Kłopot z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim polega na tym, że on od wielu lat niespecjalnie interesuje się problematycznymi zagadnieniami, które występują w relacjach polsko-ukraińskich – uważa Zbigniew Parafianowicz, autor książki pt. „Kłopot z Zełenskim”.
Publikacja książki Parafianowicza zbiegła się w czasie z kolejnym kryzysem w relacjach polsko-ukraińskich. Władze w Kijowie wykonały kilka gestów upamiętniających zbrodniarzy z Ukraińskiej Powstańczej Armii. Imię „bohaterów UPA” nadano jednej z jednostek wojskowych.
„Nie ma mowy o ułożeniu stosunków polsko-ukraińskich bez uregulowania kwestii historycznych – stwierdził Parafianowicz w rozmowie z Polską Agencja Prasową. Autor publikacji przypomniał o działaniach przewodniczącego Rady ds. Współpracy z Ukrainą Pawła Kowala, który komunikował to stronie ukraińskiej.
Wcześniej Parafianowicz podawał jednak, że Kowal starał się cenzurować sprawę ekshumacji z Puźnikach. Chodzi o nieistniejącą już wieś w obwodzie tarnopolskim, która doświadczyła wywózek NKWD, a po inwazji Niemców jej mieszkańcy ukrywali Żydów. W 1945 r. Polacy mieszkający w Puźnikach zostali wymordowani przez UPA.
Podczas ekshumacji przeprowadzonej w 2025 r. w zbiorowym grobie znaleziono co najmniej 42 ciała, w tym kobiety i dzieci, co kwestionowało ukraińską wersję historii, według której Polacy byli partyzantami, ofiarami zwykłego wojennego starcia.
Według Parafianowicza, Paweł Kowal nie chciał dopuścić fotografów do grobów. Kowal tego nie kwestionuje, choć twierdzi, że nie należało fotografować otwartych mogił.
Przeceniani
„Prezydent Zełenski tego nie rozumie lub udaje, że nie rozumie” – mówi o sprawie zbrodni wołyńskiej Parafianowicz.
Problemy w relacjach z ukraińskim prezydentem mają też inni światowi przywódcy. „Elity ukraińskie przeceniają swoją rolę na arenie międzynarodowej” – powiedział rozmówca PAP.
W jego ocenie dotyczy to także partnerów europejskich, w tym najbardziej przychylnych Ukrainie krajów bałtyckich, które mają problem z tolerowaniem ukraińskich dronów w swojej przestrzeni powietrznej. Bezzałogowce wlatują tam w związku z atakami Ukrainy na Rosję. Wilno, Ryga i Tallin podkreślają, że jest to dla nich problematyczna kwestia – niezależnie od tego, czy to przypadek, czy skutek działania rosyjskich systemów walki radioelektronicznej.
„Ukraina jest ważna, ale jest to jedna strona medalu. Nie pozwala to na nieograniczoną asertywność”
– dodał Parafianowicz.
„Stosowanie narzędzi miękkiej presji na sąsiada jest w zasięgu ręki, ale my tego nie robimy. Pytanie, gdzie kończy się emocjonalność, a zaczyna racjonalna polityka, w której możemy osiągać cele polityczne w relacjach z Ukrainą” – zaznaczył autor książki. (PAP)
Źródło: 