Obrazy braku poczucia własnej wartości - Paralityk

Fragmenty książki "Rozwijać POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI - przezwyciężać bezsilność"

Obrazy braku poczucia własnej wartości - Paralityk

Anselm Grün OSB

Rozwijać POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI - przezwyciężać bezsilność

PORADNIK

ISBN: 978-83-60703-06-9

wyd.: Wydawnictwo SALWATOR 2007



Paralityk

Jezus uzdrawia paralityka, którego czterech mężczyzn przyniosło i spuściło przez otwór w dachu tuż przed Jego stopami (Mk 2, 1-12). Rozpoznaje, że paraliż nie tylko jest zewnętrzny, ale wynika z postawy wewnętrznej chorego. Dlatego najpierw przebacza mu grzechy. Paralityk musi najpierw zmienić swoją postawę wewnętrzną, zanim jego ciało będzie mogło zostać uzdrowione. Ludzie, którzy cierpią na brak poczucia własnej wartości, czują się często sparaliżowani. W obecności innych są zablokowani. Nie mogą wyjść z siebie. Nie mają odwagi wypowiedzieć swojego zdania. Dają innym tyle władzy nad sobą, że są pełni zahamowań, obawiają się odezwać, będąc w grupie. Boją się, że nie byłoby to dobre, że inni mogliby się z tego śmiać. Tak jak paralityk, nie są sobą. Stale patrzą na innych, zastanawiają się, jak odbiorą ich słowa, gesty, zachowanie, jaki oni mogą mieć na nich wpływ. Często wmawiają sobie, że drudzy stale myślą o nich, że się z nich śmieją i źle o nich mówią. Wszystko, co dostrzegają w ich reakcjach, natychmiast odnoszą do siebie. To ich paraliżuje.

Pewna kobieta chodzi dookoła i czuje się przez wszystkich oceniana. Najchętniej uciekłaby przed spojrzeniami innych. W rzeczywistości nikt na nią nie patrzy. Często ludzie bez wiary w siebie twierdzą, że inni ich obserwują, że wciąż o nich mówią. Ktoś jedzie pociągiem i sądzi, że młodzi ludzie, którzy siedzą obok, śmieją się z niego. W rzeczywistości mają inne powody do śmiechu. Jeśli ktoś nie jest ze sobą, odnosi wszystko do siebie. Inni mówią o mnie, obserwują mnie, widzą, jak bardzo jestem niepewny. Zastanawiają się nade mną, prześladują mnie. Sam to przeżyłem, kiedy po święceniach i obronie doktoratu z teologii rozpocząłem studia na wydziale ekonomii i zarządzania - byłem całkowicie zdezorientowany i nie czułem się dobrze. Jazda tramwajem na uniwersytet była dla mnie zawsze nieprzyjemna. Ciągle myślałem, że wszyscy się na mnie gapią. Nie byłem sobą. Jedynym ratunkiem było zagłębienie się w skrypt i niezwracanie uwagi na innych. Nic nie pomagało wmawianie sobie, że przecież żaden z pasażerów mi się nie przygląda. Musiałem stale sobie powtarzać: "A jeśli nawet mnie obserwują, to ich problem. Ja to ja". To z czasem pomogło mi stać się bardziej niezależnym od innych.

U pewnej kobiety niskie poczucie własnej wartości wyrażało się tym, że czuła się stale kontrolowana przez swojego męża. Zapytałem, czy mąż rzeczywiście ją kontroluje, czy ona to sobie tylko wmawia i każdą uwagę męża odbiera od razu jako krytykę. Ponieważ nie ma wiary w siebie, każde słowo męża oznacza dla niej naganę i odrzucenie. Wtedy czuje się sparaliżowana. Ma wrażenie, że mąż jej nie szanuje. W rzeczywistości sama nie szanuje siebie. Nie ma w niej odwagi. Cierpi, że ludzie nie traktują jej poważnie. W rzeczywistości jest inaczej. Tylko dlatego że sama się nie ceni, uważa, że inni jej nie doceniają. Ponieważ sama nie traktuje się poważnie, czuje, że inni jej nie poważają. Jeśli oboje małżonkowie mają niskie poczucie własnej wartości, najczęściej nie potrafią konstruktywnie rozwiązywać konfliktów. W trakcie kłótni każdy z nich czuje się zaatakowany przez drugiego i musi natychmiast się bronić oraz tłumaczyć. Byle krytyczna uwaga powoduje, że tracą grunt pod nogami i muszą usilnie bronić swego. Każdy z nich boi się przegrać i dlatego stale musi tego drugiego ranić. W ten sposób powstaje straszne zamieszanie, wieczna walka w okopach, mimo że partnerzy nadal się kochają.

Jezus leczy paralityka, wzywając go: "Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!" (Mk 2, 11). Tym nakazem zmusza paralityka, by ten przestał krążyć wokół siebie, rozmyślać, czy aby przypadkiem potrafi dobrze chodzić i prosto stać. Takie roztrząsanie przeszkadza tylko w tym, aby paralityk stanął na nogi.

Kiedyś prowadziłem kurs dla psychologów o psychologicznej interpretacji Pisma; byli zachwyceni konfrontacyjną metodą terapii Jezusa. Jeden stwierdził, że najważniejszym uznanym zadaniem psychologii jest zrozumienie innych. Ale on czuje, że samo zrozumienie to za mało. Zatęsknił za konfrontacyjną metodą Jezusa. Poprzez konfrontację Jezus pozbawia chorego iluzji. Nie pozostawia mu żadnego wyjścia, każe oprzeć się na własnej prawdzie. Paralityk nie może już się niczym łudzić. Teraz nie pozostaje mu nic innego, jak tylko wstać. Nosze jako symbol choroby musi wziąć pod pachę i nieść.

Wszyscy chętnie pozbylibyśmy się naszych zahamowań i niepewności. Denerwujemy się z powodu naszego paraliżu i chętnie byśmy wstali. Ale wstajemy tylko wtedy, gdy jesteśmy pewni, że inni nie zauważą naszych słabości i zahamowań. Natomiast Jezus wzywa nas do zaakceptowania naszych zahamowań, poniekąd każe wziąć je, pobawić się nimi, zamiast pozwolić im na sparaliżowanie nas. Nosze, które niesiemy pod pachą, przypominają nam i innym, że nadal jesteśmy niepewni i zahamowani. Lecz już nie leżymy powaleni chorobą. Akceptujemy siebie i nie pozwalamy, aby miała decydujący wpływ na nasze życie.

opr. aw/aw

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama