Pan Jezus, na szczęście, nie ustąpił!

„A może jeszcze wy chcecie odejść?” – to pytanie Jezusa nie straciło nic ze swojej aktualności. W najnowszym felietonie dla Opoki o. Jacek Salij OP przypomina, że kryzysy wiary towarzyszą Kościołowi od początku jego istnienia. Rozważając reakcję uczniów na zapowiedź Eucharystii oraz odpowiedź św. Piotra: „Panie, do kogóż pójdziemy?”, dominikanin pokazuje, dlaczego Chrystus nigdy nie rezygnuje z prawdy, nawet wtedy, gdy wielu odwraca się od Niego.

To było radykalne zwątpienie, jakie ogarnęło Jego uczniów oraz wielu innych, którzy pod wpływem cudu nakarmienia na pustyni tysięcy ludzi byli już prawie gotowi uwierzyć, że On jest obiecanym przez Boga Mesjaszem. Zraziły ich do Jezusa Jego słowa, że On zamierza karmić swoich wyznawców własnym Ciałem i Krwią. Wypowiedział je bardzo stanowczo:

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6,53).. 

Słowa te zaniepokoiły wielu spośród tych, którzy prawie już w Niego uwierzyli. Chociaż dopiero co byli świadkami cudownego rozmnożenia chleba, chociaż na własne oczy widzieli wiele innych cudów Jezusa, teraz wiara w Niego zaczęła się w nich załamywać.

„Twarda jest ta mowa, któż jej może słuchać?" – odnotował Ewangelista reakcje słuchaczy, do niedawna zafascynowanych Jezusem. Kryzys okazał się bardzo poważny: „Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło".

Gdyby Pan Jezus był tylko zwyczajnym człowiekiem i głosił tylko ludzką mądrość, zapewne uznałby to za swoją klęskę i próbowałby zmniejszyć jej rozmiary. Może złagodziłby w swojej nauce to, co dla ludzi było najtrudniejsze do przyjęcia. Może próbowałby ich przyciągnąć do siebie jakimiś nowymi cudami, może zacząłby się im przypochlebiać.

Jednak On przyszedł do nas, żeby nas doprowadzić do życia wiecznego. Nie da się nawet wyobrazić, że Bóg mógłby pod wpływem zbiorowego niedowiarstwa cofnąć zakładanemu przez siebie Kościołowi dar swojego Ciała i Krwi, dar będący pokarmem na życie wieczne. Ludzkie niedowiarstwo nie mogło przecież przekreślić Bożej wspaniałomyślności.

Toteż kiedy z powodu obietnicy Eucharystii słuchacze zrazili się do Jezusa i zaczęli masowo od Niego odchodzić, On nie próbował dostosować swojej obietnicy do naszej małoduszności, ażeby w ten sposób przytrzymać przy sobie odchodzących. Wręcz przeciwnie. Zwrócił się wtedy do tej nielicznej garstki, która przy Nim została, z zapytaniem: „A może jeszcze wy chcecie odejść?"

Warto zobaczyć to możliwie całym sercem, że kiedy ludzie odchodzą od Boga, Pan Bóg nic przez to nie traci. Podobnie jak Pan Bóg nie staje się bogatszy ani mocniejszy przez to, że my do Niego przychodzimy, i chcemy do Niego należeć i Go kochać. To my Pana Boga potrzebujemy. On jest źródłem naszego istnienia, i wszelkiego dobra i piękna, w Nim możemy znaleźć ostateczny sens naszego życia. Tylko u Niego można znaleźć ten pokój i radość, których świat dać nie może.

Intuicyjnie wyczuł to apostoł Piotr, ten sam Piotr, który niedawno, jako pierwszy z apostołów i w imieniu ich wszystkich wyznał wiarę w Jezusa. Kiedy teraz Jezus zapytał:  „A może jeszcze wy chcecie odejść?", Piotr spontanicznie odpowiedział pamiętne słowa: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga" (J 6,69). Słowa te Piotr wypowiedział w momencie niemal powszechnego zwątpienia, kiedy przy Jezusie wytrwali tylko nieliczni.

Sytuacje podobne powtarzały się w dziejach wielokrotnie. Również dzisiaj trwanie przy Jezusie dla wielu członków naszej wspólnoty wiary nie jest czymś oczywistym. Niekiedy o wiele łatwiej jest w Jezusa zwątpić i od Niego odejść. Na przykład szerzy się dzisiaj obyczaj podejmowania życia małżeńskiego bez zawierania małżeństwa. Wielu tłumaczy się: „takie dzisiaj czasy, nic się na to nie poradzi". A przecież jeżeli postanawiacie wspólnie zamieszkać i łączycie się, chociaż Bóg was nie połączył; jeżeli podejmujecie taki rodzaj życia, w którym nie wolno wam przystępować do sakramentów świętych – świadomie i dobrowolnie odchodzicie w ten sposób od Chrystusa.

Niektórzy z nas, niestety, odchodzą dzisiaj od Jezusa w taki sposób, że dają sobie przyzwolenie na łamanie któregoś z Bożych przykazań. Nieraz znów odejście zaczyna się od tego, że zaczynam patrzeć na Kościół od zewnątrz, przeważnie krytycznie, tak jakby Kościół nie był moją wspólnotą wiary. Otóż jeżeli zapominam o tym, że Kościół jest moją duchową matką i nauczycielką, łatwo może się to skończyć tym, że Kościół faktycznie staje się dla mnie coraz bardziej obcy.

Już nad Dzieciątkiem Jezus starzec Symeon zawołał: „Oto Ten dany jest na upadek i na powstanie wielu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą" (Łk 2,34). W każdym kolejnym pokoleniu jedni do Jezusa się zrażają i od Niego odchodzą, inni do Niego przychodzą i kochają Go coraz więcej, a kiedy widzą odejścia innych, oni trzymają się Jezusa tym więcej. Trwają przy Jezusie, ponieważ uwierzyli i poznali, że On jest Zbawicielem ludzi i nie dano nam pod niebem innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..