Przebywający obecnie w Polsce George Weigel w charakterystycznym dla siebie stylu podsumowuje zakończone niedawno mistrzostwa świata w piłce nożnej. Mówiąc krótko, nie są warte uwagi, jakiej poświęcają jej światowe media, a także… jego krakowscy studenci.
Pisząc pół żartem, pół serio, Weigel stwierdza, że odbywające się co cztery lata mistrzostwa świata w piłce nożnej po prostu go irytują i wylicza pięć powodów, dla których tak właśnie je odbiera. Jego spostrzeżenia odnoszą się ogólnie do piłki nożnej jako sportu, ale w szczególności – do mistrzostw organizowanych przez FIFA, którą nazywa wprost jedną z najbardziej skorumpowanych organizacji na świecie.
Pierwszy powód jest następujący: skoro Bóg dał nam przeciwstawne kciuki, to warto się nimi posługiwać.
„Przeciwstawne kciuki pozwalają nam rzucać, łapać i trzymać pałkę czy też kij hokejowy. Te zdolności nie są przypadkowe. Są one wplecione w tkankę stworzenia, które Stwórca uznał za dobre (por. Rdz 1, 25. 31). Traktowanie zdolności, które stwarzają przeciwstawne kciuki, tak, jakby były w jakiś sposób niecne, to odrzucenie daru Bożego. Można by nawet powiedzieć, że to naruszenie naturalnego prawa moralnego: prawd zakorzenionych w świecie i w nas.”
Ten argument można potraktować z przymrużeniem oka, bo posługiwanie się nogami nie jest raczej sprzeczne z prawem naturalnym. Zrozumiałe jest jednak, że z perspektywy kogoś przyzwyczajonego do futbolu amerykańskiego, w którym zawodnicy wykorzystują obydwie pary kończyn, futbol „europejski” może się wydawać dziwaczny.
Po drugie, Weigel zauważa, że mecze piłkarskie często kończą się wynikiem bezbramkowym.
„To tak, jakby bieganie tam i z powrotem bez zauważalnego efektu było właściwie wyważonym ludzkim aktem. Miłośnicy gry powiedzą ci, że nie chodzi tak bardzo o gole, jak o piękno tego całego „tam i z powrotem”, które nazywają „piękna gra”. Przepraszam, kochani. Sporty z niewielką liczbą punktów (…) są jak pigułka nasenna. Poprzedni finał Mistrzostw Świata rozegrany w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku zakończył się remisem 0–0. Moje docenienie rzekomego piękna mogło zostać umniejszone przez fakt, że oglądałem go na małym czarno-białym telewizorze w pokoju hotelowym bez klimatyzacji w Polsce, dochodząc do siebie po zatruciu pokarmowym…”
Wielokrotnie – w 1994, w 2006 i 2022 roku – mundial rozstrzygały rzuty karne. To również według Weigla kiepski pomysł. Dlaczego w tak ważnym momencie o wyniku mają decydować karne, które są czymś wyjątkowym, a nie normalna rozgrywka? Warto przypomnieć, że do 2003 r. w rozgrywkach organizowanych przez FIFA i UEFA istniała zasada „złotej bramki” w dogrywce, która miała mobilizować zespoły do gry. Zasada ta nie sprawdziła się, bo piłkarze i tak często grali zachowawczo, licząc na końcowe rozstrzygnięcie przez rzuty karne. Jest więc coś w rzutach karnych, co „pasuje” piłkarzom, ale niekoniecznie pasuje do ducha sportu.
Kolejnym powodem, dla którego piłka nożna irytuje coraz bardziej, jest właśnie zachowanie zawodników. Weigel pisze wprost:
„Histeryczne zachowanie w piłce nożnej wymyka się spod kontroli. Bez większego powodu gracze wiją się na murawie, próbując wyłudzić żółtą lub czerwoną kartkę dla gracza przeciwnej drużyny. Jeśli nie dostaną tego, czego chcą, czasem zachowują się jak dwulatek pozbawiony lizaka. Bardzo nie lubię dramatyzujących zachowań, które teraz towarzyszą większości przyłożeń w futbolu amerykańskim, niesportowych spojrzeń i rzucania kijem, które czasem zdarzają się w baseballu. Dramatyzacja w piłce nożnej jest jednak o rząd wielkości gorsza. Powiedz mi, że to aktorstwo to «kwestia kulturowa», a chętnie wyjaśnię, dlaczego niektóre kultury są lepsze od innych.”
Prawdziwa sportowa rywalizacja czy teatr odgrywany przed oczami światowej widowni? Czym właściwie są Mistrzostwa Świata? Duch sportu dawno już poległ w starciu z olbrzymimi międzynarodowymi organizacjami sportowymi. Ostatni powód, dla którego nie warto oglądać mundialu, jest chyba najpoważniejszy. Weigel zauważa:
„FIFA, organ zarządzający Mistrzostwami Świata, jest prawdopodobnie najbardziej skorumpowaną, chciwą grupą sportowych liderów na świecie, a jedyną rywalizacją jest Międzynarodowy Komitet Olimpijski. (Raz byłem z przyjacielem na statku płynącym po jeziorze Genewa; gdy mijaliśmy duży budynek w Lozannie, zapytałem: «To siedziba MKOl?» Mój przyjaciel: «Tak.» Ja: „Tak mi się wydawało, że coś tu śmierdzi»). Chciwość FIFA wprawiłaby w zakłopotanie hersztów zbójeckich epoki Złotego Wieku. Najtańsze miejsca w fazie grupowej Mistrzostw Świata 2026 kosztowały od 140 do 1410 dolarów. Za miejsca premium w finale trzeba było zapłacić 25 tys. do 2 milionów dolarów. Plutokraci świata, jednoczcie się!”
Felieton Weigla to nie tylko tekst o sporcie. To przede wszystkim tekst o współczesnej kulturze, która poświęca swą uwagę i marnuje olbrzymie zasoby na sprawy nieważne, błyskotliwe, na grę pozorów. Wszyscy wiedzą, jak skorumpowana jest FIFA, wszyscy widzieli to, co się działo na mundialu. A jednak nikt nie ma odwagi powiedzieć „stop”, bo w grę wchodzą olbrzymie pieniądze. A ze sportem ma to już bardzo niewiele wspólnego.
Źródło: First Things
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.