Wirtualny Kościół?

Polska religijność przeniosła się dzisiaj w znacznej mierze w świat wirtualny. Taka była w wielu przypadkach konieczność.

Polska religijność przeniosła się dzisiaj w znacznej mierze w świat wirtualny. Taka była w wielu przypadkach konieczność.

Życie religijne w Polsce długo jeszcze może nie wrócić do normy. Minister zdrowia prof. Łukasz Szumowski mówi o kilkunastu miesiącach, a nawet dwóch latach, podczas których możemy być skazani na ograniczenia związane z pandemią. Uwolnić nas od niej może wynalezienie szczepionki. Albo cud. Bóg w swoim miłosierdziu tak może pokierować dziełem stworzenia, że wirus zmutuje i przestanie być groźny dla człowieka. W roku obchodów stulecia Cudu nad Wisłą nie musimy daleko szukać przykładów, jak Bóg potrafi odwracać bieg tego, co wydaje się nieuchronne. Do cudu potrzeba jednak wiary.

Polska religijność przeniosła się dzisiaj w znacznej mierze w świat wirtualny. Taka była w wielu przypadkach konieczność. Dlatego trzeba podejść z uznaniem do wielu inicjatyw podejmowanych w mediach, które umożliwiają ludziom choćby zapośredniczony udział w liturgii Kościoła. Przy okazji pojawia się jednak cienka linia, której nie wolno przekroczyć, jeśli w imię „nowoczesności” nie chcemy naszej wiary narażać na śmieszność. Bo lepiej chyba wcale nie robić tego, co nie jest do zbawienia koniecznie potrzebne, niż rozmywać granice między religią i zabawą. A i tak się zdarza.

Jeden z duszpasterzy akademickich nie wziął na wyjazd ze studentami paramentów liturgicznych. Do odprawiania Mszy Świętej na ławce w przedszkolnej salce użył więc szklanki i talerzyka, a krzyż zrobił… z klocków Lego. Właśnie to ostatnie najbardziej zgorszyło młodzież. Bo brak kielicha i pateny uznali za niedbalstwo księdza, ale użycie krzyża z klocków było już dla nich zabawą, która nie przystoi dorosłym. Mam podobne odczucia wobec organizatorów „wirtualnych procesji” i „wirtualnych święconek”. Po co to komu? Co by było, gdyby ich szefowie zamiast przelewu na konto wysłali im „wirtualną pensję”, czyli zdjęcia wypchanych banknotami kopert?

Nawet w sytuacji nadzwyczajnej jak dzisiejsza w przeżywaniu wiary trzeba uważać, aby nie została ona pomniejszona ową wirtualnością. Zwrócił na to uwagę w piątek oktawy wielkanocnej papież Franciszek, ostrzegając przed „zwirtualizowaniem” Kościoła, sakramentów i ludu Bożego. Jego słowa przytaczają u nas o. Dariusz Kowalczyk SJ i Anna Meetschen.

Sposobów obrony wiary i Kościoła przed „zwirtualizowaniem” jest wiele. Zacznijmy od codziennej lektury Pisma Świętego – nie tylko w Niedzielę Biblijną. W Słowie Bożym nabożnie czytanym obecny jest Bóg. Soborową naukę o dwóch stołach – Słowa Bożego i Eucharystii – przypomniał św. Jan Paweł II liście Mane nobiscum Domine. Kiedy więc dostęp do Eucharystii jest wciąż ograniczony, realnie bądźmy bliżej stołu Słowa Bożego. Polecam w tym numerze artykuł ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, który pomoże w głębszym spojrzeniu na Biblię. Kolejna sprawa to modlitwa rodzinna. Chrystusowe zapewnienie: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20) w szczególny sposób odnosi się do sakramentalnego małżeństwa i rodziny. Także o innych sposobach przeżywania religijności w rodzinie pisze u nas o. Jacek Salij OP

Od minionego poniedziałku pojawiła się jeszcze jedna możliwość – bodajże najważniejsza. Zwiększono dozwoloną liczbę uczestników liturgii, nie tylko w niedzielę, ale także w dni powszednie. „Dyspensa od obowiązku chodzenia do kościoła w niedziele i święta nie oznacza zwolnienia z obowiązku uczestniczenia w Eucharystii. To nie oznacza wakacji od Pana Boga” – powiedział w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia abp Stanisław Gądecki, przerażony perspektywą trwałego odizolowania większości społeczeństwa od możliwości osobistego uczestnictwa we Mszy Świętej. Dlatego warto, aby ci, którzy mimo zwiększenia limitów nie zmieszczą się w kościołach w niedziele, pomyśleli, czy nie mogliby wziąć udziału w Eucharystii w innym dniu tygodnia.

Wychodzenie z wirtualnego świata dotyczy również naszego tygodnika. Od 22 kwietnia „Idziemy” znowu ukazuje się w wersji drukowanej. Przez pewien czas gratisowe pobieranie tygodnika ze strony www.idziemy.pl także będzie możliwe. Dziękujemy wszystkim naszym Przyjaciołom, którzy pomogli nam przetrwać trudne tygodnie, kiedy nie mogliśmy prowadzić sprzedaży. Tym razem szczególnie chcę podziękować Księdzu Biskupowi Romualdowi Kamińskiemu, który z własnych oszczędności wyrównał połowę długów jednej z warszawsko-praskich parafi i wobec naszej redakcji. I Księdzu Prałatowi Jerzemu Mackiewiczowi z Mińska Mazowieckiego, który, również z własnych oszczędności, pokrył czteroletnie zadłużenie jednej z podmińskich parafii wobec „Idziemy”. Tak wygląda realne, a nie wirtualne spełnienie wezwania św. Pawła: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Gal 6,2).

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama