„Gorący kartofel” w sądzie. Śledztwo w sprawie aborcji chlorkiem potasu na Zaspie przedłużone

Prokuratura przedłużyła do 27 listopada śledztwo dotyczące podejrzenia stosowania chlorku potasu wobec dzieci przed przerwaniem ciąży w szpitalu na gdańskiej Zaspie. Śledczy wciąż nie mają pełnej dokumentacji medycznej. Sprawa zażalenia szpitala na żądanie wydania dokumentów trafiła do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

Śledztwo Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Oliwa wszczęto 27 lutego 2026 r. po zawiadomieniu Fundacji Życie i Rodzina. W grudniu 2025 roku Fundacja Życie i Rodzina złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa poprzez dwukrotne podanie chlorku potasu dzieciom na zaawansowanym etapie życia płodowego. „Zastrzyki te miały na celu zabić dzieci zanim nastąpi przerwanie ciąży, aby nie urodziły się żywe z aborcji i nie trzeba było ich ratować jak każdego pacjenta w stanie bezpośredniego zagrożenia życia” – informuje w mediach społecznościowych Kaja Godek. 

„Po 1 stycznia 2026 – uzyskawszy informację, że takich procedur było więcej, bo aż pięć – złożyliśmy uzupełnienie zawiadomienia” – dodaje.

Prokuratura zwróciła się do szpitala o dokumentację medyczną dotyczącą zabiegów oraz informacje o zastosowanych procedurach. Placówka odmówiła ich przekazania. Śledczy uzyskali natomiast informacje z Narodowego Funduszu Zdrowia, które – jak przyznaje prokuratura – nie pozwalają ustalić istotnych okoliczności sprawy.

Kluczowa dokumentacja nadal pozostaje poza aktami postępowania. Szpital zaskarżył decyzję prokuratora nakazującą jej wydanie. Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu, który uznał, że właściwy jest jednak sąd rejonowy, i wszczął spór o właściwość rzeczową. Ostatecznie akta trafiły do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który ma rozstrzygnąć, który sąd powinien rozpoznać zażalenie.

„Nadal nie uzyskano pełnej i kompleksowej dokumentacji medycznej (...), co uniemożliwia przeprowadzenie dalszych czynności dowodowych” – poinformowała prokurator Wioleta Noch z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina zarzuca szpitalowi, że utrudnia śledztwo. „W dalszym ciągu nie ma jednak akt medycznych – spółka odmówiła ich wydania nawet w formie zanonimizowanej!” – napisała w mediach społecznościowych.

Jej zdaniem dokumentacja jest konieczna, aby ustalić, co dokładnie działo się przed przeprowadzeniem zabiegów. 

„Zrobienie dziecku zastrzyku w serce, czyli dzieciobójstwo prenatalne (inaczej płodobójstwo) – NIE JEST zgodne z polskim prawem. Przepisy mówią o przerwaniu ciąży, ale nie o tym, że zanim nastąpi to przerwanie, można zawczasu zabić poczęte dziecko. Za każde wcześniejsze zabicie dziecka należy stawiać zarzuty sprawcy oraz matce, która wniosła o przeprowadzenie takiej procedury. Oraz wszystkim, którzy w tej procedurze współuczestniczyli. Matka nie jest w Polsce karana za aborcję niezgodną z prawem. Ale tu nie ma mowy o aborcji jako takiej – tu jest mowa o zabiciu poczętego dziecka PRZED aborcją” – pisze Kaja Godek.

„Sądy przerzucają się sprawą jak gorącym kartoflem” – komentuje Godek, odnosząc się do sporu o właściwość sądu. Wzywa również do zabezpieczenia dokumentacji przez funkcjonariuszy.

Rzeczniczka Copernicusa Katarzyna Brożek podkreśla, że wszystkie procedury medyczne stosowane w placówce wynikają z obowiązujących przepisów prawa i umowy z NFZ. Spółka deklaruje także, że pozostaje w dialogu z organami ścigania i oczekuje jednoznacznego rozstrzygnięcia sprawy.

Śledztwo zostało przedłużone o kolejne trzy miesiące – do 27 listopada. Prokuratura podkreśla, że bez pełnej dokumentacji medycznej nie może przeprowadzić dalszych czynności dowodowych.

„Do szpitala na Zaspie i do sp. Copernicus powinni wejść funkcjonariusze CBŚP i zabezpieczyć dokumentację ws zabijania dzieci zastrzykami!” – uważa Godek.

Źródło: Fundacja Życie i Rodzina, Dziennik Bałtycki

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »