Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


François Lelord
łumacz: Agnieszka Trąbka

HEKTOR I TAJEMNICE ŻYCIA

ISBN: 978-83-7505-834-5
wyd.: Wydawnictwo WAM 2011

Spis wybranych fragmentów
Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor
Hektorek i jego tata
Hektorek i oszukiwanie


Hektorek i oszukiwanie

Poza życiem z rodzicami Hektorek miał co najmniej trzy inne życia: dwa w szkole — życie z nauczycielami i życie z kolegami, a oprócz tego życie na wakacjach. Spotykał wtedy inne dzieci z ich mamami i tatusiami, co często skłaniało go do zastanawiania się, czy ma najlepszych rodziców na świecie, czy może inni mają lepszych (ogólnie uważał, że jego rodzice są najwspanialsi, tylko że oni często zabraniali mu oglądać telewizję, i potem w szkole koledzy rozmawiali o filmach albo programach, których on nie widział, a to go denerwowało).

W szkole Hektorek miał dobrego kolegę. Było z nim trochę jak z rodzicami: czuł, że on i Wilhelm będą się zawsze lubili. Uwielbiali opowiadać sobie historie, każdy chciał wymyślić najbardziej niesamowitą. Zazwyczaj były to opowieści o skarbach, smokach czy dinozaurach albo też o wojnie, na której wspólnie walczyli i zabijali wrogów, ewentualnie brali ich do niewoli, żeby zabić później.

Pewnego dnia Hektorek zapisał taką historię w notesiku, tata ją przeczytał, popatrzył z uwagą na syna i powiedział:

— Jesteś jeszcze naprawdę małym chłopcem.
Hektorek nie do końca rozumiał, co tata miał na myśli. Ale ten dodał:

— Na wojnie nie powinno się zabijać więźniów.
— Dlaczego?
— Bo nie mogą się bronić.
— Tak?
— Pamiętaj o tym.
— Dobrze — odpowiedział Hektorek.
— Zresztą, mam nadzieję, że nigdy nie będziesz miał okazji... — powiedział tata, wzdychając.

Hektorek bardzo lubił się bawić w wojnę albo grać w wojenne gry wideo, które mieli starsi bracia jego kolegów, ale zauważył, że jego rodzice nie przepadali za wojną.

Wilhelm był dobrym sportowcem, przede wszystkim świetnie grał w piłkę nożną, ale za to nudził się w klasie i nie słuchał nauczyciela. Hektorek też za bardzo nie słuchał, ale kiedy nauczyciel pytał: „Hektorku, co właśnie powiedziałem?”, jakoś zawsze udawało mu się przypomnieć to sobie i powtórzyć — bardzo użyteczna zdolność, odziedziczona z pewnością po tacie, który wykorzystywał ją w pracy. Poza tym Hektorek mógł poprosić o pomoc mamę lub tatę, kiedy nie zrozumiał czegoś w szkole. Rodzice chodzili do szkoły dawno temu, ale nawet jeśli nie mogli sobie przypomnieć odpowiedzi na pytanie Hektorka od razu, w końcu zawsze mu pomagali. Rodzice Wilhelma, ztego co Hektorek rozumiał, nie chodzili zbyt długo do szkoły albo może wtedy nie słuchali nauczyciela.TataWilhelma był kucharzem wniewielkiej restauracji, gdzie ludzie jadali lunch, ale wieczorami była zamknięta. Jego mama chodziła sprzątać domy, w których inne mamy nie sprzątały, bo pracowały w biurze.

Hektorek i Wilhelm siedzieli razem w ławce. Kiedy nauczyciel dawał im zadanie do zrobienia w klasie, Hektorek często je wykonywał, ale Wilhelm nie był w stanie. Hektorek siadał więc tak, żeby jego zeszyt był dobrze widoczny, i Wilhelm, zerkając doń, mógł przepisać odpowiedzi. Bywało, że ich nie rozumiał, a wtedy Hektorek szeptał mu je na ucho.

Pewnego dnia, kiedy właśnie tak postępowali, Hektorek zdał sobie sprawę, że nie widzi nauczyciela. W tej samej chwili poczuł jego rękę na swoim ramieniu, adrugą zobaczył na ramieniu Wilhelma.

— Mam was! — powiedział nauczyciel.

Nie będziemy dokładnie opowiadać, co się stało potem, bo to zawsze wygląda podobnie: nauczyciel ich upomniał, a potem napisał w dzienniczku, co się stało. Po szkole Hektorek stał więc przed mamą, która prosiła o wyjaśnienie tej sytuacji.

— To mój najlepszy kolega — powiedział. — Chciałem mu pomóc.
— Tak, ale to pomaganie w oszukiwaniu.
— Nie, to po to, żeby dostał dobrą ocenę.
— Hektorku, w życiu nigdy nie wolno oszukiwać.
— Nawet po to, żeby pomóc koledze?
— Nawet po to, żeby pomóc koledze. Co więcej, to mu wcale nie pomaga. Powinien się bardziej przykładać do nauki.
— Ale dlaczego nie można oszukiwać?
Mama zastanawiała się przez chwilę.
— Bo to niesprawiedliwe. Jeśli się oszukuje, to uczniowie mają dobre oceny, chociaż na nie nie zasługują. Ato jest przykre dla tych, którzy dużo się uczyli i nie mają takich dobrych stopni.
— No tak, ale ja mam w nosie innych, oni nie są moimi kolegami. Mama znowu się przez chwilę zamyśliła.
— Wyobraź sobie, że idziesz do cukierni. Ustawiła się przed nią kolejka. Czekasz na swoją kolej, jesteś głodny i chcesz sobie kupić ciastko z jabłkami...
To był dobry przykład, bo Hektorek uwielbiał ciastka z jabłkami: lubił najpierw wyjadać nadzienie, ściskając ciastko, a potem jeść samo ciasto.
— ...i widzisz kogoś, kto nie zwraca na ciebie uwagi i staje przed tobą, co wtedy robisz?
— Jestem wściekły! Gdybym był duży, pobiłbym go.
— No właśnie! Kiedy ktoś oszukuje, też tak jest, robi krzywdę innym.
— Tak, ale tutaj nikt nie wiedział, że pomogłem Wilhelmowi, więc to nie sprawiło nikomu przykrości.
Mama popatrzyła na niego i wyglądała na rozbawioną.
— Zastanawiam się... — powiedziała.
— Nad czym?
— Nie, nad niczym.
Pomyślała przez chwilę, po czym dodała:
— Podoba ci się nasz nowy samochód, prawda? — zapytała.
— Tak!
Rodzice kupili samochód, pachniał jeszcze nowością, miał więcej miejsca z tyłu niż poprzedni, a z przodu znajdował się ekranik, na którym zawsze można było zobaczyć, gdzie się jedzie!
— Widzisz, ten samochód jest tak ładny, dlatego że do jego wyprodukowania wybrano najlepszych uczniów. Gdyby wybrano tych, którzy mają dobre oceny, bo oszukują, samochód byłby brzydszy i zaraz by się zepsuł. Teraz to Hektorek się zamyślił.
— No tak, ale w tym przypadku to sprawiedliwe, żeby Wilhelm miał dobrą ocenę, przecież nie będzie konstruował samochodu.
— Nie, ale to początek czegoś złego. Gdyby każdy w życiu zaczął kłamać i oszukiwać, nic by nie działało. Rozumiesz?
— Tak.
— Jeśli zaczynamy sobie mówić, że tak, ale tym razem to wyjątkowa sytuacja, mogę skłamać, to już jest początek czegoś złego. Rozumiesz, Hektorku?
— Tak.
— Kiedy się to już raz zrobi, to potem mówimy sobie: czemu nie zrobić tego po raz drugi, a później wchodzi nam to w krew. A jak wszyscy tak postępują, to nic nie jest w porządku, rozumiesz?
— Tak.
To prawda, rozumiał. Rozumiał, że dla mamy niewielkie zło już było złem i że nie można zaczynać ani przyzwyczajać się do niego. Później tata przyszedł do jego pokoju przed snem.
— Mama wszystko mi opowiedziała — stwierdził.
— Mówiła mi, że nigdy nie wolno oszukiwać.
— Hm, bo to prawda — powiedział tata.
Hektorek był przekonany, że tata nie w pełni się z tym zgadza.
— Nawet wtedy, żeby pomóc koledze?
— Tak — odparł tata. — Nie wolno nawet wtedy, żeby pomóc koledze. To niesprawiedliwe dla innych. A poza tym nabiera się złych nawyków.
— Dobrze — odpowiedział Hektorek.
Tata wyszedł z pokoju, ale w chwili gdy zamykał za sobą drzwi, dodał:
— Apoza tym, jak już oszukujemy dla kolegi, to ważne, żeby nie dać się złapać.
Gdy tata wyszedł, Hektorek zaświecił lampkę iotworzył swój notesik. Napisał:

W życiu nigdy nie powinno się oszukiwać.

W życiu nigdy nie powinno się oszukiwać, nawet żeby pomóc koledze, a jeśli już się to robi, to nie można dać się złapać, bo to sprawia przykrość innym ludziom.

Nie wolno oszukiwać przy produkcji samochodu, bo wtedy samochód się zepsuje.

Później usnął bardzo zadowolony. Czuł, że dużo się nauczył o życiu.

opr. ab/ab



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: mama tata oszukiwanie morał Hektor tajemnice życia opowiadanie z morałem
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W