Holenderski biskup o „katastrofalnych” skutkach zadowalania społeczeństwa

Próba dostosowania wiary do trendów kulturowych doprowadziła do ogołocenia praktyki religijnej i osłabienia tożsamości katolickiej. Taką diagnozę Kościołowi w Holandii wystawił bp Robertus Mutsaerts.

Obecnie zaledwie 2 proc. holenderskich katolików uczestnicy w niedzielnej Mszy świętej, podczas gdy w niektórych częściach tego kraju odsetek ten wynosił niegdyś 96 proc.

Bunt „najposłuszniejszego ucznia”

Bp Mutsaerts przypomina, że Kościół holenderski znajdował się początkowo w wyjątkowo silnej pozycji. W czasach jego młodości, obecnie ma 68 lat, w diecezjach takich jak jego rodzinna ‘s-Hertogenbosch, niemal cała ludność identyfikowała się jako katolicka, a praktyka religijna stanowiła ważną część codziennego życia. Jednak po Soborze Watykańskim II kraj ten przeszedł radykalną przemianę. Bp Mutsaerts zauważa, że z „najposłuszniejszego ucznia” Kościół w Holandii stał się jednym z najbardziej buntowniczych, zdecydowanym na głęboką reformę Kościoła. Rezultatem nie była odnowa, lecz gwałtowny upadek: praktyka sakramentalna drastycznie spadła w ciągu zaledwie kilku lat.

Reformy, zerwanie i utrata punktów odniesienia

Według bp. Mutsaertsa problem nie był wyłącznie duszpasterski, ale także kulturowy. Wielu członków Kościoła zachłysnęło się „ideałami lat sześćdziesiątych”, takimi jak tzw. wyzwolenie seksualne, charakteryzującymi się silnym sprzeciwem wobec autorytetu i zasad, próbując dostosować przesłanie chrześcijańskie do ówczesnego klimatu. W tym kontekście pojawiły się inicjatywy takie jak „Katechizm holenderski”, zawierający niejednoznaczne sformułowania w kluczowych kwestiach wiary i osoby Jezusa, a wpływ teologów postępowych się ugruntował. Jednocześnie liturgia była przedmiotem ciągłych zmian, które sam biskup określa jako „katastrofalne” ze względu na ich wpływ na postrzeganie sacrum.

„Kiedy relatywizuje się prawdę, wszystko się wali”

Dla bp. Mutsaertsa punktem zwrotnym stały się kwestie doktrynalne. „Zaczęto relatywizować obiektywną prawdę i to był główny problem” – wyjaśnia. Od tego momentu kryzys stał się nieunikniony. Hierarcha przywołał postać kard. Bernardusa Alfrinka, ówczesnego arcybiskupa Utrechtu, który otwarcie wzywał do zniesienia obowiązkowego celibatu kapłańskiego oraz do wprowadzenia innych nieortodoksyjnych reform, które – jak twierdził – wynikały z postanowień Soboru Watykańskiego II. Papież Paweł VI doprowadził do jego rezygnacji, jednak szkoda została już wyrządzona, a postępowy „projekt reform” w Holandii doprowadził do całkowitego załamania praktykowania wiary. „Wskaźnik spowiedzi spadł wówczas z 90 proc. do mniej niż 10 proc. w ciągu dwóch lat” – wspomina bp Mutsaerts. Podkreśla, że próba uczynienia Kościoła bardziej akceptowalnym przez społeczeństwo przyniosła ostatecznie odwrotny skutek. „Chcieliśmy zadowolić społeczeństwo i straciliśmy naszą tożsamość” – stwierdza holenderski biskup. Zauważa, że wraz z zanikiem różnicy między wiarą katolicką a dominującym sposobem myślenia Kościół przestał oferować coś własnego i utracił zdolność do zachowania wiernych.

Przestroga dla Niemiec

Holenderski biskup wskazuje na bezpośrednie podobieństwo do obecnej sytuacji w Niemczech. Jego zdaniem tak zwana „niemiecka droga synodalna” powiela „te same tematy i te same idee”, które już kilkadziesiąt lat temu wypróbowano w jego kraju, odchodząc od doktryny i wypaczając nauczanie Kościoła poprzez dostosowanie jej do współczesnych trendów kulturowych. Dlatego ostrzega, że upieranie się przy tej drodze doprowadzi do „katastrofalnych” skutków. Doświadczenie holenderskie, zauważa bp Mutsaerts, nie jest hipotezą, lecz konkretnym precedensem tego, co dzieje się, gdy doktryna ulega rozmyciu w imię dostosowania.

Po załamaniu – nieśmiały początek

Bp Mutsaerts nie wyklucza możliwości ponownego ożywienia Kościoła w Holandii. Zwraca uwagę, że po dziesięcioleciach kryzysu nastąpiła pewna zmiana kursu, częściowo dzięki interwencji Watykanu w mianowaniu biskupów o bardziej konserwatywnych poglądach doktrynalnych. Jest wśród nich m.in. kardynał Willem Eijk, który publicznie broni tradycyjnego nauczania katolickiego w kwestiach takich jak małżeństwo i seksualność. Bp Mutsaerts wskazuje, że zaczynają pojawiać się pewne oznaki odnowy. „Młodzi ludzie, co jest niesamowite, pojawiają się w naszych kościołach wszędzie. Liczby są niewielkie, ale coś się dzieje” – zauważa. Dodaje, że jeszcze kilka lat temu nie spodziewał się tej zmiany: „Wielu z przychodzących to licealiści i z jakiegoś powodu zdecydowana większość z nich to chłopcy, młodzi mężczyźni”. Według biskupa, po osiągnięciu dna, Kościół w Holandii może powoli rozpocząć nowy etap.

 

« 1 »