• Idziemy

Diabeł nie przebacza

Sprawa metropolity Paryża abp. Michela Aupetita, która rozgrzewa ostatnio francuskie media, jest wielowątkowa i stanowi ważną lekcję dla katolików na całym świecie. Dla księży zaś i biskupów w szczególności.

Po publikacjach, jakoby metropolita Paryża złożył rezygnację z pełnionej funkcji, abp Aupetit wyjaśnił, że nie jest to rezygnacja, tylko oddanie się do dyspozycji papieża Franciszka. Rezygnacja oznaczałaby faktyczne przyznanie się do zarzucanych czynów.

Sprawa zyskała drugie życie po artykule w tygodniku „Le Point” z 22 listopada tego roku. Zarzuca się w nim arcybiskupowi utrzymywanie intymnych relacji z kobietą. Podstawą do oskarżenia był mail z lutego 2012 r., wysłany pomyłkowo przez wówczas jeszcze księdza Michela Aupetita nie do wspomnianej kobiety, ale do jego sekretarki. Po ujawnieniu maila zapewnił, że ze wspomnianą kobietą nie łączył go żaden romans ani relacja intymna, przeprosił za swoją nieroztropność i odprawił pokutę.

Wydawało się, że wszystko zostało wyjaśnione. Rok później ks. Aupetit został biskupem pomocniczym w archidiecezji paryskiej. W roku 2014 papież Franciszek mianował go ordynariuszem diecezji Nanterre, a 7 grudnia 2017 r. podniósł go do godności arcybiskupa Paryża. Okoliczności jego ingresu do katedry Notre-Dame można by uznać za swoiste déjà vu tego, co działo się przy okazji ingresu abp. Henryka Hosera SAC do katedry św. Floriana na warszawskiej Pradze. Tam również podkreślano, że nowy arcybiskup jest człowiekiem światłym i wszechstronnie wykształconym, doktorem medycyny z wieloletnią praktyką, mającym dobre kontakty wśród paryskich elit – również tych wolnomyślicielskich. Michel Aupetit wstąpił bowiem do seminarium duchownego jako 39-letni lekarz, z 21-letnim stażem.

Szybko się okazało, że abp Aupetit ma bardzo dobry kontakt z wiernymi, w tym również z młodzieżą. Ale coraz bardziej jego drogi zaczęły się rozchodzić z tymi, którzy chcieli w nim widzieć liberała. Przestał się pokazywać na paryskich salonach. Znacznie więcej czasu spędzał na modlitwie i wśród zwykłych ludzi. Papież Franciszek mianował go wkrótce członkiem dwóch watykańskich kongregacji: ds. duchowieństwa i ds. biskupów.

Pierwsze głosy buntu podniosły się ze strony niektórych kapłanów (skąd my to znamy?). Jak informuje Radio Watykańskie, arcybiskupowi zarzucano autorytaryzm i brak obycia ze współczesną teologią. Do tego doszły oskarżenia, że zachowuje się jak ordynator w szpitalu, bezkompromisowo aplikując taką terapię, jaką sam uznaje za słuszną. Pojawiły się także różnice w koncepcji odbudowy katedry Notre Dame po pożarze 15 kwietnia 2019 r. Arcybiskup chce bowiem pełnej rekonstrukcji bryły i zachowania sakralnego charakteru świątyni, ale z zastosowaniem nowoczesnych, bardziej przemawiających do współczesnego człowieka rozwiązań w aranżacji wnętrza.

Czarę goryczy, zdaje się, przelały trzy krople. Dla tradycjonalistów było to odwołanie „narodowo-katolickiej” dyrekcji diecezjalnego liceum Saint-Jean de Passy. Liberałów wzburzyło odwołanie zarządu Collège des Bernardins, które miało być centrum dialogu Kościoła ze światem kultury, ale w ocenie arcybiskupa za mało tam było Kościoła. Na koniec abp Aupetit  rzucił wyzwanie środowiskom LGBT oraz zwolennikom „alternatywnej liturgii”, likwidując ich „duszpasterstwo” przy paryskim kościele Saint-Mary. W tym właśnie kontekście wyciągnięto przeciwko metropolicie Paryża sprawę sprzed dziewięciu lat.

Abp Aupetit zapewnia o swojej niewinności. Cieszy się wsparciem większości duchowieństwa i wiernych swojej diecezji, ale nie chce być dla niej obciążeniem. Jego sprawą zajmą się teraz współpracownicy Ojca Świętego. Wierzę w ich obiektywizm. Nie usprawiedliwiam biskupa, który przyznaje się do popełnionej przed laty nieroztropności. Ale źle by było, gdyby domniemane grzechy duchownego z kobietą były w moim Kościele oceniane surowiej niż analogiczne grzechy z mężczyzną.

Nie wyrokuję w sprawie abp. Aupetita, bo ani nie mam do tego uprawnień, ani pełnej wiedzy o tym, co się wydarzyło. Wiem tylko, że w Kościele jest miejsce dla szczerze nawróconych grzeszników, i to na wszystkich stopniach kościelnej hierarchii. O wiele bardziej niż dla hardych zwolenników bezbożnych ideologii. My wszyscy zaś musimy pamiętać, że rozpoczynając walkę z diabolicznym złem, trzeba być albo świętym, albo heroicznie pokornym. Albowiem każda nasza słabość będzie użyta przeciwko nam. Diabeł nie zapomina i nie przebacza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama