„To nie ja mam być w centrum, tylko Bóg”. Fadi Creta odnalazł swoje powołanie jako wolontariusz na ŚDM

W zeszłą niedzielę papież dziękował 25 tys. wolontariuszy ŚDM za ich wysiłek i życzył, by ta służba była pierwszą z wielu fal dobra, które wznoszą ich bliżej Boga. W wielonarodowym tłumie znalazł się wówczas Fadi Creta, Egipcjanin, dla którego to były już szóste ŚDM. On doświadczył w swym życiu właśnie tego, o czym mówił papież – wzniesienia przez służbę, a znalazł się w pewnym momencie w dołach depresji.

Fadi wskazuje, że przyjechał po raz kolejny na ŚDM, bo chciał pomagać innym w tym pięknym doświadczeniu.

„Przeżyłem pierwsze ŚDM w 2000 roku w Rzymie jako pielgrzym. Potem – jako odpowiedzialny za grupę. Chciałem doświadczyć czegoś nowego, mieć nowe doświadczenie, pomagać ludziom, dawać radość, którą kiedyś przeżyłem jako pielgrzym. Chciałem poświęcić więcej mojego czasu innym, być wolontariuszem, aby pomóc tym setkom tysięcy ludzi, którzy tu przybyli jako pielgrzymi. Chciałem być małym elementem układanki, która uzupełnia ten wielki obraz Światowych Dni Młodzieży – to bardzo mi się podoba – mówi papieskiej rozgłośni wolontariusz. – Ja sam doświadczyłem zmartwychwstania, nowego życia. Przez lata skupiałem się tylko na pracy. Skupiałem się tylko na sobie, nie widząc nikogo. Wpadłem w pewien okres depresji i wtedy zacząłem rozumieć, że nie chodzi o zdobywanie pieniędzy, nie chodzi o to, by być w centrum. To nie ja mam być w centrum, to zawsze Bóg ma być w centrum. Ilekroć znalazłem się blisko Boga, byłem żywy, wkraczałem w prawdziwe życie. I w ten sposób wyszedłem z depresji. To stało się, gdy pojechałem do Libanu i przeżyłem tam prawie roczne duchowe doświadczenie – po nim znów żyłem”.

Na co dzień Egipcjanin pracuje w organizacji Lekarze bez Granic i po ŚDM udaje się do Ugandy. Przez ostatnie lata służył w Sudanie Południowym. Wskazuje, że niedawna pielgrzyma papieża do tego kraju była prawdziwym znakiem nadziei dla mieszkańców.

„Jak mówił papież, Jezus wziął na siebie nasze cierpienia. Ja tego doświadczyłem w Sudanie Południowym, ponieważ uzyskali niepodległość po bardzo długiej wojnie z Sudanem. A potem, nawet kiedy uzyskali niepodległość, zło grało tam dużą rolę i zaczęli walczyć między sobą. Więc upadli, ponieważ jako chrześcijanie nie wykorzystywali swoich szans, a jak otwierała się przed nimi nowa perspektywa, zaczęli ze sobą walczyć. Ale potem wspomógł ich Kościół, w tym sam papież. Zaprosił wszystkich mieszkańców, partie polityczne, aby pracować na rzecz odbudowania pokoju, aby odbudować zaufanie między ludami i plemionami. I tutaj widzimy miłość Jezusa do ludzi, że nawet w wojnie możemy znaleźć drogę, możemy znaleźć most. W trakcie tego procesu w Sudanie Południowym, miała także miejsce wizyta papieska. Byłem tam wówczas – ludzie byli przeszczęśliwi. Odbierali to tak jakby sam Jezus ich odwiedzał i choć płacą cenę za ostatnich kilka lat, to ta wizyta dała im nadzieję na przyszłość”.

« 1 »

reklama

reklama

reklama