Obecna dyscyplina pokutna obowiązująca w Kościele katolickim w piątki oraz w okresie Wielkiego Postu może się wydawać bardzo luźna. Ktoś mógłby powiedzieć: „taki post to żaden post”. A jednak Kościół nie zrezygnował z praktyk pokutnych, tylko przesunął akcent z tego, co zewnętrzne, na to, co kryje się wewnątrz.
Zarzuty, jakoby obecna praktyka pokutna w Kościele była bardzo mało wymagająca, pojawiają się zarówno u osób starszych, które pamiętają jeszcze wcześniejsze, bardziej surowe zasady, jak i u młodszych, które odkrywają, że w dawniejszych czasach wymagania co do tych praktyk były wyższe.
W jednym z amerykańskich serwisów internetowych bardzo trafnie na te wątpliwości odpowiada Jenna Marie Cooper, dziewica konsekrowana i prawnik kanoniczny.
Jeden z czytelników OSV News, w którym zamieszczono jej odpowiedź, pyta: „Dlaczego Kościół nie wymaga czegoś bardziej wymagającego, jak pominięcie wszystkich produktów zwierzęcych w dni pokuty lub post tylko na chlebie i wodzie?”
Siostra Jenna, odpowiadając, podkreśla przede wszystkim rozróżnienie na ogólne przepisy prawno-kanoniczne oraz osobistą postawę. To, co określone jest przez Kościół w formie przepisów prawnych, to rzeczywiście tylko podstawa, można powiedzieć – wspólny mianownik, obowiązujący wszystkich. Nie oznacza to w żadnym razie, że osobista postawa pokutna powinna ograniczyć się wyłącznie do tego „wspólnego mianownika”.
Jenna Cooper przytacza tu stosowny punkt Katechizmu:
„Wezwanie Chrystusa do nawrócenia nadal jednak rozbrzmiewa w życiu chrześcijan. To drugie nawrócenie jest nieustannym zadaniem dla całego Kościoła, który obejmuje «w łonie swoim grzeszników» i który będąc «święty i zarazem ciągle potrzebujący oczyszczenia, podejmuje ustawicznie pokutę i odnowienie swoje». Ten wysiłek nawrócenia nie jest jedynie dziełem ludzkim. Jest on poruszeniem «skruszonego serca» (Ps 51, 19), pociągniętego i dotkniętego łaską, pobudzającą do odpowiedzi na miłosierną miłość Boga, który pierwszy nas umiłował” (KKK 1428).
Widać więc, że Katechizm podkreśla sens pokuty. Zewnętrzne uczynki pokutne nie są na pierwszym planie – są one narzędziem i pomocą do czegoś ważniejszego: do skruchy serca, do przemiany mentalności i zmiany własnego życia. Nie oznacza to jednak, że praktyki pokutne są nieważne, co wyraźnie zaznaczone jest dwa punkty dalej w Katechizmie:
„Podobnie jak u Proroków, wezwanie Jezusa do nawrócenia i pokuty nie ma na celu najpierw czynów zewnętrznych, «wora pokutnego i popiołu», postów i umartwień, lecz nawrócenie serca, pokutę wewnętrzną. Bez niej czyny pokutne pozostają bezowocne i kłamliwe. Przeciwnie, nawrócenie wewnętrzne skłania do uzewnętrznienia tej postawy przez znaki widzialne, gesty i czyny pokutne” (KKK 1430).
Twoje własne nawrócenie, twoja własna pokuta
Już w XVI wieku św. Franciszek Salezy, wielki mistrz duchowości i Doktor Kościoła wskazywał, że nie ma jednego wzorca życia duchowego i pobożności, który odpowiadałby wszystkim i najlepiej służyłby ich rozwojowi duchowemu. Są różne osobowości, różne style życia, różne stany życia. Inna jest duchowość kapłana, inna klauzurowej siostry zakonnej, inna świeckiego rzemieślnika, inna pustelnika, inna – ojca czy matki rodziny, inna osoby samotnej.
Dlatego też, aby być skutecznym środkiem wewnętrznego oczyszczenia, osobiste pokuty, które przyjmujemy dla siebie, muszą być odpowiednie do naszych unikalnych okoliczności. Mówiąc precyzyjnie: powinny być na tyle poważne, byśmy je odczuwali, a jednocześnie nie na tyle uciążliwe, by przeszkadzały w obowiązkach naszego stanu lub szkodziły zdrowiu.
Siostra Jenna podaje tu konkretny przykład: wstawanie godzinę przed świtem, by pobożnie studiować Pismo Święte. Czy to dobra pokuta, czy narażanie swojego zdrowia na szwank? Nie ma jednej odpowiedzi. W przypadku młodego studenta może być to bardzo dobre rozwiązanie, natomiast w przypadku matki zajmującej się niemowlęciem czy małym dzieckiem, która zazwyczaj ma spory deficyt snu, będzie to przeciążenie i zamiast pomagać w życiu duchowym, może prowadzić do zniechęcenia.
Co jest prawdziwym postem?
Celem postu i pokuty nie jest pozbawienie się czegoś, ale otwarcie się na coś. Post nie może mieć charakteru wyłącznie negatywnego. Życie nie znosi pustki. Jeśli powiesz sobie: nie będę jadł…, nie będę oglądał…, nie będę robił tego czy tamtego – pomyśl od razu: a co zamiast tego? Jeśli poszcząc czy zachowując wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych będę myślał cały czas o jedzeniu, nie będzie z tego raczej wielkiego pożytku duchowego. Jeśli rezygnuję z korzystania z mediów społecznościowych (a obecnie jest to bardzo dobry pomysł!), co będę robił zamiast tego? Może warto poświęcić ten czas na bardziej dogłębną lekturę Biblii? Może wyznaczyć sobie jedną lub kilka książek o dobrej treści duchowej, które chcę przeczytać w czasie Wielkiego Postu? A może powinienem wyjechać na kilkudniowe rekolekcje?
Osobiście proponowałbym zacząć od uważnej lektury czwartego rozdziału Listu do Filipian. Znajdujemy tu słowa:
„Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym - to miejcie na myśli! Czyńcie to, czego się nauczyliście, co przejęliście, co usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami.” (Flp 4, 4-9).
Ten fragment warto wziąć sobie do serca i przyjąć jako tegoroczny wielkopostny program. W świecie, w którym zalewają nas negatywne treści, musimy nauczyć się od nich odcinać. Zamiast zamartwiać się, zamiast oburzać się, zamiast pozwalać, aby media manipulowały naszymi emocjami, mamy napełniać swój umysł i serce zupełnie innymi treściami. Gdy coś cię trapi, gdy coś się porusza, ucz się to z ufnością przedstawiać Bogu. Nie tylko, gdy już coś cię naprawdę przytłacza – ale przedstawiaj Mu każdą sprawę. Zamiast emocjonalnego pobudzenia doświadczysz „pokoju Bożego, który przewyższa wszelki umysł”.
Nie wracaj do tego, od czego się odciąłeś. Przeciwnie – karm swój umysł tym, co budujące: „tym, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie”. Chodzi o to, aby twoje myśli nie były zatrute złem, które napiera na ciebie ze strony skażonego grzechem świata, ale aby oczyszczały się w świetle Bożego słowa. Tylko w ten sposób zdołasz temu światu zanieść nadzieję i pokazać, że zło nie ma ostatniego słowa.
Czy łatwiej jest nie jeść mięsa, czy zapanować nad chaosem panującym w sercu, poskromić swoje negatywne myśli, powstrzymać się od złej mowy? Jeśli zgadzasz się, że to z sercem jest większy problem niż z żołądkiem, to potraktuj ten Wielki Post poważnie i nie zastanawiaj się nad tym, czy obowiązująca obecnie dyscyplina pokutna jest za mało wymagająca!