Polska, Kambodża, Chiny, Indonezja – handel ludźmi to problem osiągający wymiary globalne

Migranci, ludzie w trudnej sytuacji ekonomicznej, młodzi szukający pracy systematycznie padają ofiarą międzynarodowych gangów zajmujących się handlem ludźmi. Trwająca obecnie akcja służb w Kambodży ma na celu rozbicie kilku z takich przestępczych grup. W Polsce udało się ująć dziś członków analogicznej grupy, wyzyskującej obywateli Kolumbii i innych krajów Ameryki Łacińskiej.

Akcja policji, która miała dziś miejsce w Gdańsku, powinna otworzyć oczy tym, którzy nie zdają sobie sprawy, jaką skalę przybiera obecnie proceder handlu ludźmi i jak groźny jest ten proceder. Zajmują się nim międzynarodowe gangi, a liczba ich ofiar liczona szacowana jest na niemal 30 milionów osób. Sumaryczny zysk przestępczych organizacji to ponad 200 miliardów dolarów. Przedsiębiorcy, którzy szukając taniej siły roboczej, korzystają z pośrednictwa takich organizacji, nie uświadamiają sobie zazwyczaj, z jak brutalnymi przestępcami mają do czynienia i na jakie ryzyko się narażają.

Polska: zatrzymanie w Gdańsku

Polska Straż Graniczna poinformowała dzisiaj o zatrzymaniu ośmiu osób pod zarzutem handlu ludźmi. Zajmowali się oni sprowadzaniem osób do pracy w naszym kraju, głównie z krajów Ameryki Łacińskiej. Ich działalność nie miała jednak wiele wspólnego z pośrednictwem pracy – była oparta na zastraszaniu, przemocy i oszustwie. Wśród zatrzymanych są obywatele Ukrainy, Polski i Uzbekistanu. Udało się ich zatrzymać po spektakularnym policyjnym pościgu na ulicach Gdańska. Liczba ofiar ich przestępczego procederu szacowana jest na ponad dwa tysiące osób.

Kambodża: ponad 200 centrów handlu ludźmi

Polskie statystyki bledną przy tym, co dzieje się obecnie w Azji. W ostatnich dwóch miesiącach władze Kambodży pod naciskiem Chin podjęły wielką akcję mającą na celu wyśledzenie osób i organizacji zajmujących się handlem ludźmi. W tym czasie udało się dotrzeć do ponad 200 centrów rzekomo zajmujących się pośrednictwem pracy, a faktycznie – stanowiących element działalności międzynarodowych gangów.

W pierwszym tygodniu lutego deportowano już ponad trzy tysiące osób; 3.400 Indonezyjczyków czeka właśnie na deportację. Nie mogą wrócić do kraju samodzielnie, ponieważ nie posiadają paszportu ani wiz. Około 225 Indonezyjczyków, którzy mieli szczęście posiadać paszport, opuściło już Kambodżę samodzielnie.

Organizatorami przestępczej siatki są obywatele Chin, Korei Południowej, a także kilku innych krajów. Kambodżański rząd zamierza rozprawić się z ich działalnością w ciągu trzech miesięcy, do końca marca, pod naciskiem Pekinu, który ostrzegł, że nie będzie dłużej tolerował bierności tamtejszych władz wobec przestępców korzystających z chaosu prawnego i społecznego panującego w Kambodży.

Władze kambodżańskie twierdzą, że od czasu ponownego wyboru obecnego rządu w połowie 2023 roku deportowały ponad 48 tys. osób powiązanych z sieciami handlu ludźmi, jednak jest to nadal jedynie niewielka część. Amnesty International i ONZ szacują, że problem dotyczy ok. 150 tys. osób, przemycanych do zarządzanych głównie przez Chińczyków kompleksów.

Chiny w połowie stycznia postawiły ultimatum: Kambodża ma uporać się z problemem w ciągu miesiąca. Wcześniej, na początku stycznia, udało się aresztować i deportować Chen Zhi, który prawdopodobnie był głównym szefem całego przestępczego syndykatu.

Na Kambodżę nacisk wywiera także Tajlandia – znaczna część ofiar to bowiem obywatele tego kraju.

Handel ludźmi pretekstem do rozprawy z opozycją

Oprócz nacisków ze strony sąsiednich krajów istnieje niestety także drugie dno nagłego wzmożenia akcji kambodżańskich służb skierowanej przeciw przemytnikom ludzi. Wydaje się, że postanowiły one wykorzystać tę sytuację do rozprawienia się z opozycją i krytykami obecnego rządu.

13 lutego aresztowany został Luot Sophal, dziennikarz Srotop Yuvakvey News. Oskarżono go o „demoralizowanie sił zbrojnych Kambodży” oraz „podżeganie do popełnienia przestępstwa”. Chodziło o zamieszczony przez niego na Facebooku post, w którym informował o logistycznych brakach armii, w tym o niedoborze wody pitnej – mówiąc krótko, żołnierze uczestniczący w akcjach przeciw przemytnikom cierpieli pragnienie i nikt nie zadbał o dostarczenie im wody.

Inny dziennikarz, Mech Dara, został czasowo zatrzymany przez żandarmerię wojskową po sfotografowaniu nalotu na podejrzany kompleks oszustwa w nadmorskim rejonie prowincji Koh Kong. „Zabrali mi telefon, usunęli zdjęcia i ostrzegli, żebym do nikogo nie dzwonił,” powiedział KiriPost.

Z podobnymi obostrzeniami muszą się mierzyć inni dziennikarze, a także mnisi buddyjscy, politycy opozycji oraz wszyscy obywatele – kambodżański rząd nie toleruje jakiejkolwiek krytyki. Społeczno-polityczna sytuacja w tym kraju jest więc nadal napięta, a o przestrzeganiu standardów demokratycznych można jedynie pomarzyć.

Źródło: UCA News, PAP, Interia

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama