Rycerze Kolumba odbudowują parafię po rosyjskim ataku na Lwów. „To nasz drugi dom”

Minęło siedem miesięcy od jednego z najcięższych rosyjskich ataków na Lwów od początku pełnoskalowej wojny. 5 października 2025 r. rakiety uszkodziły parafię, przy której działa Rada Rycerzy Kolumba im. bł. Grzegorza Łakoty. Dla jej członków była to noc spędzona w schronach, poranek sprzątania szkła i początek odbudowy miejsca, które nazywają „drugim domem”.

Atak z 5 października 2025 r. objął Lwów i obwód lwowski. Według władz miasta był to największy nalot na Lwów od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. Uderzenia uszkodziły kompleks parafialny Wniebowzięcia Najświętszej Bogurodzicy przy ul. Maksymowycza we Lwowie. Przy parafii należącej do Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego działa Rada 17651 Rycerzy Kolumba im. bł. Grzegorza Łakoty.

„Cały Lwów praktycznie drżał od wybuchów, od dźwięku rakiet, które leciały nad naszymi głowami” – wspomina Jurij Małecki, były Delegat Stanowy Rycerzy Kolumba na Ukrainie.

Jak dodaje, ucierpiała parafia, przy której działa rada, a także okoliczne domy, w których mieszkają rycerze z rodzinami.

Drugi dom

Ks. Roman Stefaniw, proboszcz parafii i kapelan Rady, mówi, że jedna z rakiet spadła na podwórze kompleksu kościelnego. Uszkodzone zostały świątynia, kaplica pogrzebowa, szkoła katechetyczna i inne budynki. „Niebezpieczeństwo było bardzo duże, ale stało się to w nocy, na terenie było niewiele osób, dlatego nie było ofiar, choć szkody są znaczne” – podkreśla.

Iwan Horbacz, Wielki Rycerz Rady, opowiada, że członkowie wspólnoty spędzili noc w schronach z żonami i dziećmi. Rano zobaczyli zdjęcia zniszczeń. „Nasz drugi dom doznał wielkich uszkodzeń. A naszym drugim domem jest nasza parafia, nasza świątynia, nasze pomieszczenia” – mówi. Po odwołaniu alarmu „wszyscy rycerze bez wyjątku” przyszli na miejsce.

Wiara i praca

„Pomogła nam wiara, wiara i jeszcze raz wiara” – wspomina Horbacz.

Jak mówi, dla wszystkich był to „straszny szok”, ale zaraz rozpoczęła się praca: kobiety przygotowywały herbatę i kawę, mężczyźni usuwali gruz, a dzieci zamiatały szkło.

Ks. Stefaniw zapamiętał, że gdy o 6.48 przyszedł do świątyni, na miejscu byli już ludzie i rycerze. „Najpierw trzeba było wszystko posprzątać, bo szkła było bardzo dużo” – mówi. Później zabezpieczano okna sklejką, a dzięki pomocy Rycerzy Kolumba możliwy stał się zakup nowych.

Braterska pomoc

Rycerze podkreślają, że pomoc przyszła nie tylko ze Lwowa. Do odbudowy włączyły się inne rady z Ukrainy, a także bracia z USA i Kanady. „Nie stali z boku, pomagali, czym mogli: finansowo, materiałami budowlanymi, moralnie, modlitwą” – mówi Horbacz.

Dla Iwana Myny udział w odbudowie był oczywisty. „Mieszkam tutaj obok przez całe życie. Do tej świątyni chodzą moje dzieci i moja żona. W takich czasach nie da się stać z boku” – podkreśla. Jak dodaje, bycie Rycerzem Kolumba daje mu dziś „pokój serca” i pewność, że gdyby coś mu się stało, jego rodzina nie zostanie sama.

Wciąż pod ostrzałem

Po październikowym ostrzale zachodnia Ukraina nadal doświadcza rosyjskich ataków. W marcu 2026 r. uszkodzony został m.in. bernardyński klasztor we Lwowie, a 1 maja Rosja przeprowadziła rzadki dzienny atak dronów na Ukrainę, uderzając także w miasta na zachodzie kraju. Dla lwowskich rycerzy wojna pozostaje codziennym sprawdzianem. „Być Rycerzem Kolumba w czasie wojny to być gotowym przyjść z pomocą innym” – mówi Małecki.

Źródło: vaticannews.va/pl

« 1 »