George Weigel: Dlaczego w synodalnych dokumentach nie mówi się o powszechnym powołaniu do świętości?

Dokument roboczy październikowego Synodu porusza wiele tematów, omawiając je z perspektywy socjologii. Zaskakujące jest jednak, jak niewiele jest w nim mowy o świętości, tak jakby był to marginalny aspekt życia chrześcijańskiego — zauważa George Weigel

Papież Benedykt XVI często powtarzał, że w dzisiejszym sceptycznym i cynicznym świecie święci bardziej przekonują do prawdy chrześcijaństwa niż najbardziej wyrafinowane argumenty. Należy się zatem zastanowić, dlaczego dokument roboczy (Instrumentum Laboris, IL) na październikowy synod o synodalności jest praktycznie pozbawiony odniesień do świętych, do dziedzictwa świętości Kościoła na przestrzeni dwóch tysiącleci, czy też do świętych, którzy otaczają nas w tym trzecim tysiącleciu „wspólnego podróżowania” (ulubiony trop synodalny). Być może ma to coś wspólnego z pozornym brakiem zainteresowania IL celem chrześcijańskiej podróży: wieczną radością w świetle i życiu Trójcy Świętej, w tej niekończącej się celebracji, którą 19 rozdział Apokalipsy nazywa Ucztą Weselną Baranka.

Jest to tym dziwniejsze, że trwający od 2021 r. proces synodalny jest często przedstawiany przez jego kierownictwo i zwolenników jako wyraz i rozwinięcie Soboru Watykańskiego II. Tymczasem w soborowej Konstytucji dogmatycznej o Kościele — jednym z jej dwóch fundamentalnych tekstów — znajdujemy cały rozdział zatytułowany „Powszechne powołanie do świętości”, w którym ojcowie soborowi nauczają, że świętość jest powołaniem chrzcielnym każdego chrześcijanina. Świętość nie ogranicza się do kościelnego sanktuarium. Święci to nie tylko ci wyjątkowo dobrzy ludzie, których Kościół czci, nadając im tytuł „święty”. Każdy z nas musi stać się świętym, aby wypełnić swoje ludzkie i chrześcijańskie przeznaczenie.

C.S. Lewis uprzedził to to soborowe nauczanie, zauważając, że większość z nas, gdyby nagle porwano nas do nieba, prawdopodobnie poczułaby się trochę nieswojo. Dlaczego? Ponieważ nie jesteśmy jeszcze świętymi. A święci, sugerował Lewis, to ci, którzy umieją swobodnie żyć bez ustanku z Bogiem. Jak to możliwe, że święci tak właśnie żyją? Ponieważ, w uderzającym obrazie Ojców Kościoła Wschodniego, zostali „przebóstwieni”. Tak więc cały sens chrześcijańskiej „podróży” polega na współpracy z Bożą łaską, abyśmy stali się ludźmi, którzy poczują się jak w domu na uczcie weselnej Baranka: przepełnieni wdzięcznością za zaproszenie, bez poczucia, że jesteśmy nieproszonymi gośćmi.

Sobór Watykański II nauczał również, że świętość jest wszędzie wokół nas. Przekonany o tej prawdzie, Jan Paweł II zreformował proces, w którym Kościół uznaje tych, którymi Bóg uczynił świętymi. W konstytucji apostolskiej Divinus Perfectionis Magister (Boski Nauczyciel Doskonałości) z 1983 roku, Jan Paweł II zmienił proces beatyfikacyjny/kanonizacyjny z kontradyktoryjnego postępowania prawnego na naukowe dochodzenie historyczne. Proces kontradyktoryjny miał na celu obalenie świętości osoby proponowanej do beatyfikacji lub kanonizacji, ze słynnym „adwokatem diabła” działającym jako rodzaj pośmiertnego prokuratora przedstawiającego sprawę przeciwko kandydatowi. Jeśli kandydatowi udało się przetrwać to dochodzenie, jego świętość musiała zostać potwierdzona cudem. W nowym procesie zapoczątkowanym przez Jana Pawła II celem jest wykazanie świętości kandydata poprzez zeznania świadków, poprzez poważną, krytyczną biografię kandydata — a następnie, oczywiście, poprzez potwierdzający cud.

Celem usprawnienia procesu beatyfikacji/kanonizacji było dostarczenie Kościołowi większej liczby różnych przykładów tych, którzy odpowiedzieli na powszechne wezwanie do świętości, niż było to możliwe podczas starego procesu. Jan Paweł wierzył, że potrzebujemy przykładu świętych — zwłaszcza świętych naszych czasów — aby żyć naszym chrzcielnym powołaniem do świętości tu i teraz. Jego zdaniem święci są naszymi najważniejszymi towarzyszami w pielgrzymce chrześcijańskiego życia. Święci obrazują wiele właściwych ścieżek chrześcijańskiego uczniostwa. Święci pokazują również, że te różnorodne ścieżki mają wspólne źródło — Jezusa Chrystusa, nauczyciela i wzór doskonałości — oraz wspólny kres: komunię z Trójjedynym Bogiem.

Jeśli październikowy Synod na temat synodalności ma przyczynić się do ewangelizacji świata, który tak bardzo potrzebuje świętości, i jeśli ma przyspieszyć trwającą reformę Kościoła, tak aby katolicyzm skuteczniej ukazywał taką świętość, to zgromadzenie będzie musiało potraktować świętych znacznie poważniej niż czyni to jego dokument roboczy. Jeśli „moderatorzy” Synodu nie zaproszą swoich językowych grup dyskusyjnych do zbadania wielu ścieżek świętości widocznych w dzisiejszym katolicyzmie, podając przykłady tych, którzy niedawno kroczyli lub obecnie kroczą tymi ścieżkami, to uczestnicy Synodu powinni to zrobić samodzielnie. Niech Synod porozmawia zarówno o tym, co jest dobre w Kościele, jak i o tym, co jest złe.

Jeśli bowiem „synodalność” nie ma na celu promowania świętości, to jest to instytucjonalne kościelne wpatrywanie się we własny pępek i skandaliczna strata czasu i pieniędzy.

« 1 »

reklama

reklama

reklama