Masz potworka w brzuchu! Katastrofa w zakładach chemicznych pomogła w legalizacji aborcji

Kobiety w ciąży straszono, że będą miały nieuleczalnie chore dzieci. „La Stampa” postulowała przymusowe aborcje. Propagandy nie zakłóciło nawet to, że ani wśród urodzonych, ani wśród zabitych maluchów nie było ani jednego chorego. Zwolennicy aborcji sprawnie wykorzystali awarię zakładów chemicznych, która przeraziła mieszkańców Włoch.

Mija 50 lat od katastrofy w Seveso. W 17-tysięcznym miasteczku na północnym krańcu Włoch znajdowały się zakłady chemiczne firmy ICMESA należącej do szwajcarskiej grupy Roche. Awaria wywołała zagrożenie dla kilkudziesięciu tys. ludzi i spowodowała szok w całym kraju. Dla zwolenników aborcji okazała się okazją do forsowania prawa zezwalającego na zabijanie nienarodzonych.

10 lipca 1976 r. w zakładzie doszło do rozszczelnienia zaworu bezpieczeństwa. Do atmosfery dostało się 6 ton substancji chemicznych, w tym 1 kg TCDD (tetrachlorodibenzodioksyny). Związek ten jest silnie toksyczny. Może powodować m.in. uszkodzenie wątroby i trzustki, choroby neurologiczne oraz trąd chlorowy powodujący zapalenie skóry i pozostawiający blizny. Nie jest jasne, jaka ilość tej substancji jest śmiertelna dla człowieka. U zwierząt TCDD powoduje deformacje płodów. W przypadku ludzi badania nie potwierdzają takiego działania. Prawdopodobnie to tej dioksyny użyto w 2004 r. podczas próby otrucia Wiktora Juszczenki, kandydata na prezydenta Ukrainy.

W strefie silnego skażenia znalazło się ponad 700 osób, w strefie średniego skażenia – kolejne 4,7 tys. Ponad 31 tys. przebywało w rejonie, do którego dotarły śladowe ilości TCDD. Toksyczny wyciek zabił wiele zwierząt gospodarskich, głównie królików i drobiu. Zmiany skórne i trąd chlorowy stwierdzono u prawie 500 osób. Badania wykonane po latach potwierdziły trąd chlorowy u 200 mieszkańców okolicy. Jeszcze w XXI w. w regionie notowano zwiększoną zapadalność na raka, choć nie wszystkie wyniki badań są pewne.

Po katastrofie rząd, zdominowany przez Chrześcijańskich Demokratów, zgodził się na przeprowadzanie aborcji, choć prawo na to nie zezwalało.

Aborcja albo potwór

Wojna przeciw nienarodzonym nie zaczęła się we Włoszech w 1976 r. Już od kilku lat w kraju dochodziło do demonstracji feministek; kulturowa lewica była zresztą aktywna co najmniej od połowy lat 60. Jednak prawo nadal chroniło poczęte dzieci. Za celowo przeprowadzoną aborcję kara groziła zarówno lekarzowi, jak i matce dziecka.

Kluczowym momentem był wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 1975 r. Włoski TK dopuścił tzw. aborcję terapeutyczną, czyli przeprowadzaną w sytuacji zagrożenia zdrowia ciężarnej kobiety. W uzasadnieniu stwierdził jednoznacznie, że nienarodzone dziecko nie jest osobą, a jego życia nie można stawiać na równi z życiem jego matki.

Po katastrofie w Seveso proaborcyjni aktywiści rozpętali wielką kampanię. Tak wspomina ją trzydziestoletni wówczas Ambrogio Bertoglio, psychiatra pochodzący z Seveso:

„Dziesiątki feministek i ginekologów z Mediolanu pojawiły się tutaj z transparentami przedstawiającymi dramatyczne obrazy i ustawiły się przed przychodniami i placówkami opieki zdrowotnej. Ich przesłaniem było to, że kobiety w ciąży mają «potwora» w brzuchu. Ciężarne kobiety straszono, że będą rodzić «potworki»”.

Hasło „aborcja albo potwór” było często powtarzane. Do Seveso przyjeżdżali ginekolodzy ze szpitala Mangiagalii w Mediolanie, a także m.in. prof. Francesco Dambrosio z kliniki ginekologiczno-położniczej Uniwersytetu Mediolańskiego. Dziennik „La Stampa” proponował, by aborcje u kobiet mających kontakt z dioksyną przeprowadzać przymusowo.

Świadectwo matki

Obrońcy życia, do których należał Bertoglio, próbowali kontrować ten przekaz. W okolicach Seveso, także po szwajcarskiej stronie granicy rozpowszechniali gazetę, którą zatytułowali „Solidarność”. Informowała ona zdezorientowanych ludzi o faktycznej mapie skażenia i całej sytuacji w regionie. Aktywna była miejscowa wspólnota Communione e Liberazione. Kard. Giovanni Colombo z Mediolanu mianował Bertoglio dyrektorem biura zajmującego się pomocą poszkodowanym, które powstało na początku sierpnia 1976 r. i sam apelował do ciężarnych kobiet, by nie bały się urodzić. Znajdą się rodziny, które adoptują chore dzieci – zapewniał. Małżeństwa gotowe przyjąć chore maluchy rzeczywiście się zgłosiły, ale kardynał został zmiażdżony przez proaborcyjną prasę. Okazało się, że to on jest nieludzki i nie rozumie potrzeb kobiet.

Kard. Colombo zaprosił do Mediolanu matkę Teresę z Kalkuty. 23 kwietnia 1977 r. przemawiała ona na stadionie San Siro, na którym zgromadziło się 80 tys. ludzi. Oprócz niej wśród mówców znalazła się niepełnosprawna kobieta oraz młoda matka z Seveso, Isa Fumagalli, która już urodziła dziecko i spodziewała się drugiego.

Zero chorych, 33 ofiary

Po wyroku TK sytuacja prawna była niejednoznaczna. Parlament nie uchwalił przepisów, które by zezwalały na aborcję. Jednak premier Giulio Andreotti, deklarujący katolicyzm lider Chrześcijańskiej Demokracji opowiedział się przeciwko dzieciom. Mówił o „poważnym niebezpieczeństwie grożącym kobietom” i o „trudnej decyzji, jakie muszą podjąć kobiety, które czują potrzebę przerwania ciąży”, a Ministerstwo Sprawiedliwości wyraziło zgodę na dokonywanie aborcji. W ten sposób w wyraźny złamano nawet niejasne przepisy, ponieważ powodem zabijania poczętych dzieci było podejrzenie choroby u nich, a nie u matek. Nie były to zatem tzw. aborcje terapeutyczne, których dotyczył wyrok Trybunału, ale eugeniczne.

Zginęło 33 dzieci. Większość w Mangiagalli w Mediolanie, a 9 w szpitalu w Desio. Po przebadaniu szczątków nie stwierdzono żadnych deformacji. 460 ciężarnych kobiet urodziło dzieci. Żadne z nich nie było chore.

Komisarz z pompką rowerową

Prof. Giovanni Batista Candiani, dyrektor kliniki ginekologiczno-położniczej Uniwersytetu Mediolańskiego po 12 latach przeprosił za to, co zrobił po katastrofie. Na kongresie Stowarzyszenia Położników i Ginekologów wyraził żal z powodu tego, że w trakcie kryzysu w Seveso porzucił swój wcześniejszy sprzeciw wobec aborcji i zgodził się na to, by dzieci zginęły. Dodał, że wpływ na to mieli ludzie, którzy rozpowszechniali „złowrogo brzmiące ostrzeżenia”.

W międzyczasie jednak sprawę katastrofy w Seveso wykorzystywali zwolennicy aborcji, choć z biegiem czasu rodziły się kolejne zdrowe dzieci. W wyborach parlamentarnych mandaty uzyskało czworo członków skrajnie lewicowej Partii Radykalnej, w tym Emma Bonino, która pozowała do zdjęć z pompką rowerową mającą służyć do domowych aborcji i która po latach została europejską komisarz ds. zdrowia i ochrony konsumentów.

W 1978 r. włoski parlament uchwalił słynną Ustawę 194. Zezwala ona na aborcję na życzenie do trzeciego miesiąca ciąży. Obowiązuje do dziś. Rocznie we Włoszech ginie ok. 60 tys. nienarodzonych dzieci.

 

Źródła: lanuovabq.it, ilpost.it

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »