Jeśli w Europie wygra liberalna lewica, ceny energii znowu wzrosną

Niemcy mają zamiar budować powiązania z Rosją, które mogą im się przysłużyć po zakończeniu wojny na Ukrainie. Stąd wpuszczanie rosyjskich specjalistów czy nawet rosyjskich technologii jądrowych. Otwiera to Rosjanom kanał prowadzenia grup dywersyjnych przeciwko krajom wschodniej flanki NATO – mówi dr Krzysztof Winkler z Warsaw Enterprise Institute.

Ceny paliw na polskich stacjach to wyłącznie efekt starcia USA z Iranem czy wpływ mogą mieć też inne elementy?

Tu się nakłada – jak zwykle zresztą – kilka czynników, choć zazwyczaj nie wszystkie są widoczne. Obok starcia USA z Iranem mamy również uderzenie Huti w cieśninie Bab al-Mandab i wzrost cen paliw do 100 dol. za baryłkę. Ale musimy spojrzeć na to również z perspektywy wysokiego zadłużenia polskiego budżetu, słabego stanu – mówiąc dyplomatycznie – finansów publicznych. Rząd szuka po prostu dodatkowych zysków, a wzrost cen paliw temu sprzyja, bo wszystkie podatki, które się z tym wiążą, są po prostu większe, a trudno uniknąć ich płacenia. Do tego mamy jeszcze tzw. zielony ład Unii Europejskiej, który nie przyczynia się do zmniejszenia cen energii, wręcz przeciwnie: ceny paliw będą zapewne w niedalekiej przyszłości rosnąć, chyba że nagle zakończy się wojna w Zatoce Perskiej.

Obok wzrostu cen mogą też pojawić się braki paliwa; otrzymaliśmy nawet sygnał ze strony UE, że możliwy jest lockdown energetyczny: mniej podróży, więcej pracy zdalnej itp.

Tego typu opinie pojawiły się w mediach, które komentowały tę sprawę. Została one przedstawiona w kwietniu tego roku, podczas posiedzenia Parlamentu UE. Na razie nie zostało to wprowadzone, być może dlatego, że wkrótce potem negocjatorom udało się wprowadzić w życie zawieszenie broni. Natomiast w chwili obecnej mamy ponownie zwiększenie natężenia walk w Zatoce Perskiej i nie wykluczałbym, że w pewnym momencie urzędnicy dojdą do wniosku, iż nie są w stanie panować nad wzrostem cen, nad brakami, które będą się pojawiać. Ale w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych Europa i Azja nie są uzależnione od dostaw z rejonu Zatoki Perskiej i – tak jak w przypadku Polski – nie jest to tylko i wyłącznie kwestia wojny USA z Iranem oraz blokady Cieśniny Ormuz. Jest to też kwestia ideologicznie motywowanej polityki klimatycznej Unii Europejskiej.

Bo za chwilę ceny surowców energetycznych wzrosną ponownie w efekcie nakładania kolejnych opłat w ramach systemu ETS…

Tak, to prawda. Natomiast pozostaje pytanie, czy one ostatecznie wejdą w życie, ale jeżeli tak się stanie, ceny na pewno pójdą w górę.

Analitycy twierdzą, że UE się z nich nie wycofa, a jedynie przesunie w czasie ich wprowadzenie.

Czyli zastosuje delikatne rozwodnienie, jeśli chodzi o kolejny już przecież pakiet, czyli ETS2. Natomiast jeżeli wyniki przyszłorocznych wyborów w wielu państwach unijnych będą takie, że dotychczasowe rządy liberalnej lewicy zostaną utrzymane, to najprawdopodobniej te rozwiązania zostaną wprowadzone w życie. I wtedy ceny energii w Unii Europejskiej znowu wzrosną, co w opinii dużej części ekspertów, którzy komentują tego typu sprawy, będzie samobójstwem gospodarczym Unii.

(...)

Pojawiły się informacje, że ta układanka geopolityczna się komplikuje i Rosja wraz z Chinami wspiera Iran w walce ze Stanami Zjednoczonymi.

Rzeczywiście, mamy doniesienia, że np. Chiny udostępniły możliwość wykorzystywania swojej sieci satelitów do naprowadzania irańskich pocisków. Oczywiście trzeba byłoby poczekać na wiarygodne potwierdzenie tego typu informacji, natomiast nie należy się dziwić, gdyby była to prawda, bo w ramach rywalizacji amerykańsko-chińskiej każde działanie, które utrudnia życie przeciwnikowi, jest warte podjęcia.

Kolejny puzzel tej układanki to umowa, jaką podpisały Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska, czyli „pokojowe porozumienie nuklearne”. To budowanie sojuszy czy ryzykowna gra i kupowanie przyjaciół? Ta decyzja wywołuje obawy o wyścig nuklearny na Bliskim Wschodzie.

To raczej budowanie sojuszy, wzmacnianie więzi pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Arabią Saudyjską, ale też próba zajęcia obszaru energetyki jądrowej, który mógłby zostać wykorzystany np. przez Chiny do tego, by wzmocnić swoją pozycję w rejonie Zatoki Perskiej. Jest to po prostu element rywalizacji tych dużych szachów, które są prowadzone pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami na całym świecie. Są pewne zarzuty, które mówią o tym, że nie ma tam jednoznacznego zapisu czy przepisów, takich jak w umowie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które doprowadziłyby do tego, że Arabia Saudyjska nie mogłaby produkować wzbogaconego uranu we własnym zakresie. Natomiast myślę, że na razie ten program będzie miał charakter wyłącznie pokojowy. Może się to zmienić w przyszłości, gdyby nie udało się powstrzymać nuklearyzacji Iranu. Tak jak zapowiedział Muhammad ibn Salman, czyli władca faktyczny Arabii Saudyjskiej: wtedy po prostu Arabia Saudyjska będzie też musiała uzyskać broń jądrową.

Takich nieoczywistych sojuszy mamy więcej. Mimo nakładania przez UE sankcji na Rosję, od 12 do 14 lipca w Baku odbywało się potajemne spotkanie Niemcy – Rosja. Do tego Rosja oficjalnie wchodzi do niemieckiej branży atomowej. Nasi sąsiedzi torpedują politykę i sankcje UE?

Nie tyle torpedują, co po prostu realizują swoje narodowe interesy, nie tylko te gospodarcze. Utrzymywanie niejawnych kontaktów to pozostawianie sobie furtki, by w momencie zakończenia wojny na Ukrainie móc w miarę szybko wrócić do biznesu. Nie ma w tym nic zaskakującego, to tradycyjna niemiecka polityka od co najmniej 300 lat. Współpraca z Rosją jest jak najbardziej w interesie niemieckim i nie ma się co dziwić, że wysyłani tam są może nie aktywni politycy, ale osoby mające dobre kontakty w świecie niemieckiej polityki i po prostu są w stanie przekazywać takie komunikaty, które mają dotrzeć do władz rosyjskich. W nadchodzącej przyszłości należy się spodziewać, że będziemy mieli informacje o kolejnych tego typu spotkaniach, bo oba kraje starają się utrzymać nieformalne kanały komunikacji, żeby móc potem bez większych przeszkód wrócić do oficjalnych kontaktów.

Wydaje się jednak, że wpuszczanie rosyjskich firm, pracowników na teren Niemiec i do zakładów o charakterze newralgicznym jest dość ryzykowne, biorąc pod uwagę toczącą się wojnę hybrydową w całej Europie.

Tak, ale Niemcy mają zamiar budować takie powiązania z Rosją, które mogą im się przysłużyć po zakończeniu wojny na Ukrainie. Stąd wpuszczanie rosyjskich specjalistów czy nawet rosyjskich technologii jądrowych jak najbardziej ma służyć temu, by niemiecka gospodarka mogła uzyskać w niedalekiej przyszłości dostęp do tanich źródeł energii, a w konsekwencji obniżyć ceny. I być może będziemy świadkami stopniowego odchodzenia od zielonej zmiany w energetyce niemieckiej, bo tego domaga się część niemieckiego biznesu, przymuszona przez chińską konkurencję. Te działania są więc jak najbardziej uzasadnione, ale oczywiście wiążą się z potencjalnym niebezpieczeństwem, ponieważ otwiera to Rosjanom kanał prowadzenia grup dywersyjnych czy tworzenia siatek, które mogą być wykorzystane nie tylko przeciwko Niemcom, gdyby zaszła taka potrzeba, ale przede wszystkim przeciwko krajom wschodniej flanki NATO, które mają bardziej negatywny stosunek do Rosji niż Niemcy.

Krzysztof Winkler – absolwent międzynarodowych stosunków gospodarczych w Szkole Głównej Handlowej, doktorat Uniwersytecie Warszawskim napisał o brytyjskiej polityce zagranicznej; członek założyciel Grupy Brytyjskich Studiów Społeczno-Politycznych Britannia

Źródło: Echo Katolickie 31/2026

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »