Umiłowała do końca

O Joannie Berettcie Molli - świętej matce, która oddała życie za swoje dziecko

Kanonizacja Joanny Beretty Molli, naszej współczesnej, matki i żony, odbiła się szerokim echem w Kościele. Potwierdziła, że powołanie do świętości nie jest przywilejem niewielu, ale wezwaniem uniwersalnym, skierowanym do wszystkich ochrzczonych, które każdy powinien przyjąć i realizować. «Wszyscy w Kościele — czytamy w Konstytucji Lumen gentium — niezależnie od tego, czy należą do hierarchii, czy są przedmiotem jej pasterskiego posługiwania, powołani są do świętości, zgodnie ze słowami Apostoła: 'Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie' (1 Tes 4, 3)» (n. 39).

Liczne beatyfikacje i kanonizacje, których dokonuje Jan Paweł II, ukazują, że doskonałość można osiągnąć w każdym stanie i zawodzie, w najzwyklejszych warunkach życia codziennego.

Tak było w przypadku Joanny Beretty Molli, lekarza pediatry, kanonizowanej 16 maja 2004 r. Obraz przedstawiający ją z małym dzieckiem na ręku, umieszczony na frontonie Bazyliki Watykańskiej, wzruszał i przemawiał do serca. W uroczystości brał udział mąż świętej, syn, dwie córki, w tym najmłodsza — Gianna Emanuela, za którą ona ofiarowała swoje życie. Koncelebrował z Papieżem także jej brat ks. Giuseppe Beretta.

Jak wyglądała droga do świętości Joanny Beretty Molli? Przyszła na świat 4 października 1922 r. w Magencie, w archidiecezji mediolańskiej, jako dziesiąte z trzynaściorga dzieci pobożnych rodziców Alberta Beretty i Marii De Micheli. Tydzień po urodzeniu na chrzcie nadano jej imiona Joanna Franciszka. Głęboko religijne wychowanie, które otrzymała w domu, ukształtowało jej prawy charakter i chrześcijańską postawę.

W 1925 r. rodzina przeniosła się do Bergamo. 4 kwietnia 1928 r. Joanna przyjęła pierwszą komunię św., a 9 czerwca 1930 r. sakrament bierzmowania. Odtąd codziennie rano uczestniczyła z matką we Mszy św. i przystępowała do Stołu Pańskiego.

W 1937 r. rodzice z dziećmi przeprowadzili się do Quinto al Mare w pobliżu Genui, ponieważ tamtejszy klimat służył zdrowiu ojca. W tym mieście Joanna aktywnie uczestniczyła w działalności Akcji Katolickiej, a także w pracy charytatywnej prowadzonej przez Stowarzyszenie św. Wincentego. W dyskretny sposób śpieszyła z pomocą biednym i potrzebującym. Wiara była dla niej wartością podstawową, radykalnym wyborem Chrystusa, a z Nim Jego Ewangelii.

Wiosną 1938 r. wzięła udział w rekolekcjach prowadzonych przez jezuitę o. Michele Avedano. Postanowiła wówczas — jak napisała w swoich notatkach — ofiarować całe swoje życie Chrystusowi. Wolała «raczej umrzeć, niż popełnić grzech śmiertelny», pragnąc we wszystkim szukać woli Bożej i ją wypełniać.

Zdecydowała iść wiernie za Jezusem w radości i cierpieniu, zdrowiu i chorobie, niczego Mu nie odmawiając. Żywiła głębokie nabożeństwo do Maryi. «Bez pomocy Matki Bożej — powtarzała często — nie idzie się do nieba». Nie rozstawała się z różańcem. Modlitwę uważała za istotny element apostolstwa. Nawet wtedy, gdy była przeciążona pracą, nie brakowało jej czasu na skupienie i rozmowę z Bogiem.

«Podstawowym warunkiem wszelkiej owocnej działalności — napisała — jest wytrwała modlitwa. Apostołuje się przede wszystkim na klęczkach. Pan pragnie mieć nas blisko siebie, aby w czasie modlitwy wyjawić nam tajniki nawracania dusz.

W życiu apostoła nie powinno być dni, w których brakuje czasu na chwilę skupienia u stóp Pana. My, członkowie Akcji Katolickiej, musimy dawać duszom to, co Boskie, a nie to, co ludzkie. Jest rzeczą oczywistą jednak, że aby móc dawać, trzeba najpierw posiadać, a zatem musimy być zjednoczeni z Bogiem. Im większe jest pragnienie, by dużo dawać, tym częściej trzeba czerpać ze źródła, którym jest Bóg».

Na drodze życia napotykała wiele trudności, ale każde cierpienie, wielkie czy małe, łączyła z krzyżem Chrystusa, z Jego męką i zmartwychwstaniem.

Po śmierci rodziców w 1942 r. powróciła do rodzinnej Magenty. Idąc za przykładem dwóch starszych braci, rozpoczęła studia na wydziale medycyny uniwersytetu w Mediolanie, które później kontynuowała i ukończyła w 1949 r. w Pawii. Pasjonowały ją muzyka, malarstwo, góry, podróże, umiała cieszyć się życiem.

W 1952 r. zdobyła specjalizację w zakresie pediatrii. Dwa lata wcześniej wraz z bratem Ferdynandem, również lekarzem, otworzyła prywatne ambulatorium w miejscowości Mesero koło Magenty. Służyła chorym z wielkim poświęceniem. Od ubogich nie brała wynagrodzenia, a niekiedy sama ich wspierała materialnie. Mówiła, że w pacjentach «spotyka się bezpośrednio z cierpiącym Chrystusem».

Miała świadomość, że otrzymała od Boga szczególne powołanie, by służyć ofiarnie ludziom w najtrudniejszych momentach ich życia, pomagać im odzyskać zdrowie nie tylko ciała, ale i duszy.

«Na świecie — pisała w swoich notatkach — wszyscy w jakiś sposób służą drugiemu człowiekowi. My, lekarze, pracujemy dla człowieka w sposób bezpośredni, a on oczekuje, że pomożemy mu odkryć pełny sens jego egzystencji.

Jesteśmy uczciwi, jesteśmy lekarzami i ludźmi wiary. Opiekujemy się chorymi serdecznie, widząc w nich braci. Staramy się być delikatni.

Nie możemy zapominać o duszy chorego. Mamy możliwości, których nie ma kapłan. Nasza misja nie kończy się z chwilą, gdy lekarstwa stają się już bezużyteczne. Jest jeszcze dusza, którą trzeba doprowadzić do Boga».

Od dłuższego czasu Joanna zastanawiała się nad wyborem drogi życiowej. Zamierzała wyjechać jako świecka misjonarka do Brazylii, aby pomagać swemu bratu Alberto, kapucynowi — misjonarzowi w Grajaù. On sam jednak odradzał jej to ze względu na panujący tam tropikalny klimat. Dużo się modliła, starając się poznać wolę Bożą. Wreszcie zrozumiała, że jej drogą do świętości jest małżeństwo i rodzina.

W 1955 r. poznała swego przyszłego męża inż. Pietra Mollę, który należał do Akcji Katolickiej w Mesero. Łączyły ich podobne ideały, działalność apostolska, skupienia modlitewne — i przygotowywały do założenia chrześcijańskiej rodziny, wspólnoty miłości i życia, oddanej całkowicie Chrystusowi. W jednym z listów do przyszłego męża napisała: «Kocham Cię bardzo, Pietro. Zawsze myślę o Tobie, poczynając od porannej Mszy św., kiedy ofiaruję Bogu swoją i Twoją pracę, Twoje radości, cierpienia, a następnie w ciągu dnia, aż do wieczora. Wiesz, że moim pragnieniem jest widzieć Ciebie i wiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Powiedz mi, jaka powinnam być i co powinnam zrobić, byś był szczęśliwy. Pokładam wielką ufność w Panu i jestem pewna, że On mi pomoże być żoną godną Ciebie. (...) Pietro, chciałabym być dla Ciebie ewangeliczną silną kobietą. (...) Z pomocą i błogosławieństwem Bożym wszystko dobrze pójdzie, bo w naszej małej rodzinie Jezus będzie królował we wszystkich uczuciach, pragnieniach i czynach. (...) Staniemy się współpracownikami Boga w stwarzaniu, możemy ofiarować Jemu nasze dzieci, które będą Go kochać i Jemu służyć».

Ich ślub odbył się w bazylice św. Marcina w Magencie 24 września 1955 r. Chcieli mieć liczną rodzinę. Dla Joanny macierzyństwo było wielką wartością. 14 miesięcy po ślubie, 19 listopada 1956 r. urodził się pierwszy syn, Pierluigi, potem Maria Zita (11 listopada 1957 r.) i Laura Maria (5 lipca 1959 r.) — w ciągu niespełna czterech lat urodziła troje dzieci, przy czym wszystkie jej ciąże były trudne. Być matką oznaczało dla niej składać ofiarę z siebie, a macierzyństwo przeżywała z radością.

Gdy po trzech niełatwych ciążach i dwóch poronieniach oczekiwała czwartego dziecka i okazało się, że musi się poddać operacji usunięcia dużych rozmiarów włókniaka, bez wahania wybrała życie dziecka.

Lekarz, do którego udała się po poradę, powiedział: «Jeśli chcemy uratować pani życie, musimy przerwać ciążę». «Panie profesorze — odrzekła — na to się nigdy nie zgodzę. Zabicie płodu jest grzechem. (...) Jeśli musicie wybierać między moim życiem i życiem tego dziecka, wybierzcie jego życie. Taka jest moja wola». Zgodziła się na operację pod warunkiem, że dziecko nie poniesie żadnej szkody. Zabieg się powiódł, ale Joanna zdawała sobie w pełni sprawę z powagi sytuacji. Nie mówiła o tym mężowi, aby go nie martwić.

Wróciła do domu i kontynuowała pracę zawodową. W Wielki Piątek 20 kwietnia 1962 r., czując, że zbliża się poród, udała się do kliniki św. Gerarda w Monzie. W Wielką Sobotę przyszła na świat Gianna Emanuela.

Kilka godzin później rozpoczęła się długa, trwająca 8 dni agonia matki. Cierpienia znosiła z miłością do Chrystusa. Dzień przed śmiercią na własne życzenie została przewieziona do domu. Zmarła rano 28 kwietnia 1962 r., wypowiadając słowa: «Jezu, kocham Cię». Miała 39 lat.

W pogrzebie, który odbył się w Ponte Nuovo, uczestniczyła wielka rzesza ludzi. Została pochowana na cmentarzu w Mesero. Spełniły się słowa, które kiedyś napisała: «Jeśli w walce o nasze powołanie poniesiemy śmierć, będzie to najpiękniejszy dzień w naszym życiu».

Po jej śmierci mąż powiedział: «Nie zrobiła tego, by pójść do raju, ale dlatego, że czuła się matką. Aby zrozumieć jej decyzję, trzeba pamiętać o jej głębokim przeświadczeniu — jako matki i jako lekarza — że dziecko, które w sobie nosiła, było istotą, mającą takie same prawa jak pozostałe dzieci, chociaż od jego poczęcia upłynęły zaledwie dwa miesiące. Było ono darem Boga, któremu należał się szacunek. Nie można również zapomnieć o wielkiej miłości, jaką darzyła dzieci: kochała je bardziej niż siebie. I nie można zapomnieć o ufności w Bożą Opatrzność. Była przekonana, jako żona i matka, że jest potrzebna mnie i naszym dzieciom, lecz że w tym konkretnym przypadku była bardziej potrzebna tej małej istocie, która się w niej poczęła».

Wiadomość o śmierci bohaterskiej matki, która złożyła świadectwo największej miłości Boga i bliźniego, obiegła całe Włochy. Jej postać szybko została otoczona religijną czcią. W latach 1980-1986 z inicjatwy kard. Carla Marii Martiniego odbyło się w Mediolanie i Bergamo dochodzenie kanoniczne dotyczące świętości życia sługi Bożej. Po przesłuchaniu wielu świadków dokumentacja została przekazana do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie, która 6 lipca 1991 r., na polecenie Jana Pawła II, ogłosiła dekret o heroiczności cnót Joanny Beretty Molli, a 21 grudnia 1992 r. dekret o cudownym uzdrowieniu przypisywanym jej wstawiennictwu. Dwa lata później, 24 kwietnia 1994 r., w Międzynarodowym Roku Rodziny, Ojciec Święty wpisał ją w poczet błogosławionych. 20 grudnia 2003 r. w obecności Papieża został promulgowany dekret Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych dotyczący cudu przypisywanego wstawiennictwu błogosławionej, który otworzył drogę do jej kanonizacji.

Ukazując całemu Kościołowi postać nowej świętej, Jan Paweł II podkreślił najistotniejszą wartość jej życia, jaką jest miłość. «Naśladując Chrystusa, który 'umiłowawszy swoich (...) do końca ich umiłował' (J 13, 1) — powiedział Papież — ta święta matka rodziny w sposób heroiczny dochowała wierności zobowiązaniom podjętym w dniu zawarcia sakramentu małżeństwa. Najwyższa ofiara, którą uwieńczyła swe życie, świadczy o tym, że tylko wtedy człowiek może zrealizować siebie, gdy ma odwagę całkowicie poświęcić się Bogu i braciom. Oby nasza epoka — dodał Papież — dzięki przykładowi Joanny Beretty Molli, mogła odkryć prawdziwe, czyste i płodne piękno miłości małżeńskiej, przeżywanej jako odpowiedź na Boże powołanie!» (homilia z 16 maja 2004 r.).

Kanonizacja Joanny Beretty Molli była hołdem złożonym wszystkim kobietom, które nieraz wbrew naciskom opinii środowiska bronią z odwagą świętości każdego życia ludzkiego i wnoszą istotny wkład w budowanie społeczeństwa prawdziwie ludzkiego, które szanuje i chroni podstawowe prawa każdego człowieka od jego poczęcia aż do śmierci.

Ks. Czesław Drążek SJ

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama