Do czasów Ronalda Reagana prezydent USA nie miał ambasadora w Watykanie. Jeśli chciał prezydent chciał wysłać tam przedstawiciela, musiał to zrobić na własny koszt. Dlaczego? Korzenie konfliktu sięgają czasów wojny secesyjnej.
Historię dyplomatycznego konfliktu między Rzymem a Waszyngtonem opisuje prof. Arkadiusz Stempin w magazynie „Rzecz o historii”.
4 lipca 2026 r. Stany Zjednoczone świętują 250. rocznicę swojego powstania. Jeśli jednak chodzi o oficjalne stosunki ze Stolicą Apostolską, to daleko jeszcze do złotego jubileuszu. Nawiązano je w 1984 r.
4 lutego 1861 r. 11 stanów z Południa, wystąpiło z Unii. Bezpośrednim powodem był brak zgody na zniesienie niewolnictwa, ale źródła konfliktu były bardziej skomplikowane. Chodziło m.in. o kwestię ceł w handlu z Europą, ale też o szeroko rozumianą kwestię autonomii stanów wobec centrali w Waszyngtonie. Prezydent Abraham Lincoln postanowił przywołać secesjonistów do porządku. U progu zmagań, jak zaznacza prof. Stempin, obydwie strony” zbuntowani konfederaci z Południa (9 mln) i amerykańska Unia (21 mln), liczyły na szybkie pokonanie przeciwnika. Bratobójcza wojna trwała jednak 4 lata i kosztowała życie 600 tys. ludzi.
Księdza nie przyjmujemy
Katolicy, których udział – wraz z przybyciem niemieckich i włoskich imigrantów – wzrósł w amerykańskiej społeczności z 4 proc. w 1846 do 11 proc. w 1870 r., byli po obu stronach konfliktu. Tymczasem wpływowi w Białym Domu wolnomularze nie byli skorzy do układów z kościelnym państwem. Jednak Pius IX, który objął tron Piotrowy w 1846 r. był przedstawiany jako liberał. Początkowo poparł go m.in. Giuseppe Garibaldi, który był karbonariuszem i masonem. Biały Dom nawiązał stosunki dyplomatyczne z papieżem. Były to jednak relacje jedynie z głową Państwa Kościelnego, nie zaś Kościoła powszechnego. Papież nigdy nie miał swojego ambasadora w Waszyngtonie, ponieważ władze USA odmawiały przyjęcia księdza katolickiego jako nuncjusza.
Wróg Waszyngtonu
W czasie wojny secesyjnej katolicy z Unii skupili się wokół abp. Nowego Jorku Johna Hughesa, a katolicy z Konfederacji wokół abp. Nowego Orleanu Jeana-Marie Odina. Prezydent Lincoln poprosił Piusa IX o wyniesienie Hughesa do godności kardynalskiej. Papież, starający się zachować neutralność w wojnie, odmówił. W dotaku wezwał do zaprzestania walk i zaoferował mediacje.
Tymczasem prezydentem Konfederatów był Jefferson Davis, protestant sympatyzujący z katolicyzmem; w młodości chciał nawet przejść do rzymskiego Kościoła. Davis wysłał w grudniu 1863 r. do Watykanu swojego dyplomatę Ambrose’a Dudleya Manna. A ten przywiózł list od Piusa IX „do Prześwietnego Prezydenta Skonfederowanych Stanów Ameryki”, który kończył się „nadzieją na zjednoczenie kraju w duchu zgody”.
Dyplomatyczną uprzejmość Piusa Konfederaci pokazali jako papieskie poparcie. Ich gazety pisały o wsparciu Watykanu dla Południa, a generał Robert Lee cieszył się publicznie, że, „papież jako jedyny suweren w Europie uznał naszą biedną konfederację”. Kiedy więc Unia wygrała wojnę, wśród republikańskich zwycięzców wzrosły nastroje antypapieskie. Poza listem i niechęcią do Kościoła protestanckiej większości znaczenie miało też nowe podejście masonerii do Piusa. Ojciec Święty, w którym wcześniej widzieli liberała teraz został przez nich uznany za zdrajcę. Garibaldi toczył zawziętą wojnę z papieżem i Kościołem i doprowadził do faktycznej likwidacji Państwa Kościelnego.
Winna katoliczka
Dodatkową okolicznością był zamach na prezydenta Abrahama Lincolna, zastrzelonego w teatrze 15 kwietnia 1865 r. Johna Wilkesa Bootha. Sprawca był radykalnym zwolennikiem Południa, ale – jak zaznacza prof. Stempin – „wiele poszlak przemawiało za mordem z inspiracji członka rządu Lincolna, jastrzębia wojny, Edwina Stantona”, zwolennika krwawej zemsty na Konfederatach, której Lincoln chciał uniknąć.
„Śledczy podchwycili jednak inny trop, który prowadził do katoliczki Mary Surratt – pisze Arkadiusz Stempin. – Kobietę, w której pensjonacie spotykali się spiskowcy, w poszlakowym procesie, urągającym dzisiejszym standardom, skazano na śmierć”.
Mimo apeli o ułaskawienie Surratt jako pierwszą w dziejach USA kobieta została stracona przez powieszenie. Jej syn, też katolik, ale zarazem jeden ze spiskowców, z pomocą Kościoła katolickiego uciekł do Włoch. W ciężkich warunkach więziono Jeffersona Davisa, którego także oskarżono o zamach. W tym czasie papież przesłał Davisowi swoją fotografię z odręcznym tekstem na odwrocie, nawiązującym do słów z Ewangelii św. Mateusza: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”. Żona Davisa otrzymywała od Kościoła katolickiego finansowe wsparcie, a jego dzieci – darmową edukację.
Na własny koszt
W efekcie wszystkich tych zdarzeń Kongres USA w 1867 r. uchwalił ustawę, która cofała finansowanie misji dyplomatycznych w Watykanie. Jeśli prezydent chciał wysłać tam swojego przedstawiciela, to prywatnie, na własny koszt i nie w randze ambasadora USA. Praktyka ta przetrwała aż drugiej połowy XX w. Dopiero wymierzony w sowiecki komunizm sojusz Jana Pawła II i prezydenta Ronalda Reagana sprawił, że normalne relacje dyplomatyczne zostały w 1984 r. nawiązane.
Źródła: rp.pl, fronda.pl
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.