Dlaczego?

Dlaczego Polska znów dotkliwie doświadczana jest cierpieniem? (po tragedii w Smoleńsku)


Ks. Paweł Siedlanowski

Dlaczego?

To pytanie nie przestaje rozbrzmiewać od sobotniego poranka. Przeklęta ziemia, jak zwykło się mówić o lesie katyńskim, pochłonęła następne ofiary. Czy musiało tak się stać? Dlaczego Polska znów dotkliwie doświadczana jest cierpieniem? W jaki sposób człowiek wierzący powinien przeżywać tragedię? W którą stronę spoglądać?...

Na większość pytań nie ma odpowiedzi. I nie ma sensu szukać ich na siłę. Przekroczenie tej granicy grozi osunięciem się w banał, błądzeniem w ciemnościach. Każda próba racjonalizacji śmierci, szukania ukrytych przyczyn, metafizycznych teorii jest bezsensowną retoryką - plastrem, który nakleja się na ranę ze świadomością, że być może będzie ona mniej widoczna, ale nie umniejszy bólu, nie zniweluje cierpienia. Ze śmiercią trzeba się zmierzyć, także z tą pozornie bezsensowną - spojrzeć jej odważnie w oczy, wyjść poza emocje, sięgnąć wzrokiem poza jej horyzont. Tylko tam jest ukryta odpowiedź. Ale od „naszej” strony granicy życia nie da się jej dostrzec...

Śmierć jest wpisana w ludzkie życie. Wiemy przecież o tym, ale zarazem zaakceptowanie jej faktu należy do najtrudniejszych ze wszystkich rzeczy, z jakimi przychodzi nam się mierzyć. W suplikacjach śpiewamy: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci, wybaw nas Panie”. Niespodziewanej, tzn. takiej, która pozostawia człowieka bez szans na poukładanie ważnych spraw, pojednanie, bez możliwości odważnego spojrzenia za siebie i przed siebie, bez uświadomienia sobie kierunku wędrówki, jaką za moment trzeba będzie podjąć.

Ludzie wybierający drogę na skróty czasem mówią: „Bóg tak chciał”. To nieprawda. On nie chce śmierci - jest Bogiem żyjących. Nie chciałbym wierzyć w Boga, który żąda krwawych ofiar. Dał nam wolność, a wraz z nią przyszła śmierć. Sam zapłacił za to najwyższą cenę, kiedy przybito do krzyża Jezusa Chrystusa. Jego wielkość polega na tym, że nawet ze śmierci może wyprowadzić dobro. Ufamy, że stanie się tak i tym razem. Że tragedia, która na wieki spięła niewidzialną nicią wydarzenia, oddzielone od siebie siedmioma dziesięcioleciami burzliwej historii, zaowocuje dobrem. Jakim? Tego jeszcze nie wiemy, ale pierwsze znaki już wyraźnie widać.

Sztuka milczenia

Co robić, kiedy przyjdzie zmierzyć się z umieraniem w sposób tak dosłowny, jak to się stało w sobotni poranek? Jak się zachować, gdy niespodziewanie zawita w progi domu, okryje kirem żałoby przyjaciół, bliskich? Przede wszystkim słuchać. Jest w nas ukryta pokusa, by wbrew temu, co podpowiada intuicja, śmierć zarzucić słowami, sloganami, zakryć emocjami. Tak było, kiedy odszedł Jan Paweł II. Emocje wypaliły się szybko, słowa przyprószone szarzyzną życia zamieniły się w albumowy banał. Jedność, solidarność bólu stały się okazjonalne i w perspektywie czasu nic nie znaczące. Milczenie, którego domaga się tragiczna chwila, stwarza szansę na to, że człowiek usłyszy coś więcej niż tylko słowa niedowierzania, dostrzeże perspektywę szerszą niż tylko współczucie, własne skamienienie i smutek. W pełnej pokory ciszy, w towarzyszeniu pogrążonym w żałobie udaje się usłyszeć coś, o czym można tylko pomarzyć w zgiełku życia: że tylko w Bogu „przemijanie ma sens” (Jan Paweł II). Poza Nim śmierć jest absurdem, stoczeniem się w nicość, bezsensem. Rozumiemy to. Dlatego tak wiele osób w sobotę, niedzielę udało się do świątyń, modliło się przy Pałacu Namiestnikowskim, na Wawelu. Msze św. celebrowano w polowych namiotach żołnierzy w Afganistanie, Iraku, w katedrach i małych wiejskich kościółkach. W takich chwilach człowiek nie chce być sam. Szuka drugiego, czując, że wydany tylko sobie nie udźwignie bólu. Przed obliczem Pana Boga druga strona życia, choć nadal pozostająca tajemnicą, staje się jasna. Nie przeraża. Zostaje otulona nadzieją. To jej szukaliśmy.

Razem

Polacy w sobotę wyszli z domów, wyciszyli się, zaczęli się wspólnie modlić. Identycznie jak pięć lat temu. I to jest druga ważna lekcja: w śmierci przeraża nas nie jej fakt, ale to, że wobec niej człowiek zawsze staje sam, stawia go ona w perspektywie nieuchronności. Jest jedno miejsce, gdzie wtedy czuje się on najbezpieczniej: pod krzyżem. Tu śmierć została pokonana, jej bramy zostały strzaskane, zrodził się Kościół. Stało się to mocą Jezusa Chrystusa. W tym miejscu człowiek nigdy nie jest sam. I tylko w tym miejscu śmierć jest przezroczysta...

Jeden z przechodniów zapytany w sobotę przez reportera którejś z telewizji o to, co czuł, gdy dowiedział się o katastrofie prezydenckiego samolotu, odpowiedział, że nie pamięta takiej tragedii od momentu śmierci Jana Pawła II. Nie zgadzam się z tym. Odejście papieża nie było tragedią. Było powrotem do Domu. W wymiarze wiary odejście człowieka nie jest tragedią, jest przejściem, dotknięciem Tajemnicy. Kiedy patrzę na oddalającego się człowieka, choć widzę, że w pewnym momencie staje się małym punkcikiem i w końcu ginie za linią horyzontu, wiem, że nie rozpłynął się on w nicość. Jest daleko - nie mogę go dostrzec, ale nadal jest. Ludzka niemożność sięgnięcia poza nią, mimo tego, że rodzi bunt, nie jest tragedią, ale jednym ze znamion ludzkiego ograniczenia i tylko świadoma zgoda na nie, w perspektywie ufności Bogu, może nas przybliżyć do życia.

Przezroczysta prawda

„Co Boże chcesz do nas przez to powiedzieć, czego od nas oczekujesz?” - pytał w sobotę na antenie Katolickiego Radia Podlasie bp Zbigniew Kiernikowski. Katastrofa lotnicza w Smoleńsku, ale też każde ludzkie odejście - szczególnie to nagłe, niespodziewane - wskazuje właściwą relację, jaka powinna istnieć pomiędzy Bogiem a człowiekiem, pomiędzy braćmi i siostrami w wierze. Ale jest jeszcze coś, niemniej ważnego, o czym w tych dniach nie wolno zapomnieć: kwiat polskiej inteligencji, na czele z prezydentem Kaczyńskim, jechał do Katynia po to, aby zaświadczyć o prawdzie. Od 70 lat była ona poniewierana, tłamszona, wykrzywiana. Okrutny los tysięcy osób spoczywających w tamtejszych mogiłach - ludzi, których śmierć cofnęła Polskę o kilkadziesiąt lat w rozwoju cywilizacyjnym, domagał się - jak pisał Conrad - „oddania sprawiedliwości widzialnemu światu”, przywrócenia blasku prawdzie. Nie wskrzesi im to życia, ale może sprawić, że w ofierze, jaką ponieśli dla Ojczyzny, odnajdziemy własną godność. Pytają młodzi: - Po co to komu? Czy nie lepiej patrzeć w przyszłość, porzucić resentymenty, stać się Europejczykami, a nie ciągle grzebać w polskiej martyrologii, wracać do czegoś, co i tak pozostanie niezmienne?

To błędne myślenie. Drzewo bez korzeni usycha. Człowiek bez świadomości tego, kim jest, skąd przyszedł, jest wrakiem człowieka - piórkiem na wietrze, którym wiatr miota to tu, to tam. Ktoś taki nie ma przyszłości...

Jeśli stawiamy pytanie, co Bóg chciał nam przez tragiczne sobotnie wydarzenie powiedzieć, czego od nas oczekuje, to właśnie jest to umiłowanie prawdy - powrót do prawdy, zarówno w wymiarze Ojczyzny, naszych dziejów, ale też prawdy obecnej w historii życia każdego z nas. Nie sposób czegokolwiek zbudować na kłamstwie. Bezsensowne jest ludzkie życie, jeśli jego trwanie, jakość będą uzależnione tylko od materii. Tragiczny staje się los człowieka, który zagubi odniesienie do Pana Życia - sam uczyni się jego kreatorem, będzie wyznaczał granice, określał kryteria jego trwania. Tylko w Bogu prawda jest przezroczysta - tylko w Nim ludzki umysł sięga dalej, jest w stanie odnaleźć sens tam, gdzie każda inna perspektywa spojrzenia się załamuje.

Sztuka życia

„Bóg zabrał go bo tam trzeba ludzi dobrych. Zabrał go, aby ci, którzy nie rozumieli i niszczyli go, przestali to czynić - tak zaczął swój wpis na blogu Zbigniew Girzyński, poseł PiS. - Szydzono z wszystkiego, co było dla niego ważne i święte. Drwiono z patriotyzmu, miłości do matki, żony i brata. Nie szanowano go nie tylko z tytułu urzędu, jaki sprawował, ale nawet z faktu tego, że był człowiekiem. Główny cel jego prezydentury: przywracanie pamięci, przedstawiono jako przejaw małostkowości i zaściankowości”. Dużo emocji zawartych jest w tej wypowiedzi - ale czy są aż tak odległe od prawdy?

Śmierć, paradoksalnie, przywróciła jej blask. Obyśmy z tego jak najwięcej zrozumieli. I nie popełniali więcej starych błędów.

opr. aw/aw



Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama