Życiowa droga Adrienne LeCoure pokazuje, że dla Boga możliwe jest uleczenie każdego zranienia i że Jego serce otwarte jest także dla zadeklarowanej feministki, mającej za sobą rozpad małżeństwa jej rodziców, zaangażowanie w okultyzm, uzależnienie od narkotyków i alkoholu oraz aborcję własnego dziecka.
Adrienne LeCoure wychowała się w rodzinie katolickiej. Jednak rozpad małżeństwa jej rodziców doprowadził ją na skraj życiowej katastrofy, ku całkowitemu odrzuceniu Boga, popadnięciu w uzależnienia i aborcji jej nienarodzonego dziecka.
„Rany zadane przez mężczyzn”
LeCoure tak wspomina te lata:
„Gdy moja rodzina rozpadła się na kawałki, zamieszkałam z ojcem. Stałam się buntownikiem i dałam się porwać alkoholowi oraz narkotykom. Zdystansowałam się od kościoła, a ponieważ większość ran zadawali mi mężczyźni, stałam się antymęską nastolatką i przyjęłam feminizm już w wieku 18 lat."
Zainteresowała się duchowością New Age, eksperymentując z okultyzmem, w tym medytacją i jogą. Wkrótce tak bardzo zanurzyła się w tych praktykach, że zaczęła podróżować za granicę, prowadząc warsztaty jogi w egzotycznych miejscach.
Na zewnątrz wyglądała na pełną blasku, ale w środku czuła się, jakby umierała.
„Mieszkałam w Maroku, zarządzając ośrodkiem jogi, a u szczytu kariery latałam tam i z powrotem do Wielkiej Brytanii” – mówi LeCoure. „Wszystko było na wyciągnięcie ręki. W tamtym czasie miałam trzydzieści parę lat, byłam dumną, seksualnie wyzwoloną feministką. Miałam romans z miejscowym mężczyzną i zaszłam w ciążę."
Chociaż wzięła „tabletkę dzień po”, środek ten nie powstrzymał jej zajścia w ciążę. Dręczyły ją uporczywe myśli, czuła, jak narasta w niej rozpacz na myśl o aborcji.
„Zawsze skupiałam się na karierze, która była na pierwszym miejscu. Nie chciałam stracić źródła utrzymania" – wspomina. „Chociaż Maroko było krajem muzułmańskim, gdzie aborcja była zabroniona, podjęłam decyzję."
Wiedziała, że istnieje nielegalna sieć oferująca aborcje, ale postanowiła wyjechać do Hiszpanii, gdzie aborcja była legalna i gdzie rzadko widywano doradców pro-life na chodnikach przed kliniką.
Wewnętrzna walka
„Chociaż uważałam, że to, co robię, jest po prostu częścią opieki zdrowotnej, w klinice zjawiłam się pełna wewnętrznych zmagań, histerycznie szlochając. Ze strony tamtejszego personelu spotkałam się jedynie z irytacją i rozdrażnieniem”.
Później zastanawiała się, czy wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby znalazł się tam ktokolwiek, kto zainterweniowałby w jej imieniu i zawalczył o życie. Wtedy jednak sądziła, że najgorszą rzeczą, jakiej kobieta może doświadczyć, jest nieplanowana ciąża. Mimo to czuła, że jej ciało komunikuje jej, że w jej łonie rodzi się życie.
„Próbowałam stłumić ten głos intuicji, który przekazywał mi, że stworzenie życia jest święte, świadomość, że więź między matką a dzieckiem jest natychmiastowa" – zauważyła. „Przeżyłam wielką burzę emocji.”
Nie słyszała nigdy wcześniej o „żalu z powodu aborcji”.
„Media głównego nurtu skutecznie przekazywały, że aborcja to rutyna, że to nic wielkiego,” mówi dziś LeCoure, „Było to tak bezrefleksyjnie przyjmowane w naszej kulturze.”
Chociaż niewiele pamiętała z samego zabiegu, pamięta, że obudziła się pełna żalu i wyrzutów sumienia.
„Nie umiałam powstrzymać płaczu. Kazano mi «płakać ciszej».”
Zatwardziałe serce
Pomimo cierpienia, po aborcji LeCoure jeszcze bardziej zasklepiła się w swoich proaborcyjnych poglądach.
„Trwałam w systemie zaprzeczeń, nie chcąc zmierzyć się z rzeczywistością i uznać tego, co zrobiłam,” przyznaje. „Dalsze bycie feministką pro-choice pozwoliło mi uciec od odpowiedzialności za odebranie życia mojemu nienarodzonemu dziecku. Nie umiałam stawić czoła temu okrucieństwu”.
Potem nastał rok 2020 i świat zamknął się w odpowiedzi na pandemię Covid. LeCoure utraciła swoją upragnioną karierę. To był czas zamieszania. W ciemności próbowała odzyskać równowagę.
„Nic już nie miało sensu. Traciłam wiarę w platformę, która była moim oparciem. Moja kariera zniknęła, a wraz z nią mój styl życia. Chociaż zmagałam się z depresją i lękiem, wciąż nie chciałam zajrzeć głęboko w głąb siebie."
Jej relacje z mężczyznami nadal były walką, w której Adrienne walczyła o przewagę — a tym samym poniżała mężczyznę, z którym próbowała nawiązać relację.
Od „Wspomnień” do uzdrowienia
W tym czasie ukończyła spisywanie wspomnień, w których opisywała swoje podróże do 40 krajów jako guru jogi. Przyjaciółka przedstawiła LeCoure swojej matce, która była redaktorką.
„Po przeczytaniu moich Wspomnień zachęciła mnie do powrotu do Kościoła katolickiego” – wspomina LeCoure. „Powiedziała mi, że moja historia jeszcze się nie skończyła.”
Później ta sama kobieta skierowała LeCoure ku Winnicy Racheli [Rachel's Vineyard], opowiadając jej, jak ta posługa pomogła jej wyleczyć się z traumy aborcji.
„Zastanawiałam się, czy chcę wziąć udział w rekolekcjach, i ostatecznie zdecydowałam, że tak, ale całą drogę zmagałam się ze sobą, kusiło mnie, by zawrócić, ale nie zatrzymałam się” – wspomina LeCoure. „Zaczęłam płakać, gdy znalazłam się na rekolekcjach”.
Tam odbyła pierwszą spowiedź od 23 lat. Jej pokutą było „nauczyć się spoglądać na gwiazdy z zachwytem”.
„Kapłan okazał mi wiele współczucia” – powiedziała. „Poczułam miłosierdzie Boże dotykające mojego serca. Pojechałam na rekolekcje jako gorąca feministka, potem na kolanach oddałam swe życie Bogu i wyszłam jako gorliwa katoliczka."
Choć ból aborcji będzie z nią na zawsze, LeCoure poczuła, że Boże miłosierdzie i łaska dały jej siłę, by naprawdę przeżyć żałobę i wreszcie doznać uzdrowienia.
Poproszono ją o podzielenie się swoją historią podczas gali charytatywnej na rzecz Rachel's Vineyard. W miarę jak film się rozpowszechniał, zaczęła otrzymywać kolejne zaproszenia, aby opowiadać historię swego życia.
„Mówię «tak» na wszystko, o co Bóg mnie prosi" – mówi teraz LaCoure. „Jako była feministka, teraz opowiadam się za małżeństwem i rodziną. Dałam się oszukać, myśląc, że wolność i kariera przyniosą mi szczęście, a tymczasem było zupełnie inaczej.”
Jej historia pokazuje, że Bóg potrafi znaleźć drogę nawet do najbardziej twardego serca, zasklepionego w bólu i systemie zaprzeczeń. Tam, gdzie zawodzi siła ludzkiej argumentacji, tam zawsze jest jeszcze miejsce dla łaski, kruszącej grube mury i uzdrawiającej od wewnątrz.
Źródło: Live Action
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.