie, nacisk i wymuszanie jakichś praktyk przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego. Często takie zachowanie ze strony rodziców kończy się u dziecka demonstracyjnym odrzuceniem religii. Wtedy też nie można zwątpić. Młodego człowieka trzeba zacząć traktować jako równego partnera w rozmowie. Nie bój się krytycznych pytań o trudne dzieje i sprawy w historii Kościoła, o cierpienie na świecie czy o sens wiary. Nie rezygnujmy z dotychczasowych rytuałów i mocny akcent postawmy na pokazywanie praktycznej strony wiary. Może to być zachęta do wspólnego uczestnictwa w wolontariacie, zbiórce charytatycznej, pomoc sąsiadowi, wyjazd na pielgrzymkę czy spotkanie młodych. Dla nastolatka bardziej przekonujące może być to, co widzi w działaniu nie tylko u starszych, ale też u rówieśników. Wspólne przeżywanie wiary z osobami w podobnym wieku to bardzo cenne i ważne doświadczenie.
Jak się okazuje, jednym z najskuteczniejszych nośników religijnych treści jest muzyka, która omija barierę “nauki na pamięć”. Długie kazania i przypowieści z Pisma Świętego mogą być dla dzieci trudne czy zapamiętania, nużące. Melodia sprawia zaś, że tekst sam wpada do głowy i przechowywany jest tam przez dziesięciolecia. Śpiew angażuje ciało, oddech i emocje. W efekcie treść pieśni staje się dla nas jednocześnie informacją, jak i prawdziwym przeżyciem. Dla dziecka to także doświadczenie wspólnoty. Pieśni śpiewane razem z rodzicami, dziadkami czy rówieśnikami dają poczucie przynależności do grupy, co staje się o wiele silniejszym motywatorem do uczestnictwa w wierze, niż jakikolwiek argument teologiczny. Z tego powodu warto szukać jak najwięcej momentów do wspólnego muzykowania, od kolędowania przy stole, przez naukę prostych piosenek religijnych, po granie na instrumentach popularnych pieśni.
Szczególną rolę mogą tu odgrywać polskie kolędy i pastorałki. Ten konkretny gatunek łączy w sobie prostotę przekazu z ogromnym ładunkiem emocjonalnym i kulturowym. Język w kolędach jest obrazowy, przez co może być bliższy dziecięcej wyobraźni i sposobie myślenia. W kolędach bardzo często śpiewamy o ubogiej stajence, zimnie, sianku, pasterzach i płaczącym niemowlęciu. To rzeczywistość, którą dziecko w prosty sposób może sobie wyobrazić, i z którą może się utożsamić. Doskonałym przykładem jest chociażby kolęda “Jezus Malusieńki”, utrzymywana w formie czułej kołysanki. Utwór skupia się na obrazie ubóstwa, bezbronności Dzieciątka Jezus. Dziecko w prosty sposób zaczyna rozumieć sytuację przez współczucie i bliskość, a nie przez definicję. Jeśli chcemy mieć pewność, że dziecko uczy się prawidłowego tekstu, warto zaopatrzyć się w śpiewnik lub skorzystać ze stron internetowych z tekstami kolęd takich jak np. Tekściory. Uczenie się ze słuchu może prowadzić do nieporozumień, które mogą się negatywnie odbić na chęci w śpiewaniu i zgłębianiu wiedzy o czym jest kolęda.
Tym samym kolędowanie to połączenie wiary z tradycją rodzinną i narodową. Śpiewanie ich przy choince, w kościele na pasterce czy w trakcie wizyty kolędników sprawia, że kolędy tworzą niepowtarzalne wspomnienia i zapisują się w pamięci jako doświadczenie radosne, a nie obowiązek. Właśnie to sprawia, że tkwi w nich prawdziwa siła wychowawcza. Osoba, która w dzieciństwie zaznała religii kojarzącej się z ciepłem, śpiewem, wspólnymi przeżyciami, chętniej wróci do wiary w dorosłym życiu, niż ta, której wiara kojarzy się z wyrzutami sumienia, przymusem i strachem.
Artykuł sponsorowany