Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Joanna Koleff-Pracka, Sebastian Rejak

"Mężczyzną i kobietą stworzył ich..."

O pojednaniu kobiet i mężczyzn w Kościele

W połowie maja (11 - 20.05.98) w miejscowości Josefstal niedaleko Monachium odbyła się konferencja dotycząca roli kobiety i mężczyzny na płaszczyźnie kościelnej i społecznej. Wzięło w niej udział 45 osób z różnych Kościołów i krajów Europy - było to nieformalne zakończenie Światowej Dekady Kobiet, która miała na celu pobudzenie Kościołów do solidarności z kobietami. Hasłem konferencji był werset z Księgi Rodzaju: "...mężczyzną i kobietą stworzył ich...".

We władzy stereotypów

W jaki sposób stereotypy związane z kobietą i mężczyzną są obecne w życiu Kościołów i społeczeństw europejskich? - zastanawiali się uczestnicy konferencji w Josefstal. I okazało się, że właściwie wszędzie - niezależnie od kraju i wyznania - w mniejszym czy większym stopniu funkcjonuje model społeczeństwa patriarchalnego, a więc takiego, w którym mężczyźni w sposób świadomy lub nie dominują nad kobietami. Wynikałoby z tego, że dziś - na przełomie wieku XX i XXI - kobiety na wielu płaszczyznach życia społecznego nie posiadają równych praw z mężczyznami. Tytułem przykładu wskazywano dziedzinę zatrudnienia: kobieta za tę samą pracę otrzymuje z reguły niższą płacę (w Polsce kobiety dostają pensję ok. 20-30 proc. mniejszą niż pracujący na tym samym stanowisku mężczyźni). Niewiele państw usiłuje zmienić ten stan rzeczy; pozytywnym wyjątkiem jest Szwecja, gdzie każdy pracodawca, który zatrudnia przynajmniej dziesięć osób, ma o b o w i ą z e k raz do roku sprawdzić, czy kobiety i mężczyźni w jego firmie są traktowani na równych prawach. Należy też zwrócić uwagę na fakt, że kobiecie w wielu zawodach trudno znaleźć pracę, a jeśli już jej się to uda, często musi pisemnie zaświadczyć o swojej dyspozycyjności w przypadku ciąży i macierzyństwa.

Powyższe przykłady wynikają z określonych stereotypów, funkcjonujących w społeczeństwie, zgodnie z którymi kobieta wychowuje dzieci i zajmuje się domem, natomiast mężczyzna zarabia pieniądze na utrzymanie rodziny. Takie społeczne wyobrażenie ról męskich i żeńskich jest uwarunkowane historycznie. Swoisty znak czasu stanowi uruchomienie specjalistycznych kierunków studiów (gender studies) zajmujących się badaniem mechanizmów tworzących wspomniane stereotypy na płaszczyźnie psychologicznej i socjologicznej. Nowością odróżniającą ten kierunek studiów od psychologii czy socjologii jest próba zmierzenia się z konkretnymi stereotypami: nie chodzi tu o niszczenie schematów, ale o stworzenie dla nich przeciwwagi poprzez pokazanie innych możliwości.

Schematyzm społecznie aprobowanej roli obu płci całkiem naturalnie przekłada się na płaszczyznę religijno-kościelną. Zresztą zasadne wydaje się pytanie, czy to nie tradycje religijne wydają na świat rozmaite przesądy i szablony myślenia o kobiecie i mężczyźnie i oddziałują w ten sposób na świadomość społeczną. Religie księgi do tego stopnia wkorzeniły się w kulturę wielu narodów, że trudno właściwie przesądzić, co jest czynnikiem bardziej pierwotnym: wpływ pierwiastka religijnego na społeczeństwo czy odwrotnie. Nie da się jednakże zaprzeczyć, iż również w społecznościach kościelnych istnieje problem właściwego rozumienia roli kobiety i mężczyzny.

Kobieta w Kościele

W Kościołach tradycyjnych kobieta zajmuje wciąż to samo miejsce: cichej, pokornej służebnicy, która słucha głosu mężczyzny (ojca, męża, księdza...). W Kościele, podobnie jak w różnych obszarach życia społecznego, można zaobserwować fakt dyskryminacji człowieka, w tym przypadku ze względu na płeć. Zjawisko to nosi nazwę seksizmu (analogia do rasizmu).

Wielokrotnie stwierdzano podczas tej konferencji, że chrześcijaństwo wchłonęło w siebie, i poniekąd kultywowało, niewłaściwy obraz kobiety wyrażający się w traktowaniu jej jako istoty niższej kategorii. Z historyczno-socjologicznego punktu widzenia fakt ten nie wydaje się czymś "nienormalnym", z reguły bowiem to mężczyźni posiadali monopol na przewodzenie we wspólnotach chrześcijańskich. Oni więc tworzyli kościelną teorię i praktykę. Model ten znajdował doskonałą legitymizację w twierdzeniu, iż mężczyzna jest obrazem Boga, a kobieta - obrazem mężczyzny. Swoista hierarchia bytowa: Bóg - mężczyzna - kobieta była więc "wiernie" przekładana na hierarchię (strukturę) Kościoła: duchowny mężczyzna - świecki mężczyzna - świecka kobieta. Taka pozycja kobiety w Kościele i społeczeństwie nie dawała jej szans na integralny rozwój osobowościowy i w tym sensie nie była ona w stanie wykorzystać wszystkich swoich ludzkich i kobiecych darów. Nie była nawet świadoma posiadania niektórych z nich! Pewnie dlatego - jak zaznaczył starokatolicki biskup Wiednia Bernard Heitz - wykształciły się jedynie trzy modele kobiecości: matka, święta, prostytutka. Matka i prostytutka mają wobec mężczyzny rolę wyraźnie instrumentalną: matka jako ta, która daje mu poczucie bezpieczeństwa (bądź jako matka-żona rodzi dzieci), zaś prostytutka jako ta, która zaspokaja mężczyznę seksualnie. Nawet "rola" świętej nie dawała szans na pełny rozwój kobiecości. Świętość kobiety, o czym pisała kiedyś s. Małgorzata Borkowska, określały bowiem jej relacje do mężczyzny (a raczej ich brak): dziewica lub wdowa. Ostatecznym wyjściem pozostawało męczeństwo...

Do takiej podrzędnej roli kobiety paradoksalnie przyczynił się kult Maryi. Wśród przybyłych do Josefstal opinia ta była dość powszechna. Nic dziwnego, że Kościoły, w których kult ten jest bardzo żywy, w niewielkim stopniu dostrzegają potrzebę "rehabilitacji" kobiety i z trudem toruje sobie w nich drogę teologia feministyczna. Gloryfikacja pierwiastka żeńskiego dokonuje się tam bowiem niemal wyłącznie w osobie Matki-Dziewicy Maryi. Dla wielu jest to zresztą koronny dowód na to, że chrześcijaństwo (zwłaszcza rzymskokatolickie) zawsze broniło godności kobiety. Dla wielu innych ten duchowy kult, wynoszący ponad niebiosa Maryję, obnaża jednocześnie mizoginię mężczyzn.

Patriarchalny styl myślenia charakteryzuje także Kościoły prawosławne - taką opinię wyraził prof. Ivan Dimitrov z Bułgarii. Był to jeden z nielicznych głosów, które bezpośrednio poruszyły kwestię ordynacji kobiet: "Dlaczego Jezus nie miał kobiet wśród apostołów? Przypuszczalnie dlatego, że czasy były patriarchalne. Ale czy dzisiaj kobiety nie mogłyby być ordynowane, skoro czasy się zmieniły? Nie, bo taka jest Tradycja - mówią prawosławni. Ale to bardziej sprawa nas samych niż Tradycji. Tradycja jest w jakimś sensie wytworem człowieka. Dlatego trzeba raczej zastanowić się nad tym, co jest lepsze dla naszych ludzi".

Czy uprawniony jest wniosek, że Kościół (Kościoły) jako społeczność-instytucja jest miejscem, w którym część jego członków doświadcza przemocy? Zgodnie z definicją Johana Galtunga, "o przemocy można mówić wtedy, gdy na człowieka wpływa się w ten sposób, że jego aktualna somatyczna i intelektualna samorealizacja jest poniżej jego możliwości". Czy kobiety mają prawo się tak czuć, skoro dla wielu z nich Kościół w obecnej postaci nie jest schronieniem, nie daje wsparcia ani nadziei? Nie przeciwstawia się otwarcie przemocy w rodzinach, nie umożliwia kobietom pełnego wypowiedzenia się w liturgii, posługuje się androcentryczną teologią...

Teologia feministyczna

Być może szukaniem przeciwwagi dla teologii "tradycyjnej" będzie teologia feministyczna, o której mówi się jako o ruchu kobiet, który ma poruszyć mężczyzn. To stwierdzenie wydaje się bardzo istotne, ponieważ ukazuje fakt, iż teologia feministyczna w swoich założeniach ma niewiele wspólnego z tzw. "wojującym feminizmem". Bardziej chodzi w niej o dostrzeżenie kobiety i mężczyzny jako równych sobie w teologii i życiu. Teologia ta pozwala od innej strony spojrzeć na Biblię i chrześcijaństwo, uwzględniając w nich człowieka niezależnie od jego płci.

Teologia feministyczna pojawiła się po raz pierwszy w ruchach walczących o równouprawnienie (podobnie jak teologia czarna czy teologia wyzwolenia) i była protestem przeciwko niezrozumieniu płci w teologii tradycyjnej. Trzeba zaznaczyć, że chodzi tutaj o właściwe zrozumienie roli zarówno kobiety, jak i mężczyzny (nazywa się ją feministyczną, ponieważ dotychczas teologia była domeną mężczyzn i to oni określali jej ramy).

Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że wrażliwości postrzegania świata (w tym Boga i stworzenia), właściwe kobiecie i mężczyźnie, nie są ze sobą tożsame. Nie bez powodu "jako kobietę i mężczyznę stworzył ich" Bóg, by wspólnie tworzyli świat. Tylko łącząc doświadczenia kobiety i mężczyzny, możemy mieć pełny obraz otaczającej nas ludzkiej rzeczywistości.

Próbując zrozumieć teologię i dowartościować w niej kobietę, teologia feministyczna ponownie podejmuje interpretację dogmatu trynitarnego. Staje więc w opozycji do Boga utożsamianego bardzo często z mężczyzną i krytykuje tradycję żydowsko-chrześcijańską, która to dała Bogu cechy czysto męskie. Teologia feministyczna twierdzi, iż Bóg nie jest mężczyzną - jest Bogiem i przykazał, by człowiek nie czynił Mu żadnej podobizny.

Z drugiej jednak strony można mówić o pewnych Boskich cechach - w tym miejscu należy wspomnieć o innym założeniu teologii feministycznej, która próbuje uświadomić chrześcijaństwu nie tyle ojcowskie, co macierzyńskie oblicze Boga. Bóg stworzył człowieka kobietą i mężczyzną i jako tacy są oni pełnym Jego obrazem. Tylko tak rozumiany Bóg może być Bogiem zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Czy Bóg obdarzony jedynie cechami męskimi - pyta teologia feministyczna - mógłby być Bogiem kobiet?

W tym kontekście kontrowersyjna może się wydawać osoba Wcielonego Boga-Syna jako mężczyzny. Jednak postawa Jezusa wskazuje na to, że Bóg przyszedł na świat, by zbawić wszystkich ludzi. Jezus, jeśli chodzi o patrzenie na kobietę, dokonał przełomu we współczesnym Mu świecie judaistycznym. W Nowym Testamencie jest wiele przykładów na to, że kobieta jest postrzegana jako człowiek i - wbrew panującej tradycji - jest równa mężczyźnie, choć inna. W ten sposób odpowiedź na feministyczne pytanie o to, czy męski Zbawiciel może zbawić kobietę, staje się twierdząca: tak, ponieważ jest to Zbawiciel, dla którego kobieta jest ważna, dla którego jest ona równorzędnym partnerem rozmowy. Ją też wybiera na świadka swego zmartwychwstanie, a więc to kobieta głosi światu zbawienie!

Pozostaje jeszcze kwestia Ducha Świętego jako trzeciej Osoby Trójcy Świętej. W Nim teologia feministyczna upatruje największe nadzieje na mówienie o kobiecie w kontekście trynitarnym. Duch Święty bowiem zdaje się posiadać najwięcej cech żeńskich i tym samym jest On w stanie dopełnić obraz Boga.

Podsumowując te rozważania, zapisane na marginesie konferencji w Josefstal, Bóg w trzech Osobach ma cechy zarówno męskie, jak i żeńskie, co nie znaczy, że jest On kobietą lub mężczyzną, ale znaczy, iż jest Bogiem wszystkich ludzi!

Teologia feministyczna podejmuje także próbę odczytania na nowo Biblii. Patrząc na wydarzenia opisane w Piśmie Świętym, ukazuje je czasem w zupełnie innym świetle. To nowe spojrzenie okazało się bardzo cenne dla wielu mężczyzn. Pojawiła się nawet opinia, iż teologia feministyczna jest kluczem, bez którego chrześcijanie nie są w stanie dotrzeć do teologii w ogóle. Jej głównym celem nie jest to, by niszczyć i dzielić, ale by łączyć. Teologia feministyczna chce być teologią kobiet i mężczyzn, którzy się rozumieją, żyją ze sobą w przyjaźni i potrafią korzystać ze swoich darów.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: psychologia feminizm socjologia Kościół społeczeństwo kobieta mężczyzna matka święta prostytutka seks