Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Adam Boniecki MIC

Ekscelencja Józef

Życiński intrygował mnie od dawna. Znałem go ze "Znaku". Ja jeździłem i on jeździł po świecie, ja opisywałem i on opisywał. On jednak opisywał świat uniwersytecki, opisywał idee (choć nie tylko). Wnikliwie, ciekawie, ładnie, czasem wydawało mi się, że aż za ładnie. Kiedy ja byłem w Rzymie, on zaczął się częściej pokazywać w "Tygodniku", co wtedy w przypadku księdza nie było aktem odwagi, ale raczej - w pewnym sensie - nobilitacji. Tak uważałem. Ja byłem za granicą, a tego Życińskiego w "TP" było coraz więcej. Wreszcie w "L’Osservatore Romano", które wtedy było moją codzienną lekturą, przeczytałem, że ks. Życiński został biskupem. Kiedy zjawił się w Rzymie, poszedłem więc złożyć gratulacje i nareszcie go zobaczyć. Trochę się bałem, że ten zdolny, częstochowski ksiądz może się okazać nieco nieprzystępny. Miałem już różne ciekawe doświadczenia ze świeżej daty biskupami. Zresztą się nie dziwię, bo - jak sądzę - wcale nie jest łatwo być świeżej daty biskupem. Pod koniec rozmowy zabrałem się do wręczania mojej ostatniej książki ("Ksiądz biskup pozwoli, że mu ofiaruję...) i do pisania dedykacji. Powiedział: "proszę, niech ksiądz nie wkłada tam jakichś »ekscelencji«, zresztą, proszę, mówmy sobie po imieniu, przecież tyle spraw nas łączy. Jestem Józef".

Widziałem wielu nowych biskupów, ale takiego efektu konsekracji nie spotkałem, raczej wprost przeciwnie... Od tego czasu "Życiński" w moim myśleniu o nim zmienił się w "Józefa".

Widziałem go w Tarnowie. Widziałem do jakiego stopnia biskup-profesor, biskup-autor jest księdzem, jak żyje tym, co robi jako pasterz. Kiedyś rozmawialiśmy o wspólnym przyjacielu-intelektualiście, który (ponoć) w imię działalności profesorskiej odmówił przyjęcia sakry biskupiej. Józef wtedy powiedział : "Źle zrobił. W końcu ile można napisać rzeczy oryginalnych i ważnych? Jedną, dwie książki. Tymczasem biskupstwo jest okazją do wspaniałej twórczości..." To bardzo ładne stwierdzenie w ustach kogoś, kto co roku ogłasza nową książkę.

Ucieszyłem się wiadomością, że trafił do Lublina. Nie mieszkam w Polsce, rzadko jestem w Lublinie, choć mamy tam nasz zakonny dom studiów i dlatego - mimo wielkiej sympatii i podziwu dla tamtejszego Arcybiskupa - trudno mi powiedzieć, jak jego obecność wpłynęła na Lublin. Zresztą, o ile mogę coś w tej materii twierdzić, to wpływ arcybiskupów na miasto wymaga czasu. Jedno wiem na pewno, że arcybiskup budzi zainteresowanie. Na prezentację jego książki przyszła masa ludzi, wieść, że będzie mówił kazanie, też działa jak magnes. Józef jest wciąż obecny w mediach. Sprawa księżowskich samochodów, wypowiedzi na aktualne tematy w radio i tak dalej, czynią go osobą popularną. Z natury rzeczy musi to irytować księży. Arcybiskupowi opowiedział ktoś (podczas wspomnianej prezentacji książki) dowcip, który krąży wśród księży. Mówi ksiądz lubelski: "Biorę gazetę... Życiński, włączam radio... Życiński, telewizor... Życiński. Robi mi się słabo, biegnę do kościoła, zbliżam się do tabernakulum i... nie mam odwagi otworzyć drzwiczek". Zauważyłem, że niektórzy ludzie ze środowiska KUL-u, w pierwszych chwilach nastawieni dość agresywnie, jakby spuścili z tonu.

Widziałem Józefa wczesną wiosną. Mówił, że zamierza poprowadzić rekolekcje dla studentów. Ich spytajcie, jak było i co myślą. Wbrew bowiem podejrzeniom niektórych, media nie są ulubioną dziedziną działalności Arcybiskupa. Ma kilka innych spraw w życiu do zrobienia, wobec tego polecił sekretarzowi, by na zaproszenia-zamówienia z miejsca odpowiadać negatywnie. W naszym seminarium nie odczułem szczególnego wpływu zmiany arcypasterza. Nic dziwnego: jesteśmy exepti. Na ulicach Lublina życie toczy się mniej więcej normalnie.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: media felieton Abp Józef Życiński Tarnów Lublin
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W