O. Janusz Pyda OP dla Opoki: papież nie głaszcze rzeczywistości

„Magnifica humanitas to nie jest encyklika, która by mówiła: wszystko jest dobrze, trzeba tylko uważać na drobne rzeczy. Nie, nie, nie. To jest encyklika, która mówi: zagrożenia są potężne” – mówi w wywiadzie dla Opoki wykładowca filozofii i teologii dogmatycznej w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Polskiej Prowincji Dominikanów.

Jakub Jałowiczor: Czy Magnifica humanitas to rzeczywiście encyklika o sztucznej inteligencji? Czy według Leona XIV AI to w tej chwili najważniejszy problem ludzkości?

O. Janusz Pyda OP: To nie jest encyklika o sztucznej inteligencji, tylko o trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji. I to jest naprawdę duża różnica. Każdy, kto sięgnie po tę encyklikę – po całość, a nie tylko omówienia czy wycinki, które może znaleźć w internecie – zobaczy, że to jest tekst bardzo obszerny, który opisuje rzeczywistość społeczną przez pryzmat czynnika, jakim jest nie tylko sztuczna inteligencja, ale w ogóle środowisko cyfrowe (oczywiście tym, co nadało temu środowisku zupełnie nowe znaczenie faktycznie jest uczenie maszynowe, sztuczna inteligencja). Ale encyklika zdecydowanie nie jest tylko o tym.

Ona jest próbą zrobienia przez katolickiego fotografa i katolickim aparatem zdjęcia rzeczywistości, w której żyjemy. Ta rzeczywistość różni się od wszystkiego, co było wcześniej rolą płaszczyzny cyfrowej, a tu z kolei najnowszą rzeczą jest sztuczna inteligencja. Ale nie, to na pewno nie jest encyklika o sztucznej inteligencji. Powiedziałbym nawet, choć o to możemy się spierać, że nie przede wszystkim o sztucznej inteligencji. 

Papież odwołuje się Rerum Novarum, ważnej encykliki społeczne Leona XIII w jej 135. rocznicę. O tamtej encyklice też można było powiedzieć: to jest encyklika o pracy, to jest encyklika antysocjalistyczna, encyklika, będąca sprzeciwem wobec pomysłu pozbawienia ludzi dóbr indywidualnych itd. I to wszystko byłoby prawdą. Natomiast co tak naprawdę było w niej najważniejszym motywem? Pojawienie się rynków kapitałowych, czyli oderwanie się pracy, a nawet do pewnego stopnia produkcji od pieniądza. To było wejście w zupełnie w nową fazę ekonomii. Niewielu jeszcze wtedy potrafiło zobaczyć, na czym polegał tutaj problem. Analogiczna jest sytuacja jest z encykliką Leona XIV.

Papież przestrzega przed militarnym zastosowaniem AI i innymi potencjalnymi problemami. Czy sztuczna inteligencja to dla Leona głównie zagrożenie?  

Niewątpliwie encyklika jest tak napisana, jakby papież widział zagrożenia związane z funkcjonowaniem rzeczywistości cyfrowej (mówię nie tylko AI). Oczywiście są fragmenty, które mówią, że można ją wykorzystać dobrze, albo źle, ale niewątpliwie mamy wielkie ostrzeżenie przed konsekwencjami związanymi z cywilizacją cyfrową, na bardzo różnych polach. Nie chodzi tylko o pole militarne. Bardzo dużo miejsca papież poświęca kwestii informacji, ale również na przykład edukacji. To nie jest encyklika, która by mówiła: wszystko jest dobrze, trzeba tylko uważać na drobne rzeczy. Nie, nie, nie. To jest encyklika, która mówi: zagrożenia są potężne i dotyczą różnych spraw. Wydźwięk jest zdecydowanie… nie chcę powiedzieć, że negatywny, ale niewątpliwie dominuje nuta ostrzeżenia.

Oprócz kwestii militarnych faktycznie mowa jest o wielu nieoczywistych zagrożeniach, np. o wykorzystywaniu danych medycznych do tego, żeby sprawować władzę w nieuczciwy sposób. Zastanawiam, czy do ludzi dociera to, co Leon napisał.  

Oczywiście nie śledziłem wszystkich reakcji, ale są sprawy, które w reakcjach powinny były się pojawić, a tego nie widzę. Już tłumaczę, o co chodzi. Papież mówi, że nie wolno – w polskim tłumaczeniu mamy słowo „kruchość” – nie wolno traktować kruchości ludzkiej natury, jej ograniczoności czy skończoności, jedynie jako czegoś złego, co należy koniecznie przekroczyć. A jeśli chcemy przekroczyć ograniczenie ludzkiej natury – to druga teza – to nie dokona się to przez technologię, czyli nie dokona się w obrębie świata, w którym żyjemy i który sami wytwarzamy. Przez co się więc dokona? Poprzez Chrystusa, poprzez łaskę. I to teologicznie jest moim zdaniem kluczowe. Jeżeli usuniemy te dwa aspekty, to tak naprawdę taka encyklika mogłaby być raportem jakiegoś think tanku na temat zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją.

Natomiast te dwa aspekty tutaj są bardzo mocno teologiczne, bardzo mocno chrześcijańskie. 

Choć te słowa nie padają, to encyklika idzie w taką stronę, że ograniczoność i kruchość ludzkiej natury jest pewnym zasobem, pewną cechą ludzkiej natury, z której może wypływać dobro i często wypływa. I nie należy tego za wszelką cenę niwelować.

Dlatego papież później będzie wyraźnie pisał o transhumanizmie. No i druga teza: jeżeli chcemy wyjść poza ograniczenia ludzkiej natury, to to się musi dokonać na poziomie nadprzyrodzonym, a nie przyrodzonym. To są dwie moim zdaniem najmocniejsze teologicznie tezy. 

Czy w takim razie papież rysuje perspektywę ziemskich zagrożeń, a pomocy i tak trzeba szukać wyżej? 

Nie do końca, dam panu inny przykład niż zagrożenia militarne. To, co mnie bardzo zaskoczyło w tym dokumencie, to częste odwołania do roli organizacji międzynarodowych. Leon wymienia kilka historycznych organizacji, ale pisze też na przykład o ONZ. Mówi o niej jako o czymś, co wymaga reformy, ale mimo wszystko rola organizacji międzynarodowych jest mocno podkreślona. To nie są lata 60. czy 70., kiedy wierzyliśmy jeszcze w moc dogadywania się pomiędzy państwami, ale papież jakby do tego wraca. Mamy tu zatem szukanie remedium doczesnego, choć to jest wątek dość słaby; papież nie pisze, dlaczego na nowo pokłada nadzieje w takich organizacjach. Krótko mówiąc, doczesne rozwiązania są, ale nie one są dominujące.

Czy coś jeszcze zaskoczyło ojca w tej encyklice?

Zrobił na mnie wrażenie faktyczny wstęp do encykliki: spojrzenie na współczesną kulturę w kontekście dwóch wielkich biblijnych obrazów. Z jednej strony budowa wieży Babel, a z drugiej odbudowa murów Jerozolimy za czasów Nehemiasza. To nie jest coś, co można by nazwać delikatną diagnozą rzeczywistości – stwierdzenie, że wszystko może się skończyć tak, jak budowa wieży Babel. Papież nie głaszcze rzeczywistości. A druga rzecz, która mnie zdziwiła i ucieszyła: proszę zwrócić uwagę, że ta encyklika jest w dużej mierze o nauce społecznej Kościoła i o jej roli. W Magnifica humanitas pojawia się résumé właściwie całego nowożytnego nauczania społecznego Kościoła (szkoda, że tylko nowożytnego).

Widać w tym pewną odwagę: tak, Kościół będzie się zajmował sprawami społecznymi; tak, Kościół będzie mówił o tym, co się dzieje wokół; tak, Kościół ze społecznej nauki nie zrezygnuje, nie schowa się gdzieś pod kamieniem i nie stwierdzi, że świat niech się toczy, a my się zajmiemy tylko sprawami duchowymi. 

To jest znaczące, że papież nie zamierza się wycofać, ani nie zamierza być dyskretnie obecny w rzeczywistości społecznej. Zamierza zabierać w niej ważny głos i mocno się wypowiadać. Nie wiem, czy pan pamięta, ale był w Polsce taki czas, już po roku 1989, kiedy katolicka nauka społeczna rzeczywiście była dyskutowana, odgrywała dużą rolę. To były lata dziewięćdziesiąte, działalność ojca Macieja Zięby, ale nie tylko. Głosy – i z Polski, i spoza naszych granic – tych teologów, którzy zajmowali się katolicką nauką społeczną były słyszalne. W polskim wymiarze to była próba opisania relacji pomiędzy Kościołem a kapitalizmem i liberalizmem. Wychodziły publikacje dotyczące relacji Kościoła z tymi dwoma prądami, jednym ekonomicznym, drugim polityczno-ekonomicznym. Ukazywały się komentarze do encyklik społecznych Jana Pawła II. To był temat dosyć żywo dyskutowany. I w pewnym momencie ten temat zgasł. I nie tylko, proszę mi wierzyć, w polskiej debacie. Ta encyklika jest powrotem do myślenia o katolickiej nauce społecznej jako o ważnej części nauczania Kościoła. I to jest moim zdaniem nie do pominięcia. Ona jest również encykliką o katolickiej nauce społecznej. 

Z jednej strony sama ją wykłada, z drugiej mówi o tej nauce. 

Otóż to. Encykliki papieża Franciszka, na który się zresztą Leon powołuje, chociażby Fratelli tutti czy Laudato sí, również moglibyśmy wpisać w ten katolickiej nauki społecznej. Ale one nie są o samej nauce społecznej, nie podkreślały tak jej roli. Natomiast encyklika Leona XIV zdecydowanie to robi. To tego się nie da nie zauważyć. Mnie to bardzo cieszy, bo mam wrażenie, że takie zepchnięcie Kościoła do defensywy w wymiarze społecznym byłoby czymś bardzo niedobrym. I papież nie unika trudnych tematów. Pojawiają się tematy aborcji, eutanazji, związków jednopłciowych itd. Zatem bardzo mocne moralne tematy są obecne. Jak najbardziej.

Encyklika mówi nam tak: Kościół nie abdykuje ze swojej roli nauczyciela również w wymiarze społecznym. 

Nauczyciela, który będzie się wypowiadał również odnośnie tych rzeczy, które nie są tylko wewnętrznymi sprawami Kościoła.

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »