Fundacja Życie i Rodzina wskazuje, że w Szpitalu Południowym działa Centrum Leczenia Niepłodności oferujące in vitro i korzystające z publicznych dotacji. Zdaniem fundacji placówka była nastawiona przede wszystkim na zysk. „Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z rodzajem maszynki samorządu m.st. Warszawy do wyciągania dotacji z budżetu państwa” – czytamy na stronie fundacji.
Cała Polska mówi o aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie. Były ordynator Oddziału Chirurgii w tej placówce, dr Emil Jędrzejewski, oskarżył lekarza Dawida Kacprzyka (do niedawna radnego KO w dzielnicy Ursus i koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego), że przez niego ginęli pacjenci. Opowiedział o strasznych sytuacjach, do których miało dochodzić na izbie przyjęć: m.in. o osobie, która zmarła, pozostawiona sama sobie w toalecie, nieprawidłowo wykonywanej intubacji i badaniach na zmarłych – przeprowadzanych, by zafałszować dokumentację.
Fundacja Życie i Rodzina zwraca uwagę, że w Szpitalu Południowym działa Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności – oferujące sztuczne zapłodnienie metodą in vitro i otrzymujące milionowe dotacje z budżetu państwa. „Wszystko wskazuje na to, że placówka nie tyle służyła dobru pacjentów, ile była źródłem zysku, świadomie stworzonym przez władze Warszawy do wyciągania pieniędzy na nieetyczną i najczęściej nieskuteczną procedurę” – czytamy na stronie fundacji.
Nikt nie bywał w Szpitalu Południowym, nikt tam nikogo nie znał, szpital to szpital, a nie polityka. pic.twitter.com/pHF3GG9W0v
— Jakub Jałowiczor (@KubaJot) 25 czerwca 2026
14 milionów złotych na in vitro w ciągu dwóch lat
Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności (WCLN) w Szpitalu Południowym to pierwszy w Polsce samorządowy ośrodek oferujący sztuczne zapłodnienie metodą in vitro. Jego budowę sfinansowało miasto Warszawa. Do tego czasu kliniki sztucznego rozrodu były wyłącznie prywatne, teraz pierwszy samorząd pokusił się o pieniądze na produkcję dzieci na szkle.
Fundacja Życie i Rodzina zwraca uwagę, że centrum otworzono w marcu 2024 r., a już w czerwcu placówka rozpoczęła realizację rządowego programu in vitro (że będzie on wdrażany, wiadomo było już w grudniu).
„Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z rodzajem maszynki samorządu m.st. Warszawy do wyciągania dotacji z budżetu państwa. Na cel produkcji dzieci z probówek WCLN otrzymuje przecież od państwa zawrotne sumy: w 2025 roku dostało ponad 8 mln zł dotacji, a na 2026 rok przyznano mu niemal 6 mln zł. Dołóżmy do tego pieniądze, które dopłacali sami klienci ośrodka, a wyjdą jeszcze większe kwoty, które ściągnęła do siebie warszawska placówka. A ponieważ program dofinansowania in vitro zakłada przeznaczenie na cel sztucznego rozrodu nie mniej niż 500 mln zł rocznie, pozyskiwanie jak największej liczby klientów chcących „wyprodukować" sobie dzieci zwyczajnie się opłaca” – czytamy na stronie fundacji.
WCLN oferuje sztuczne zapłodnienie, wiążące się siłą rzeczy z selekcją i przerywaniem życia wielu poczętych dzieci. Nieodłącznym elementem IVF są także tak nieludzkie procedury, jak przechowywanie zarodków „na później" (jeśli kobieta nie chce w danym momencie mieć dzieci, ale życzy sobie zabezpieczenia możliwości urodzenia potomstwa później), czy ich genetyczny dobór: gdy rodzice pragną co prawda mieć dziecko, ale tylko zdrowe i chore chcą wyeliminować. I wszystko to nazywa leczeniem niepłodności. A przecież procedura in vitro nie ma z leczeniem nic wspólnego! To sztuczny sposób na urodzenie dziecka mimo niepłodności.
Afera w Szpitalu Południowym a in vitro
Szpital Południowy jest prowadzony przez Miasto Stołeczne Warszawa: właścicielem 100% udziałów w tej placówce jest samorząd miejski. Najprawdopodobniej jest to kura znosząca złote jajka dla polityków Koalicji Obywatelskiej – centrum in vitro zostało tam stworzone dosłownie na chwilę przed uruchomieniem programu in vitro, żeby dostawać dotacje rządowe. Wskazuje na to zbieżność daty utworzenia WCLN oraz uchwalenia i uruchomienia programu in vitro, a także olbrzymie kwoty dotacji przyznawane stołecznej placówce.
Fakty są takie, że radny Koalicji Obywatelskiej – młody lekarz bez specjalizacji – zarobił olbrzymie pieniądze jako koordynator oddziału, na którym doszło za jego kadencji do dramatycznych zaniedbań. W tym samym czasie działający w tym samym szpitalu warszawski ośrodek in vitro przyjmował pary marzące o potomstwie. Tylko niektórym z nich urodziło się dziecko. Nie jest przecież tajemnicą, że ogromna część prób sztucznego zapłodnienia jest nieudana lub kończy się poronieniem. Ale bez względu na to, czy proces był udany, czy też nieudany, klinika korzystająca z dofinansowań rządowych otrzymuje pieniądze.
Źródło: Fundacja Życie i Rodzina, ratujzycie.pl
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.