Skazany za korupcję socjalista Lula da Silva nie wygrał pierwszej tury wyborów prezydenckich w Brazylii. Pierwsze miejsce zajął prawicowiec Flavio Bolsonaro. Syn byłego prezydenta, Jaira, opowiada się za współpracą z USA i twardą walką z przestępczością. Lula i Bolsonaro zmierzą się w drugiej turze.
Najwyższy Trybunał Wyborczy (TSE) poinformował na swojej stronie internetowej, że perspektywa drugiej tury jest już „matematycznie przesądzona”. Z danych po przeliczeniu ponad 99,7 proc. głosów wynika, że Bolsonaro otrzymał ponad 47 proc., a Lula – ponad 45 proc. ważnych głosów. Poparcie dla żadnego z pozostałych kandydatów nie przekroczyło 3 proc.
„Jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego wyniku. Ponad 56 milionów Brazylijczyków zagłosowało za zmianą (...) Nie mogę się doczekać, by za trzy tygodnie przywrócić demokrację” – skomentował te wyniki Flavio Bolsonaro.
Drugi nie wygrywa
Lula przyznał, że liczył na zdobycie największej liczby głosów w I turze i zapowiedział, że podejmie walkę przed II turą. „Rozgrywka trwa. Jesteśmy teraz w dogrywce” – dodał.
W większości przedwyborczych sondaży największą popularnością cieszył się Lula, ale jego przewaga nad Bolsonaro w ostatnich tygodniach malała i w niektórych badaniach oscylowała wokół granicy błędu statystycznego. W drugiej turze, planowanej na 25 października, analitycy prognozują zaciętą rywalizację pomiędzy politykami.
Dziennik „Folha de São Paulo” zwrócił uwagę, że od czasu powrotu do demokracji w Brazylii po dyktaturze wojskowej z lat 1964-1985 żadnych wyborów prezydenckich nie wygrał kandydat, który w pierwszej turze zajął drugie miejsce.
Pekin kontra Waszyngton
Z geopolitycznego punktu widzenia walka miedzy Lulą a Bolsonaro to rywalizacja Stanów Zjednoczonych z Chinami. Jak zauważa serwis CNBC, obecnie Państwo Środka jest największym partnerem handlowym Brazylii. Lula chce jeszcze bardziej zacieśniać współpracę z Pekinem, także w zakresie handlu surowcami strategicznymi, w tym metalami ziem rzadkich. W tej ostatniej dziedzinie Chiny mają niemal monopol w skali świata. O uniezależnienie od Chin walczą Stany Zjednoczone. Brazylia posiada zasoby takich metali jak neodym czy prazeodym, co może odegrać rolę w tej rywalizacji.
Flavio Bolsonaro zapewne kontynuowałby linie swojego ojca, który uważał, że „Chiny nie kupują w Brazylii, one kupują Brazylię”. Obaj prawicowi politycy opowiadają się za współpracą ze Stanami Zjednoczonymi. Mają dobre relacje z administracją Donalda Trumpa, podobnie jak prezydent Argentyny Javier Milei i kilku innych przywódców regionu.
Milei we wpisie na platformie X określił Brazylijczyka jako „drogiego przyjaciela”.
Wielu Bolsonarów
Oprócz prezydenta i wiceprezydenta, Brazylijczycy wybierali w niedzielę również wszystkich 513 członków Izby Deputowanych i 54 z 81 senatorów, a także gubernatorów stanów i członków stanowych parlamentów.
Z opublikowanych dotąd danych wynika m.in., że były minister infrastruktury z rządu Jaira Bolsonaro, Tarcisio de Freitas, utrzymał stanowisko gubernatora stanu Sao Paulo, uznawanego za najważniejszy ośrodek gospodarczy kraju. Inny sojusznik Bolsonaro, były sędzia i senator Sergio Moro, został wybrany na gubernatora stanu Parana, gdzie mieszka wielu Polaków.
Miejsca w Kongresie wywalczyło czterech członków rodziny Jaira Bolsonaro – podał portal Gazeta do Povo. Jego żona Michelle zdobyła mandat w brazylijskim Senacie, reprezentując Dystrykt Federalny. Miejsce w Senacie wywalczył również jeden z jego synów, Carlos, a inny, Jair Renan, dostał się do Izby Deputowanych. Mandat posła zdobył też brat Jaira Bolsonaro, Renato.
Syn skazańca
W I turze wyborów prezydenckich Brazylijczycy oddali w niedzielę ponad 2,2 mln głosów „na nikogo” i ponad 3,6 mln głosów nieważnych, znacznie więcej niż w poprzednich wyborach z 2022 r. Według dziennika „El Pais” odzwierciedla to głęboką polaryzację kraju, w którym wielu obywateli nie chce być reprezentowanych przez żadnego z dwóch głównych kandydatów.
Flavio Bolsonaro zapowiada uszczuplenie administracji publicznej, cięcia podatkowe i inne probiznesowe reformy, a także zacieśnienie relacji z USA i twardą walkę z brutalną przestępczością, która jest odwiecznym problemem Brazylijczyków – zarówno tych biedniejszych, mieszkających w osiedlach kontrolowanych przez gangsterów, jak i bogatszych, narażonych na napady.
Podczas kampanii Bolsonaro odwoływał się do poparcia swojego ojca. Ten jednak nie mógł publicznie go wesprzeć, bo ma zakaz podejmowania aktywności politycznej. Został skazany na 27 lat i 3 miesiące więzienia za rzekome przygotowywania zamachu stanu.
Niewinny skazany
80-letni Lula, uznawany za ikonę latynoamerykańskiej lewicy, ubiega się o czwartą kadencję na stanowisku szefa państwa. Szef socjalistycznej Partii Pracujących i dawny działacz związkowy rządził już w latach 2003-2010 i kampanię buduje na wspomnieniu o dobrobycie tego okresu (problemy gospodarcze stały się odczuwalne już po oddaniu władzy następcom z Partii Pracujących). Lula zapowiada kontynuację i rozszerzanie obecnej polityki rządu, w tym programów socjalnych i wielostronnej współpracy międzynarodowej.
Podobnie jak starszy Bolsonaro, Lula siedział przez pewien czas w więzieniu. Był w dwóch instancjach skazany za korupcję – jako łapówki przyjął co najmniej dwa luksusowe mieszkania.
Jednak proces rozpoczęto od nowa, ponieważ orzekającemu w składzie sądu pierwszej instancji Sergio Moro zarzucono upolitycznienie (późniejszy minister i obecny senator dostał nominację na swoje stanowisko od lewicy, ale sympatyzował z prawicą). W związku z tym Lula wyszedł na wolność i jako osoba formalnie niewinna wygrał wybory w 2022 r.
Źródło: 