Planowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zmiany mogą zamknąć drogę do Domu Chłopaków w Broniszewicach dla kolejnych dzieci z ciężkimi niepełnosprawnościami. Prowadzące ośrodek siostry dominikanki ostrzegają, że rodziny zostaną bez realnego wsparcia, a najbardziej potrzebujący, bez przystani do życia.
Ogromne oburzenie opinii publicznej wywołały ostatnie decyzje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, dotyczące zmian w systemie opieki nad dziećmi z niepełnosprawnościami. Głos w sprawie zabrały siostry dominikanki prowadzące znany w całej Polsce Dom Chłopaków w Broniszewicach. Jak alarmują, nowe przepisy mogą uniemożliwić przyjmowanie kolejnych podopiecznych już od przyszłego roku.
„Boimy się, że rodziny, które się zgłoszą o pomoc, nie będą już miały miejsca. Bo rodziny będą teraz miały tylko siebie, ewentualnie na nową instytucję, która jest tworzona w ramach „deinstytucjonalizacji". Powstaną trzydziestoosobowe ośrodki do 18-roku życia” – mówi s. Eliza.
Placówka działa od 1951 roku i – jak podkreślają siostry – odpowiada na realne potrzeby rodzin wychowujących dzieci z ciężkimi niepełnosprawnościami. „Dom prowadzimy od 75 lat, bo taka jest ciągle potrzeba. Naszą misją jest wspieranie rodzin, które sobie nie radzą z niepełnosprawnościami ich synów” – zaznacza.
Siostry przypominają, że obecne przepisy pozwalają podopiecznym pozostać w ośrodku także po osiągnięciu pełnoletności. „Ustawodawca 30 lat temu wprowadził taki mądry zapis, że mogą zostać aż do swojej śmierci pomimo osiągnięcia pełnoletności” – wskazuje s. Eliza.
Dominikanki podkreślają, że nie bronią instytucji dla samej jej idei. „Nie walczymy o instytucję, bo nie o nią tutaj chodzi. Tak naprawdę to jesteśmy domem, który ma wesprzeć rodziny, które już w pewnym momencie nie są w stanie sobie poradzić” – mówią.
Jak dodają, zapotrzebowanie na taką pomoc nie maleje. „Wzrasta, a nie maleje liczba dzieci z autyzmem, z agresją, z niepełnosprawnościami intelektualnymi, z czterokończynowym porażeniem. To nie są choroby, które się wyleczy” – podkreślają.
Siostry zwracają uwagę, że to rodziny same szukają u nich wsparcia. „Nie jeździmy po rodzinach "wydzierać" im dzieci, tylko to rodziny proszą nas i jest kolejka do tego domu” – zaznaczają.
Zakonnice krytycznie oceniają także przebieg konsultacji. „Trwają konsultacje, w których nie czujemy się wysłuchane. Jesteśmy bardziej oceniane jako grupa interesu” – mówią.
Na koniec podkreślają swoją niepewność wobec przyszłości. „Nie wiemy o co chodzi. Naprawdę nie wiemy, gdzie trafią dzieci, z którymi rodziny już sobie nie radzą. Nie wiemy. Do nas już nie...”.
Źródło: niedziela.pl