reklama

Bez chęci do życia

Jak pandemia i wywołana nią izolacja wpłynęły na naszą psychikę? Czy grozi nam „narodowa” depresja?

Jak pandemia i wywołana nią izolacja wpłynęły na naszą psychikę? Czy grozi nam „narodowa” depresja? O jej objawach i działaniach sprzyjających zdrowiu psychicznemu - w rozmowie z psycholog Anną Morawską-Borowiec, prezes Fundacji „Twarze depresji”.

Mija rok od pierwszych doniesień o nowym groźnym wirusie. Jak pandemia Covid-19 wpłynęła na naszą psychikę? Czy po narodowej kwarantannie grozi nam „narodowa” depresja?

W porównaniu z rokiem poprzednim, w 2020 r. liczba zachorowań na depresję wzrosła dwukrotnie. Co ciekawe, grupą z największą liczbą chorych są ludzie młodzi, w przedziale wiekowym 16-24 lata. Na drugim miejscu plasują się seniorzy, a więc osoby po 55 roku życia będące w grupie szczególnego ryzyka, zarówno jeśli chodzi o zachorowanie na koronawirusa, jak i depresję.

Pandemia wpływa na obniżenie nastroju Polaków niezależnie od wieku czy wykonywanego zawodu. Ostatnie miesiące bez wątpienia okazały się obciążające dla wszystkich grup wiekowych: począwszy od dzieci, które z powodu ograniczeń nie mogły pójść do przedszkola czy na plac zabaw, przez uczniów objętych zdalną nauką, a tym samym odciętych od relacji z rówieśnikami, które są przecież rozwijające i pozytywnie wpływają na samopoczucie, i dorosłych, którzy na skutek lockdownu utracili pracę albo ich firmy są zagrożone bankructwem, po seniorów skazanych na przymusową izolację, którzy od początku pandemii słyszą: „zostań w domu!”, bo „jesteś w grupie ryzyka i jeśli się zarazisz, to możesz umrzeć”. Taki przekaz płynie m.in. z mediów i sprawia, że ludzie się załamują. Obserwujemy wzrost zachorowań na depresję i obawiamy się przełożenia na wzrost liczby samobójstw. Myśli samobójcze są bowiem jednym z kluczowych objawów tej choroby i dlatego nieleczona depresja w części przypadków kończy się dramatycznie.

Przed pandemią byliśmy tak zapracowani, że marzyliśmy o odpoczynku i czasie z bliskimi. Nagle - dosłownie z dnia na dzień - zostaliśmy oddelegowani do pracy i nauki zdalnej, a tym samym zamknięci w czterech ścianach domów. Wydawałoby się, że czas izolacji pozytywnie wpłynie na rodzinne więzi. Tymczasem nie brakuje głosów, że ostatnie miesiące to trudny test dla relacji małżeńskich i rodzicielskich.

Izolacja od ludzi i nieustannie straszenie, że jeśli będziemy się spotykać, zarazimy siebie i narazimy na zachorowanie naszych bliskich, to bez wątpienia doświadczenie bardzo obciążające psychikę. Okazuje się, że spędzanie ze sobą - rodzice z dziećmi, a często też dziadkami - 24 godzin na dobę, dzień po dniu, w połączeniu z lękiem o ewentualne zachorowanie, jak również utrzymanie pracy, zapewnienie bytu rodzinie oraz niepewnością co do przyszłości, wzmaga frustrację. A złość i rozgoryczenie odbijają się zawsze na tych, którzy są najbliżej. W sytuacji przymusowej izolacji jest to rodzina.

I tak oto pandemia w sposób brutalny odbiła się na wzajemnych relacjach. Niejednokrotnie zamiast pogłębienia miłości mamy do czynienia z narastaniem kryzysów.

Tyle że często te spory i frustracje nie wynikają z tego, że ludzie się nie kochają, tylko z nadmiaru stresu i złych emocji związanych nie z życiem rodzinnym, ale lękiem o pracę, zdrowie itd. Wcześniej dobrym miejscem do wyładowania negatywnych emocji były np. siłownie. Teraz zostały zamknięte, a przecież sport jest ważny dla zdrowia. Nie dajmy zamknąć się w czterech ścianach. Ćwiczenia na świeżym powietrzu, bieganie czy spacer do lasu, gdzie jest najzdrowsze powietrze, to podstawa naszego dobrostanu psychicznego. Zachęcam, by każdy znalazł własną przestrzeń dbania o dobre samopoczucie.

Nie lada wyzwaniem, z jakim musieliśmy zmierzyć się w czasie pandemii, okazała się praca zdalna. Liczyliśmy na chwilę oddechu od codziennego zabiegania, a pojawiają się sygnały, że przymus siedzenia w domu pozbawia nas motywacji m.in. do dbania o swój wygląd.

Wydawało się, że zdalna praca to jeden z nielicznych plusów pandemii. Część osób marzyła, by nie musieć wstawać przed świtem i stać w korkach w drodze do biurowców, w których spędza większość dnia... I kiedy marzenie się ziściło, nagle okazało się, że czują się głęboko nieszczęśliwe. Wielu ludzi nie odnajduje się w rzeczywistości pracy zdalnej. Bywa, że wręcz nie wstają z łóżka, siedząc w pościeli z laptopem do późnych godzin wieczornych.

Tymczasem - co warto podkreślić - wielogodzinna praca z komputerem w łóżku wpływa na bezsenność. Badania pokazują, że co piąty Polak w czasie pandemii ma problemy ze snem i po części są to osoby, które pracują zdalnie. Łóżko naszemu mózgowi powinno kojarzyć się wyłącznie ze snem! Nie należy przesiadywać w pościeli z laptopem, telefonem ani nawet książką. Do sypialni chodzimy tylko spać.

O czym jeszcze powinniśmy pamiętać?

By - bez względu na okoliczności - wstać rano z łóżka, ubrać się, zjeść posiłek, pójść na spacer... Należy wprowadzić schemat dnia i stosować się do przyjętych wytycznych. Dbałość o te - wydawałoby się z pozoru - drobiazgi jest ważna, ponieważ nieubranie się, praca w łóżku czy niejedzenie to w dłuższej perspektywie pracowanie na depresję. I dlatego dbając o zdrowie fizyczne, tj. nosząc maseczkę, zachowując dystans i dezynfekując ręce, powinniśmy troszczyć się także o zdrowie psychiczne - dbać o siebie i mieć pasje.

Posiadanie hobby jest bardzo ważne! Utrata zainteresowań to jeden z poważnych objawów depresji. Jeżeli z powodu pandemii realizacja naszej pasji okazuje się niemożliwa, warto znaleźć zastępcze zajęcie, które sprawi nam chociaż trochę radości. Wydawać by się mogło, że zachęta do posiadania hobby w czasie, gdy ludzie walczą o życie, to banał. Jednak, proszę mi wierzyć, pasja w czasie izolacji, skupienie się na zajęciu, które jest źródłem satysfakcji, to podstawa.

Jest Pani pomysłodawczynią kampanii społecznej „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”. Jak nie pomylić depresji z chwilowym, np. spowodowanym pandemią, spadkiem psychicznej formy?

Depresja to nie tylko obniżony nastrój, smutek, płaczliwość, ale też brak energii. Innymi słowy: nie mamy sił, by wstać z łóżka, zaparzyć sobie herbatę, przygotować posiłek. Ten brak energii można porównać do samochodu z wyjętym silnikiem. Depresja odbiera napęd do życia. Najgorsze, co można powiedzieć człowiekowi w depresji, to „weź się w garść”. Bo on już jest w garści - tyle że depresji. I potrzebuje leczenia.

W kampanii, którą zainicjowaliśmy: „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”, od pierwszej edycji mówimy o tym, że najskuteczniejszym sposobem walki z depresją jest połączenie farmakoterapii i psychoterapii. Jeśli chorujemy na depresję, zgłaszamy się po pomoc do lekarza psychiatry (nie jest potrzebne skierowanie na wizytę). Specjalista, który ma najlepszą wiedzę o możliwych lekach wskazanych do leczenia tej choroby, decyduje też, czy skierować pacjenta na psychoterapię. W ramach NFZ na terapię potrzebne jest skierowanie, ale może wystawić je zarówno psychiatra, jak i lekarz rodzinny.

Czego jeszcze nie wiemy o depresji?

Trzy podstawowe objawy depresji, na które trzeba zwrócić uwagę, to: smutek, brak energii i utrata zainteresowań. Do grupy symptomów kwalifikują się też: brak apetytu, gorsza samoocena, czarnowidztwo, wspomniane problemy ze snem i - w najpoważniejszym stadium - myśli samobójcze. Jeśli objawy kliniczne utrzymują się powyżej dwóch tygodni, jest to powód do niepokoju i wskazówka do wizyty u specjalisty. Trzy dni gorszego samopoczucia, kiedy nie mamy ochoty z nikim się spotykać, to jeszcze nie depresja. Obecnie - w czasie pandemii oraz stresu towarzyszącego izolacji i niepewności co do przyszłości - spadek psychicznej formy jest zjawiskiem absolutnie zrozumiałym.

Na naszej stronie www.twarzedepresji.pl znajdą Państwo informacje zarówno na temat odmian, a więc „twarzy” depresji, jak i jej leczenia. Do pobrania jest bezpłatny magazyn o leczeniu depresji w czasie pandemii. Publikujemy także świadectwa znanych osób - naszych ambasadorów, w tym aktorów i sportowców, którzy poradzili sobie z tą chorobą. Depresja może dotknąć każdego z nas: bez względu na wiek, płeć czy status społeczny. Według szacunków na świecie zmaga się z nią obecnie 350 mln ludzi. W Polsce przed pandemią na depresję chorowały 2 mln osób. Ostatnie dane wskazują, że cierpiących na nią może być już dwukrotnie więcej.

Jak chronić się przed depresją? Jakie działania pozwolą utrzymać w zdrowiu naszą psychikę?

Kluczową kwestią jest budowanie poczucia własnego szczęścia. Powinniśmy otaczać się ludźmi, którzy sprawiają, że czujemy się kochani i szanowani, a jednocześnie musimy być czujni wobec tego, co podcina nam skrzydła i - w miarę możliwości - umieć trzymać dystans wobec toksycznych relacji.

Ważnym czynnikiem chroniącym przed zachorowaniem na depresję jest troska o swoje pasje i rozwój osobisty. Zdrowiu psychicznemu sprzyja też dotlenianie, czyli pobyt na świeżym powietrzu. Nieprzypadkowo mówi się, że sport to zdrowie! W trakcie ruchu, choćby spaceru, w organizmie wytwarzają się endorfiny zwane hormonami szczęścia. Nie możemy zaniedbywać się ani psychicznie, ani fizycznie. Po prostu: dbajmy o siebie, a to pozwoli nam na zdrowe i satysfakcjonujące życie.

Dziękuję za rozmowę.

Echo Katolickie 1/2021

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

Materiały z serwisu opoka.org.pl wprost na Twoją skrzynkę e-mail

Zamów

reklama