Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Leszek Engelking

Małe, spokojne "nie"

14 lipca zmarł Miroslav Holub, chyba najlepiej znany poza swoją ojczyzną poeta czeski. Jeśli chodzi o obszar anglosaski owo "chyba" jest niepotrzebne. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych jego poezja cieszyła się ogromną estymą i - jak na poezję oczywiście - wielką popularnością, była obficie tłumaczona, wydawana i omawiana. Ted Hughes napisał o nim, że "jest jednym z jakichś pięciu czy sześciu najważniejszych poetów, tworzących gdziekolwiek na świecie". Inny znany pisarz z Wysp, Tom Paulin, nazwał go "wspaniałym, powściągliwym geniuszem". Holub piastował nawet funkcję wiceprezesa Brytyjskiego Towarzystwa Poetyckiego - on, twórca piszący bynajmniej nie po angielsku, tylko w języku jednego z małych narodów Europy Środkowej.

Sam poznałem go nie w Pradze, ale w Londynie, gdzie miał odczyt o twórczości jednego z cenionych przez siebie poetów amerykańskich, Kennetha Patchena. Potem, już prywatnie, rozmawialiśmy chwilę o współczesnej poezji czeskiej. Mówił, że za dużo w niej skomlenia, rozczulania się nad sobą, subiektywizmu. Sprawiał na mnie zawsze wrażenie człowieka po anglosasku zrównoważonego, zimnokrwistego, panującego nad emocjami, zamkniętego w sobie, kostycznego i suchego. Raz jednak zaskoczył mnie na pewnym spotkaniu bohemistów z całego świata z pisarzami czeskimi w Pradze. Jego pierwsze słowa były pytaniem o rozegrany tamtego popołudnia ligowy mecz piłkarski. Znałem wynik.

W naszym kraju popularność twórczości Holuba była i jest niestety dużo mniejsza niż w krajach języka angielskiego. Ukazały się jedynie dwa niezbyt obszerne wybory jego utworów poetyckich ("Model człowieka", Warszawa, 1969 PIW; "Wiersze", Izabelin 1996, Świat Literacki) oraz tom esejów, szkiców i felietonów ("Kłopoty na statku kosmicznym", Izabelin 1998, Świat Literacki). Nie wywołały wielkiego odzewu. Jeszcze kilka miesięcy temu w związku ze wydaniem ostatniej z wymienionych książek pisarz odwiedził Warszawę i Kraków.

Początki poważnej działalności poetyckiej Holuba (debiut czasopiśmienny: 1947), urodzonego w Pilźnie w 1923 r., wiążą się ze skupioną wokół pisarza i teoretyka Kamila Bednářa grupą "Ohnice" (Łopuch). Poeci tej grupy tworzyli wiersze naznaczone myślą egzystencjalistyczną, głośno przyznając się zresztą do tych koneksji filozoficznych. Nie było już wzmianek o egzystencjalizmie w tworzonym w dużej mierze przez Holuba programie "poezji dnia powszedniego", programie twórców skupionych w drugiej połowie lat pięćdziesiątych wokół czasopisma "Květen" (Maj). Nie było w nim też wzmianki o działającej w latach 1942-1948 "Grupie 42" (Skupina 42), choć teoria i praktyka twórcza tego właśnie ugrupowania wydaje się oczywistą inspiracją "kvetniowców". Václav Havel w artykule "Wątpliwości w kwestii programu" ("Květen" 1956/57) zarzucił im, że milczą o "Grupie 42" umyślnie (a więc - można by dopowiedzieć - nie przyznają się do swojej genealogii artystycznej). W odpowiedzi Milan Červenka, inny z poetów i teoretyków bliskich praskiemu pismu, odpowiedział, że milczenie to wynika ze zbyt małej znajomości tematu, co jednak wydaje się raczej unikiem niż faktem. Holub w swoim artykule programowym "Nasz dzień powszedni to stały ląd" ("Nᚠvšední den je pevnina") cytował jednego z poetów "Grupy 42", Ivana Blatnego, jednak bez podania jego nazwiska, było to bowiem nazwisko emigranta i nie przeszłoby przez ówczesną cenzurę. Pismo i tak zresztą w 1959 r. zlikwidowano, twierdząc, że "nowe zadania, jakie stawia sobie literatura, wymagają nowych narzędzi czasopiśmiennych". Wiele było we wczesnych wierszach Holuba i jego kolegów mocno akcentowanego optymizmu i demonstracyjnej wiary w postęp (można w tym widzieć szczerą i wręcz dramatyczną próbę ucieczki przed "bojaźnią i drżeniem" egzystencjalizmu). Zarzuca się im dzisiaj, abstrahując od okoliczności historycznych, że kokietowali ustrój, nie próbowali jednoznacznie mu się przeciwstawić, ba, deklarowali się jako jego zwolennicy. Niewątpliwie w postawie Holuba było sporo tak typowego dla Czechów pragmatyzmu. W szkicu pod znamiennym tytułem "Nie" poeta pisał:

"Niespecjalnie lubię obsesyjne, neurotyczne »nie«, »nie«, które w siódmym miesiącu naszego życia wyryło się w głębszych warstwach mózgu, na przykład dlatego, że nie przewijano nas w odpowiednim czasie. Obsesyjne »nie« to domena drobnych Mefistofelesów, takich jak w »Fauście« pana Goethego, duchów, które stale przeczą, chociaż nie znają swojego »tak«. W naszym parlamentarnym spektaklu »Fausta« (część siódma) da się na tym ufundować karierę polityczną, ale raczej nie da się zbudować możliwego do zrealizowania programu. Wolę małe, spokojne, niediabelskie »nie« w całkiem konkretnej sytuacji i pod warunkiem, że człowiek jest absolutnie pewien swego. Z małym, konkretnym »nie« możemy się ewentualnie wydostać z oszołamiającego kolektywu samych »tak« albo samych »nie«, osamotnieć, uniezależnić się i tak już pozostać. A to jest jedna z niewielu dróg godności, dojrzałości, poczytalności i wolności. O chronicznej pewności słusznie powiedział Jean Rostand: jest niewolnictwem.

Dojrzeć znaczy mówić od czasu do czasu »nie« tradycji, głęboko wrośniętemu, starczemu albo i młodzieńczemu oportunizmowi, uniformizmowi i prawdopodobieństwu. »Nie« jest prawdziwą samoobroną myśli nie uzbrojonej i zadławionej dobrymi radami dochodzącymi z szeregów podoficerów."

Takie "nie" słyszymy między innymi w wierszu "Syndrom placu Wacława", datowanym 1988:

Grudzień.
Godzina jedenasta wieczorem
pozłocona światłem sodowym, smog ciszy 
tuż nad ziemią. Władca na koniu okiem z brązu
obserwuje pieszy patrol. Tu i tam sylwetka przechodnia, 
raczej nierzeczywista.
Jednakże z korony lipy, która zapomniała 
zgubić liście, mocnym głosem śpiewa kos, 
pieśń wznosi się w górę i zstępuje do metra, 
pieśń jedynego grudniowego
schizofrenicznego kosa,
potężna, niezniszczalna pieśń jedynego
schizofrenicznego kosa
a tak, a jakże,
pieśń.

W programowym artykule z 1956 roku Holub pisał o potrzebie opierania się na faktach, które są równie ważne w poezji, jak w nauce. To naukowe podejście nie jest kwestią przypadku. Holub przez całe dorosłe życie był naukowcem - ukończył medycynę, specjalizował się w immunologii, napisał wiele książek i artykułów z tej dziedziny, pracował w Instytucie Mikrobiologii Czechosłowackiej Akademii Nauk i w Instytucie Medycyny Klinicznej i Eksperymentalnej. Stąd zarówno w jego poezji, jak i eseistyce często powracają motywy medyczne i biologiczne; wystarczy przytoczyć kilka tytułów książek poetyckich: "Anamneza" (1964, Anamnéza), "Interferon, czyli O teatrze" (1986, Interferon čili O divadle), "Cięcie strzałkowe" (1988, Sagitalní řez), "Syndrom zanikowego płuca" (l990, Syndrom mizející plíce). Stąd być może bierze się też przekonanie, że wiersz powinien charakteryzować się obiektywizmem i dyscypliną intelektualną. Nie przypadkiem czeski krytyk Bohumil Svozil zatytułował swoją książkę o twórczości Holuba "Wola poezji intelektualnej" (Vůle k intelektualní poezii, Praha 1971). Pisał w niej: "swymi najlepszymi wierszami o charakterze intelektualnym Holub poszerzył nasze dotychczasowe wyobrażenie o poezji w sposób wyraźnie bardziej istotny niż jego rówieśnicy, partnerzy z grupy poetyckiej".

Pierwszy tom wierszy poety nosił tytuł "Dyżur dzienny" (1958, Denní služba). Słowo denní można jednak przetłumaczyć inaczej - "codzienny". Holubowi chodziło tu o pochwałę codziennego, nieefektownego wysiłku człowieka, zwyczajnych czynności, które tworzą zasadniczą treść życia. Kolejny tom, "Achilles i żółw" (1960, Achilles a želva), obok innych utworów zawiera znakomity wiersz o kapralu, który przebił Archimedesa i: "Pod karą / ćwiartowania / zakazał liczb / powyżej trójki". Potem przyszło jeszcze kilkanaście książek: tomów i wyborów wierszy, esejów, felietonów, aforyzmów, reportaży z Ameryki, między innymi "Elementarz" (1961, Slabikář), "Całkiem niesystematyczna zoologia" (1963, Zcela nesoustavná zoologie), "Tak zwane serce" (1953, Tak zvané srdce), "Aczkolwiek" (1969, Ačkoli), "Wydarzenia" (1971, Události), "Przeciwnie" (1982, Naopak), "Beton" (1970), "Leciało się" (l994, Ono se letělo). Ponadto Holub zajmował się przekładami poetyckimi, tłumaczył między innymi poezję polską, razem z Vlastą Dvořačkovą wydał w 1965 r. wybór wierszy Zbigniewa Herberta.

W cytowanym już szkicu Holub pisał jeszcze:

"Byłem w samolocie, w którym sto kilometrów od lotniska Kennedy’ego w Nowym Jorku wybuchł pożar. Wszędzie pełno dymu, panika, krzyki i lamenty, nerwowe polecenia kapitana, wypadły maski tlenowe. Moją pierwszą myślą było: no, tak, to już. Ale natychmiast pojawiła się druga: nie, jeszcze na pewno nie. Było to bardzo intymne, ciche i wszechmocne »nie«.

I było to również ostateczne »nie«, przynajmniej jak dotąd".

Ta jakże poetycka obrona przed śmiercią, obrona streszczona w króciutkim słowie "nie", w lakoniczne bardzo twarde i zdecydowanej negacji, skutkowała. Do 14 lipca 1998 roku.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć obiektywizm poeta Miroslav Holub Praga Model człowieka Václav Havel Czech