Bąbelki na niby

O pijanych "osiemnastkach" oraz alarmujących danych na temat kontaktu z alkoholem dzieci


Ks. Paweł Siedlanowski

Bąbelki na niby

Pijaństwo. Polska wada narodowa. Wszystko zaczyna się od błahych sytuacji, czasem bardzo wcześnie, już w przedszkolu. Nie nie, oczywiście maluszkom nikt nie serwuje piwa czy wina do obiadu! Pijana tradycja ma swoje korzenie w domu.

 

Wiadomo: urodziny, imieniny, trzeba to uczcić. A gdy przyjadą goście - jakoś zająć pociechy, zaakcentować ważność dnia. Tort jest banalny, wykwintności jedzenia najmłodsi raczej nie docenią. Co robi młoda mamusia? Kupuje dzieciom szampan bezalkoholowy!

Wygląda jak prawdziwy, choć to tak naprawdę to tylko lekko zgazowany sok. Ale korek strzela naprawdę! Są nawet kieliszki. Niech maluchom nie będzie smutno, gdy dorośli będą wznosić kolejne, coraz bardzo hałaśliwe toasty! Niech podnoszą kieliszki razem z nimi! Niech piją do dna! Co śmielsze i bardziej elokwentne będą nawet, ku uciesze kolegów i koleżanek z przedszkola, udawać pijanych. Będzie kolejny powód do dumy dla rodziców: - Jakież to nasze dziecko kreatywne i inteligentne! Goście przytakną.

Powie ktoś: ksiądz się czepia. Co w tym złego? Przecież to nie alkohol. Raczej jeden z rekwizytów zabawy. Problem nie polega na tym, że coś udaje wyskokowy trunek, choć nim nie jest. Szkopuł w tym, iż kilkuletnie dziecko nasiąka przeświadczeniem, że każda impreza, domowa uroczystość musi być zaprawiona alkoholem, który staje się koniecznym elementem dobrej zabawy. Podświadomie absorbuje chory zwyczaj. Nasiąka bełkotliwą tradycją, przejmuje wzorce zachowań. Tu jest sedno problemu! I tu jest miejsce na profilaktykę - potem będzie za późno.

Minie niewiele czasu, kiedy pociecha sięgnie po pierwsze piwo, pierwszego drinka - może z czystej ciekawości, aby osobiście przekonać się, co tak bardzo różowi policzki rodzicom, ciociom i wujkom. Potem przyjdą półmetki w gimnazjum, liceum, studniówki (oczekuję momentu, kiedy bezkrytycznie zapatrzeni w swoje rozkapryszone pociechy rodzice zażądają półmetków w podstawówce) i wtedy już nie będzie oporów, by tak wielkiej uroczystości nie okrasić „poprawiaczem” nastroju. Wypić więcej niż kolega, tzn. być bardziej dorosłym i godnym szacunku kumpli. Być trendy! Wiadomo - kto nie pije, ten donosi! Błędne koło zatoczy krąg. Pijana tradycja ruszy dalej w sztafecie pokoleń.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo nasza obyczajowość jest lekkomyślna i pusta. Podważa sensowność wszelkiej profilaktyki, deprecjonuje (bywa, że ustami najbliższych) przyrzeczenia abstynenckie podejmowane przez dzieci podczas I Komunii św., odnawiane po przyjęciu sakramentu bierzmowania. Kościół proponując wspomniane wyrzeczenie, nie kieruje się jakąś abstrakcją, nie jest to wyraz obsesji. Chodzi o troskę o rozwój młodego pokolenia, widzianą w kontekście polskiej obyczajowości i dramatów tysięcy zniszczonych przez wódkę rodzin. Jest to rozpaczliwa prośba o to, aby inni podjęli współpracę w procesie wychowania dziecka, dostrzegli destrukcyjne zjawisko pijanej polskiej tradycji, wypaczającej umysły i serca. Niestety, coraz częściej jest wołaniem na puszczy...

Pijane osiemnastki

Utarło się dziś, że wejście w dorosłość i „osiemnastka” muszą być alkoholowe. Bywa, że rodzice na ten czas opuszczają dom, by dzieci nie krępować (może się mylę, może przesadzam, ale widzę tu wyraźną analogię z Piłatowym umyciem rąk). Czy jest to recepta na czystsze sumienie? Wątpię. Presja jest tak wielka, że młodzi ludzie boją się jej przeciwstawić. Zamienia się w terroryzm, któremu tylko nieliczni potrafią się oprzeć. Piją chłopcy i dziewczyny - swoiste „równouprawnienie” dotarło i tutaj. Słowo „party”, które gwałtem wdarło się do naszego języka, stało się w młodzieżowym slangu synonimem zwykłego pijaństwa - tak jakby słowem można było odmienić bieg rzeczywistości. W dorosłym życiu pójdzie już gładko, tym bardziej, że przedawkowanie alkoholu często zamiast politowania wzbudzi współczucie i szczególną więź solidarności: wszak fortuna kołem się toczy - dziś ty, jutro ja... Pijanemu wiele się wybacza. Pijacki bełkot nie rani uszu. Pijanemu schodzi się z drogi.

Pamiętamy sławetną „chorobę goleni” exprezydenta w Katyniu. W normalnym kraju wybuchłby skandal, zmuszono by go do dymisji. U nas wydarzenie stało się co najwyżej przedmiotem żartów i szybko odeszło w niepamięć. To bardzo znamienne.

Róbta co chceta

Alkohol jest sprzedawany właściwie bez żadnych ograniczeń. Na dużą skalę naruszane są przepisy ustawy, dotyczące sprzedaży alkoholu osobom nieletnim i nietrzeźwym, ograniczające ilość i lokalizację punktów sprzedaży oraz zabraniające sprzedaży bez zezwolenia. Niektórzy mówią: kto chce kupić, pójdzie po wódkę na melinę, ewentualnie poprosi starszego kolegę o stosowny zakup w sklepie, gdzie ekspedientka ani trochę nie przejmuje się napisem na tabliczce, którą ma z plecami. Owszem, tak. Tylko, że problem znów tkwi w czym innym: w społecznym przyzwoleniu na sytuacje, które powinny być solidarnie przez wszystkich napiętnowane.

W ostatnich kilku latach da się zauważyć wyraźny wzrost uzależnienia od alkoholu w środowisku młodzieżowym. Jak dowodzą badania, wynika on nie tylko z łatwego dostępu do napojów alkoholowych, ale też z trudności adaptacyjnych młodego człowieka, niepotrafiącego odnaleźć się w skomplikowanej rzeczywistości, z niemożności poradzenia sobie ze zranieniami, które wynosi z domu. Nie bez znaczenia jest także presja otoczenia, wygórowane oczekiwania rodziców, opiekunów czy alienacja (tak szeroko propagowana przez liberalne środowiska) ze stabilnego świata wartości. Hasło „Róbta co chceta” zbiera swoje ponure żniwo.

Co roku Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych publikuje raporty na temat problemu alkoholizmu wśród młodych ludzi. Okazuje się, iż wzrasta ilość dzieci, sięgających po alkohol. Równocześnie zaniża się próg pierwszego kontaktu z alkoholem - w niektórych przypadkach to 11 rok życia. Wyniki badań wskazują, iż 71% polskiej młodzieży w wieku 11-15 próbowało napojów alkoholowych (w tym 20% 11-latków). Większość dzieci styka się z alkoholem przed zakończeniem 18 roku życia - zwykle w przedziale 13-17 lat. Lekarze alarmują, iż choroba alkoholowa pojawia się tym szybciej, im wcześniej ma miejsce inicjacja alkoholowa. Może do niej dojść już po kilku miesiącach od wypicia pierwszego piwa czy innego napoju alkoholowego.

Konsumenci przyszłości

Od lat toczy się dyskusja, jak wielki wpływ na nadużywanie alkoholu ma reklama. Od lat specjaliści gromadzą dowody świadczące o jej znaczącym wpływie na wzrost spożycia alkoholu. PARPA alarmuje na swoich stronach internetowych: „pierwotna, informacyjna funkcja reklamy w przypadku produktów alkoholowych została zastąpiona przez promowanie określonego stylu życia. Grupa docelowa, jaką jest młodzież, stanowi dla przemysłu alkoholowego bardzo ważny rynek ponieważ są to „konsumenci przyszłości”. Alkohol prezentowany w reklamach zapewnia przepustkę do grupowej akceptacji - jednego z najważniejszych elementów życia społecznego młodych ludzi.” Agencja zwraca dalej uwagę na szczególny charakter i techniki reklamy, które wykorzystują styl życia młodzieży, pragnienie bycia silnym, bogatym. Cel jest oczywisty: zbudowanie swoistej więzi, zakodowanie w umysłach przyszłych klientów lojalności wobec konkretnej marki. Przykładem tego zjawiska może być wykorzystanie renomowanych drużyn sportowych jako nośnika reklam oraz umieszczanie logo producentów alkoholu na koszulkach zawodników. Pozytywne nastawienie do klubu sportowego, społeczne funkcjonowanie piłkarzy jako idoli (wszechobecne w pokojach młodych ludzi plakaty - oczywiście na koszulce jest logo kompanii piwowarskiej), asocjacje z tym związane (dynamizm, siła, odniesiony sukces itp.) automatycznie przechodzą na markę alkoholu znajdującą się na koszulkach graczy. Proste?

To tylko migawki. Przykłady można by mnożyć. Polska pijana tradycja ma się całkiem dobrze i nie zanosi się na to, że rychło się zmieni. Zależy przecież on nas, od utrwalonych wzorców zachowań, sposobu wychowania, przenikliwości spojrzenia w przyszłość - od szeregu drobiazgów, które na pierwszy rzut oka wydają się mało ważne, ale ich suma tworzy określoną jakość. Bąbelki w gazowanym napoju udającym prawdziwy szampan mogą być „na niby”. Życia nie da się przeżyć „na niby”. Jest zbyt skomplikowane i ważne, by mogło się to udać.

opr. aw/aw



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama