Pierwsza Komunia Święta bez luksusu i drogich prezentów. Czy to możliwe? Odpowiada o. Ciesielski OP

O. Przemysław Ciesielski OP, współtwórca „Baranków” opowiada m.in. o tym, jak wygląda Pierwsza Komunia Święta bez prezentów i kamer w duchu tej inicjatywy, o przygotowaniu do spowiedzi poprzez odkrywanie talentów i dobra oraz roli rodziców jako pierwszych przewodników dziecka na drodze wiary.

Anna Rasińska (KAI): Pierwsza Komunia Święta bez koncentracji na wystawnej imprezie, fotografach, kamerzystach i drogich prezentach – czy to dziś w ogóle możliwe?

O. Przemysław Ciesielski OP (współtwórca „Baranków”): Oczywiście. Od wielu lat tak właśnie dzieje się w naszych grupach „Baranków”. To pokazuje, że jest to jak najbardziej realne.

Jak zatem wygląda przeżywanie tego sakramentu w duchu „Baranków”?

Wszystko zaczyna się jesienią, wtedy ruszają przygotowania. Sam dzień pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej stanowi jedynie zwieńczenie długiej drogi, którą uczestnicy przechodzą wspólnie. Kluczowe znaczenie ma fakt, że odpowiedzialność za wprowadzanie dziecka na drogę wiary biorą na siebie rodzice, towarzysząc mu w odkrywaniu Boga i budowaniu relacji z Nim. Jednocześnie rodziny nie pozostają same. Tworzą wspólnoty, które przez cały rok spotykają się i razem przeżywają tę drogę. Wspólne spotkania odbywają się zazwyczaj raz w miesiącu, a ich uzupełnieniem są weekendowe wyjazdy rekolekcyjne. Służą one wsparciu i inspiracji zarówno dzieci, jak i rodziców w poznawaniu Boga i podążaniu za Nim. Jest to doświadczenie Kościoła jako wspólnoty, odkrywania Boga nie tylko indywidualnie, ale także razem, we wspólnocie złożonej z konkretnych ludzi, którzy podążają tą samą drogą.

Czyli można je nazwać wspólnotą? Jak wyglądają spotkania „Baranków”?

To bardzo trafne określenie. Zależy nam na tym, by w każdej grupie, liczącej zwykle około dziesięciu rodzin, rodziły się realne więzi. Choć poszczególne grupy organizują się nieco inaczej, schemat spotkań jest podobny. Najpierw odbywa się wspólna katecheza dla dzieci i rodziców. Wszyscy siedzą razem, często na podłodze, wokół tzw. koła liturgicznego i aktywnie uczestniczą w spotkaniu, które prowadzą najczęściej małżeństwa odpowiedzialne za daną grupę. To ważny moment, bo inspiruje do tego, co dzieje się później w domu. A właśnie tam dokonuje się zasadnicza część przygotowań. Po około 40–50 minutach jest przerwa, a następnie spotkania rozdzielają się. Dzieci mają swoje zajęcia, często dynamiczne, czasem także na świeżym powietrzu, nawiązujące do wcześniejszej katechezy. Z kolei rodzice spotykają się osobno, by dzielić się swoim doświadczeniem: tym, co wydarzyło się w rodzinie od ostatniego spotkania, jakie pytania zadają dzieci, co ich porusza… Te rozmowy bywają bardzo otwarte i dotykają głębokich spraw, co naturalnie buduje wspólnotę. To podstawowy schemat, choć bywa modyfikowany.

Wspomniał Ojciec również o wyjazdach, jak one wyglądają?

W ciągu roku przygotowań odbywają się zwykle dwa wyjazdy, zazwyczaj od piątku do niedzieli, w domu rekolekcyjnym lub innym sprzyjającym miejscu, często w otoczeniu przyrody. Oprócz katechez, Mszy św. i modlitwy jest dużo czasu na rozmowy, także te nieformalne. To właśnie w nich rodzi się wzajemne wsparcie, inspiracja i relacje między rodzinami.

„Baranki” przygotowują także do pierwszej spowiedzi opartej m.in. na wspólnym poszukiwaniu dobra i talentów, a nie tylko na wyliczaniu grzechów. Czy mógłby Ojciec wyjaśnić jak to wygląda?

Przygotowanie do spowiedzi zaczynamy już na pierwszym wyjeździe. Wspólnie czytamy i rozważamy „Przypowieść o talentach”, która pomaga dzieciom i rodzicom odkrywać dobro, zawarte w nich samych, w rodzinie, w każdym człowieku. To często bardzo poruszające doświadczenie – zobaczyć, ile darów, miłości i bogactwa Bóg w nas złożył. Do tego odkrywania wracamy przez kolejne miesiące, dopisując nowe „talenty” i ucząc się, jak je rozwijać i wykorzystywać w codziennym życiu. I tu pojawia się naturalne przejście do spowiedzi, kluczowe pytanie brzmi: co robię z otrzymanym dobrem? Czy je rozwijam, czy może zaniedbuję albo wykorzystuję w niewłaściwy sposób? Dzięki temu grzech przestaje być postrzegany jako złamanie abstrakcyjnego przepisu, a zaczyna być rozumiany jako zmarnowanie dobra albo jego niewłaściwe użycie. Każdy dar można przecież wykorzystać dobrze albo przeciwnie, w sposób, który rani innych i niszczy także nas samych. Najważniejsze jest jednak wcześniejsze doświadczenie, że Bóg jest miłością. Bez tego mówienie o grzechu pozostaje powierzchowne. Dopiero w tej perspektywie spowiedź staje się tym, czym naprawdę jest – spotkaniem z miłosiernym Ojcem. Dlatego tak ważna jest dla nas także „Przypowieść o synu marnotrawnym”, która w istocie opowiada o miłości Ojca. To ona prowadzi do głębszego zrozumienia sakramentu pojednania i jego sensu.

A jak wygląda sam sakrament pojednania?

Spowiedź ma bardzo prostą, a zarazem głęboką formę. Rodzice z dziećmi przychodzą do kościoła, wspólnie słuchają Ewangelii, a potem trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Następnie każda rodzina podchodzi do ołtarza, rodzice klękają i modlą się za swoje dziecko, które podchodzi do kapłana i przystępuje do spowiedzi. Dzieci często korzystają z tzw. „linii darów” – tych zapisanych i narysowanych wcześniej talentów i dobra, które w sobie odkryły. Najpierw dziękują za otrzymane dary, a potem mówią o tym, co się nie udało, przepraszając Boga. Po rozgrzeszeniu wracają do rodziców, którzy przytulają je mocno. To bardzo ważny moment, znak doświadczenia miłości miłosiernego Ojca. Następnie dziecko otrzymuje albę – znak czystości i miłości Boga, nawiązujący zarówno do chrztu, jak i do zaproszenia na ucztę. W tej prostej, białej szacie przychodzi następnego dnia na Eucharystię.

A sama uroczystość Pierwszej Komunii Świętej – czym różni się od tej powszechnie znanej?

Jest bardzo prosta, rezygnujemy ze wszystkiego, co mogłoby odciągać uwagę od tego, co najważniejsze. Dlatego dzieci są ubrane w jednakowe alby, a podczas Mszy św. nie robi się zdjęć ani nie nagrywa filmów, żeby nic nie zakłócało spotkania z Jezusem. Sam moment przyjęcia Komunii ma przecież bardzo intymny charakter. Umawiamy się również z rodzicami, że tego dnia dzieci nie otrzymują prezentów. Chodzi o to, by jasno pokazać, KTO jest prawdziwym DAREM.

I rodzice się na to zgadzają?

Tak. Zawsze mówimy, że jest cały rok, by obdarowywać dzieci ale nie w tym dniu. Jeśli dziecko naprawdę doświadczy spotkania z żywym, kochającym Bogiem, nie potrzebuje pamiątki w postaci zdjęcia czy prezentu. To doświadczenie zostaje w sercu. Zdjęcia robimy sobie już po Eucharystii, ale jeśli zabraknie samego przeżycia, to nawet setki fotografii tego nie zastąpią.

Co ciekawe, do Pierwszej Komunii Świętej w duchu „Baranków” przystępują także młodsze dzieci. Czy istnieje tu jakaś granica wieku?

To rzeczywiście częsta praktyka, mówimy o tzw. wczesnej Komunii, często w wieku przedszkolnym. Nie ma jednak sztywnych granic. Z naszego doświadczenia wynika, że między piątym a siódmym rokiem życia dzieci przeżywają szczególne otwarcie na Boga i rzeczywistość nadprzyrodzoną i to jest dobry moment, by przyjąć sakrament. Nie ma tu jednak ścisłej reguły, towarzyszymy dzieciom i uważnie je obserwujemy: czy wyrażają pragnienie przyjęcia Komunii, czy są na to gotowe, czy potrzebują jeszcze czasu. Nic nie dzieje się „na siłę”. Na początku wyruszamy razem w drogę, a moment przystąpienia do sakramentów rozeznajemy w jej trakcie. Zwykle większość dzieci przystępuje do Komunii wiosną, ale nie jest to sztywna reguła.

Jak zrodziła się idea „Baranków”?

Początki sięgają 2014 r. i mojej współpracy z Olą i Marcinem Sawickimi z Montessori Mountain Schools. Gdy w ich szkołach pojawiły się rodziny z edukacji domowej, rodzice zaczęli pytać o przygotowanie dzieci do Komunii. Tak powstały pierwsze spotkania „Baranków”. Z jednej grupy, po kilku latach wyrosło ponad sto wspólnot działających w całej Polsce.

Gdzie rodzice, których urzekła ta forma przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej, mogą dołączyć do „Baranków”?

Najłatwiej znaleźć tę informację przez stronę Montessori Mountain Schools. Znajduje się tam lista miejsc i kontakty do wspólnot działających w Polsce, a także za granicą.

Zachęcam rodziców, by nie bali się podjąć roli przewodników swoich dzieci w wierze. To droga, która przemienia także ich samych, pomaga na nowo odkryć relację z Bogiem, a często także pogłębia więź małżeńską. Dla wielu rodzin nie kończy się ona na Pierwszej Komunii. Powstają kolejne grupy, które chcą dalej wspólnie wzrastać i żyć wiarą.

Źródło: KAI

« 1 »