Dom publiczny sp. z o.o

Cotygodniowy komentarz z Gościa Niedzielnego (3/2001)

Za wyjątkowo nieszczęśliwą uznać można niedawną propozycję legalizacji domów publicznych, złożoną przez rzecznika praw obywatelskich prof. Andrzeja Zoila. Oczywiście, obecny stan rzeczy trudno uznać za zadowalający. Z jednej strony czerpanie zysków z nierządu jest przestępstwem, z drugiej zupełnie jawnie funkcjonują tzw. agencje towarzyskie czy salony masażu, które są po prostu domami publicznymi.

Fikcyjność prawa jest niewątpliwie czynnikiem demoralizującym. Jednak zupełnie czym innym jest uznanie, że prawo nie potrafi poradzić sobie z pewnym negatywnym zjawiskiem społecznym, a czym innym uznanie tego zjawiska przez prawo za normalne. Rezygnacja z karania prostytucji nie oznacza bynajmniej, że uznano ją za neutralny element pejzażu społecznego. Stwierdzono jedynie, że jej zwalczanie metodami prawa karnego jest nieskuteczne, a poza tym prowadzi nieraz do karania osób w ten czy inny sposób wciągniętych do uprawiania nierządu, przy pozostawieniu w spokoju klientów, którzy uczestniczą w tym z definicji dobrowolnie. Za rezygnacją z karania prostytucji stoi też ewolucja rozumienia tego, jakie czyny powinny być karane przez państwo - wielu uznaje, że sprzedawanie własnego ciała do nich nie należy.

Założenia te są dziś dość powszechnie przyjęte, co nie znaczy, że są bezdyskusyjne. Nie oznaczają one jednak z pewnością rezygnacji z jednoznacznie negatywnej moralnie oceny tego procederu. Znakiem tego jest także pozostawienie (i to niemal w całej Europie, którą dziś trudno doprawdy uznać za purytańską) właśnie zakazu czerpania zysków z nierządu. Państwo informuje więc obywateli: prostytucja jest złem, ale nie uznajemy prawa karnego za dobry środek walki z tym złem. Nie egzekwując zakazu stręczycielstwa, państwo wysyła obywatelom jeszcze jeden komunikat: nie umiemy, a i nie za bardzo chcemy dać sobie z tym rady. To ostatnie jest niewątpliwym złem, jednak złem nieporównanie większym byłoby powiedzenie: traktujemy prostytucję jako zawód taki sam jak inne, co oznacza, że zamykamy oczy na jej zło. To już nie jest słabość czy hipokryzja państwa, ale jego otwarta amoralność.

Praktycznemu argumentowi, jakoby legalizacja nierządu miała zmniejszyć jego związek z przestępczym podziemiem, stanowczo sprzeciwia się policja, twierdząc, że wszędzie - bez względu na legalny status tego procederu - organizuje go świat przestępczy. Trudno zresztą sobie wyobrazić uczciwego przedsiębiorcę, organizującego sieć domów publicznych... Chyba, że uznamy nierząd za moralnie dopuszczalny. To jednak byłaby już nie rewolucja prawna, ale (a)moralna. Zastanawiajmy się więc, jak walczyć z plagą nierządu, a nie eksperymentujmy. Miejsce prostytucji jest na marginesie i niech tak pozostanie.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama