W homilii wygłoszonej w Niedzielę Palmową Leon XIV przypomniał, że nie wolno przywoływać Boga dla usprawiedliwienia wojen. Słowa te nie spodobały się rzeczniczce Białego Domu, która uznała, że ma większe kompetencje teologiczne niż Ojciec Święty. Gdyby iść za jej logiką, ogólnikowe odwołanie się do „wartości judeochrześcijańskich” wystarczy, aby uzasadnić każdą wojnę prowadzoną przez USA.
Papież w swej homilii rozwinął wątek królowania Chrystusa, na który wskazuje liturgia Niedzieli Palmowej, podkreślając, że Jego królestwo nie jest z tego świata i że Chrystus jest Królem pokoju. Nauczanie papieskie było jasne i trzeba wyjątkowo dużo intelektualnej oporności, aby go nie zrozumieć. Rzeczniczka Białego Domu uznała jednak za stosowne skorygować papieża. Gdyby uznać jej punkt widzenia, trzeba by zapewne przyznać rację również Putinowi i paru innym dyktatorom, którzy nie wahali się używać imienia Bożego dla uzasadnienia wzniecanych przez siebie wojen.
Papież: Chrystus to Król pokoju
Homilię papieską warto przeczytać w całości, w tym miejscu niech wystarczą trzy fragmenty, aby zrozumieć jej przesłanie.
Po pierwsze, Leon XIV podkreśla, że gdy wokół Jezusa trwają przygotowania do wojny, On sam stanowczo przedstawia się jako Król pokoju:
„Spójrzmy na Tego, który ofiarowuje się jako ukojenie dla ludzkości, podczas gdy inni chwytają za miecze i kije. Na Tego, który jest światłością świata, podczas gdy wkrótce ziemię mają ogarnąć ciemności. (…) Jako Król pokoju Jezus pragnie pojednać świat w objęciach Ojca i zburzyć wszelkie mury, które oddzielają nas od Boga i od bliźniego, ponieważ „On jest naszym pokojem” (Ef 2, 14).”
Papież nie mówi o polityce, przypomina podstawowe przesłanie Ewangelii. Królestwo Jezusa nie jest z tego świata, a Bożego planu zbawienia nie wypełnia się wzniecając konflikty.
Próba naprawiania zła istniejącego w świecie metodami światowymi, metodami siłowymi choć wydaje się najprostsza, jest jednak drogą na skróty. Odpowiadanie przemocą na przemoc przynosi jeszcze więcej zła, prowadzi do eskalacji przemocy zamiast do jej uśmierzenia.
„Jako Król pokoju, gdy jeden z Jego uczniów wyciąga miecz, aby Go bronić, i uderza sługę arcykapłana, On natychmiast go powstrzymuje, mówiąc: „Włóż miecz na swoje miejsce, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną” (Mt 26, 52)”
Dalej Leon XIV, podobnie jak poprzedni papieże, podkreśla, że nie wolno używać imienia Bożego do usprawiedliwiania wojen:
„Oto nasz Bóg: Jezus, Król pokoju. To Bóg, który odrzuca wojnę, którego nikt nie może wykorzystać do usprawiedliwienia wojny, który nie słucha modlitwy tych, którzy wojnę prowadzą, i odrzuca ją, mówiąc: «Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi» (Iz 1, 15).”
Karoline Leavitt: modlitwa w intencji wojska to „bardzo szlachetna czynność”
Podczas konferencji prasowej następnego dnia, 30 marca, o słowa papieża zapytana została rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt, mająca obecnie 28 lat. Osoba sprawująca taką funkcję powinna być na tyle bystra, żeby uciąć pytanie stwierdzeniem: „te słowa nie odnosiły się do nas, więc nie będę ich komentować”. Zamiast tego jednak pociągnęła temat, a jej słowa mogły zostać odebrane jako próba korygowania nauczania papieża.
Odpowiadając na pytanie reportera Karoline Leavitt stwierdziła, że wezwanie przywódców wojskowych i prezydenta do modlitwy za wojsko wysyłane na Bliski Wschód to „bardzo szlachetna czynność”. Gdyby na tym poprzestała, być może można by to jeszcze przemilczeć. Jednak trudno bez komentarza pozostawić jej kolejne słowa:
„Sądzę, że nasz naród był narodem założonym, prawie 250 lat temu, na wartościach judeochrześcijańskich. Widzieliśmy prezydentów, liderów Departamentu Wojny i widzieliśmy naszych żołnierzy modlących się w najbardziej burzliwych czasach w historii naszego kraju. Nie sądzę, żeby było coś złego w naszych dowódcach wojskowych ani w tym, że prezydent wzywa Amerykanów do modlitwy za naszych żołnierzy i tych, którzy służą krajowi za granicą. W rzeczywistości uważam, że to bardzo szlachetna czynność" – powiedziała rzeczniczka Białego Domu.
Warto wyjaśnić, że Leavitt jest katoliczką, byłoby więc wskazane, aby papieskie słowa wzięła sobie do serca, a także, aby zapoznała się z nauczaniem Kościoła na temat wojny sprawiedliwej. Atak wyprzedzający (preemptive strike), którego dokonały właśnie Stany Zjednoczone w odniesieniu do Iranu, nie da się pogodzić z nauczaniem Kościoła na temat wojny. Atak nie ma charakteru obronnego, nie jest związany z bezpośrednim zagrożeniem analogicznym atakiem ze strony wroga, działania zbrojne zostały podjęte zanim wyczerpano drogę dyplomatyczną, a ostateczny efekt tych działań nie spełnia kryterium „racjonalnego prawdopodobieństwa powodzenia” (rozumianego jako wysokie prawdopodobieństwo naprawy stanu rzeczy w wyniku działań zbrojnych), wątpliwości wzbudza także proporcjonalność podjętych działań w stosunku do rzeczywistego zagrożenia i do celu, sformułowanego bardzo niejasno przez amerykańską administrację.
Modlitwa za żołnierzy czy modlitwa w intencji wojny?
Pomijając już stosowność komentowania papieskiej wypowiedzi przez rzeczniczkę Białego Domu, warto zwrócić uwagę na zasadniczą różnicę między modlitwą za żołnierzy a modlitwą za armię prowadzącą wojnę. To także umknęło pani Leavitt, która stwierdziła:
„Jeśli porozmawiasz z wieloma żołnierzami, powiedzą ci, że doceniają modlitwy i wsparcie ze strony naczelnego dowódcy i jego gabinetu”.
Nie jest niczym kontrowersyjnym to, że modlimy się o zdrowie i życie bliskich, w tym również tych, którzy służą w jednostkach zbrojnych, wykonując rozkazy przełożonych, wysyłających ich w miejsca, gdzie zagraża im niebezpieczeństwo. Do takiej modlitwy ma prawo każdy żołnierz i jego rodzina. Nikt zapewne też nie kwestionuje potrzeby posługi kapelanów wojskowych. Nie o tym jednak mówił papież.
Sytuacja, w której przełożony wojskowy gromadzi żołnierzy i zaprasza kaznodzieję, który twierdzi, że Bóg jest „bogiem wojny” (takie sformułowania znalazły się w kazaniu Franklina Grahama wygłoszonym w grudniu 2025 r.) jest czymś odmiennym od posługi kapelana czy modlitwy za poszczególnych żołnierzy. Dziwne, że faktu tego nie dostrzega rzeczniczka Białego Domu. To, że Stany Zjednoczone u progu swego istnienia odwoływały się do fundamentów cywilizacji judeo-chrześcijańskiej, nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem każdej wojny, którą toczyły, toczą czy będą toczyć w przyszłości. Tego rodzaju argumentacja jest tak dalece błędna, że po prostu trzeba ją odrzucić w całej rozciągłości. Równie dobrze można argumentować, że skoro Izrael jest narodem wybranym, to każda operacja militarna, którą podejmuje – w tym bombardowanie Strefy Gazy – cieszy się Bożym błogosławieństwem.
Jan Paweł II: nauczmy się wyciągać wnioski z przeszłości
W tym kontekście warto również przywołać przemówienie św. Jana Pawła II, które skierował do korpusu dyplomatycznego w 2000 r.
„Człowiek, który do was mówi, był towarzyszem drogi kilku pokoleń minionego stulecia. Miał udział w bolesnych doświadczeniach własnego narodu i przeżył najmroczniejsze chwile w dziejach Europy. (…) Papież jest przekonany, że ludzie mogliby się wreszcie nauczyć wyciągać wnioski z przeszłości. Tak, w imię Boga proszę wszystkich, aby oszczędzili ludzkości kolejnych wojen, aby szanowali ludzkie życie i rodzinę, by starali się zasypać przepaść między bogatymi i ubogimi, by zrozumieli, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich. Tego wymaga od nas Bóg, a On nigdy nie żąda od nas niczego, co przerasta nasze siły.”
Leon XIV nie przeżył wprawdzie osobiście okropieństw II wojny światowej, ale jego ojciec służył w Marynarce Wojennej USA, uczestniczył w lądowaniu aliantów na plażach Normandii i z pewnością opowiadał o tym później swoim dzieciom. Być może więc homilia z Niedzieli Palmowej zawiera w sobie także pamięć o tamtych dniach. Tak czy inaczej, warto papieską przestrogę przed wojną potraktować poważnie zamiast zbywać ją ogólnikowymi odwołaniami do „wartości judeo-chrześcijańskich”, na których budowały się Stany Zjednoczone.
Źródło: EWTN, vatican.va