Nagroda na czasie. Warto dziś przypomnieć sobie o determinacji uczniów z Włoszczowy

Obserwując deklaracje polityków lewicy nie można wykluczyć, że usuwanie krzyży z miejsc publicznych może się powtórzyć. I wtedy warto przypomnieć sobie o młodych ludziach, którzy w obronie symbolu Męki Pańskiej strajkowali w czasach znacznie bardziej brutalnych i nieprzewidywalnych niż obecne – pisze felietonista Opoki Piotr Semka.

Nagroda imienia ks. biskupa Romana Andrzejewskiego to forma uhonorowania osób zasłużonych na rzecz rozwoju kulturalnego i gospodarczego wsi i małych miast. Statuetka nagrody to trzy kłosy zboża. Niedawno miałem okazję uczestniczyć w uroczystości wręczenia nagrody w siedzibie Episkopatu Polski – dokładnie w dwadzieścia lat po jej ustanowienia przez fundację Solidarna Wieś i tygodnik rolników „Obserwator”.

W tym roku nagroda trafiła do zespołu szkół nr 3 we Włoszczowy. Kolegium nagrody postanowiło uczcić w ten sposób czterdziestą rocznicę strajku młodzieży w tej szkole, w obronie zdejmowanych ze ścian krzyży w grudniu 1984 roku. Uhonorowano też fakt, że tradycja szacunku dla tamtego zrywu uczniów jest we włoszczowskiej szkole troskliwie pielęgnowana.

Sam mam osobiście bardzo dramatyczne wspomnienia związane z tamtym czasem. W 1984 roku uczęszczałem do III Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku, w którym podjęliśmy akcję solidarności z uczniami we Włoszczowej.

W naszej szkole też zdejmowano wówczas krzyże ze ścian i jeszcze dobrze pamiętam Mszę w kościele św. Brygidy w Gdańsku, po której powiesiliśmy wszystkie zdjęte krzyże w jednej z bocznych kaplic tej „solidarnościowej” świątyni. Pamiętam też aresztowania, które dotknęły dwójkę naszych rówieśników Tomasza Małkowskiego i Paulę Junkę, którzy uznani zostali przez bezpiekę za inspiratorów protestów.

I w chwili gdy obserwowałem na scenie sali Episkopatu Polski, młodych szesnasto-siedemnastoletnich uczniów szkoły z Włoszczowej, którzy przygotowali wieczór muzyczno-recytatorski upamiętniający wydarzenia sprzed czterdziestu lat, dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak młodych ludzi wówczas dotykały represje SB. Jak wielki był ich poziom odwagi i dojrzałości, gdy stawali wobec grozy zatrzymań, rewizji, a nawet aresztów.

Gdy po 1989 roku powstał już Instytut Pamięci Narodowej, sam próbowałem dotrzeć do akt bezpieki z tamtych czasów. Ciekawy byłem jak nasze ówczesne licealne protesty były interpretowane przez tajną policję PRL. Jak się okazało, tzw. esbecka sprawa obiektowa „Edukacja”, która obejmowała wówczas protesty w gdańskich liceach, nie znajdowała się w ewidencji archiwów. Archiwista IPN, który już dosyć dobrze znał zasoby pozostałe po gdańskiej SB wyjaśnił krótko: „Sprawy dotyczące inwigilacji liceów palono w 1990 roku jako pierwsze”. Dlaczego akurat te? – zapytałem. Pracownik IPN odpowiedział: „Nawet w bezpiece uważano śledztwa przeciwko nastolatkom za wyjątkowo śmierdzące”. Bardzo często efektami przesłuchań i aresztów były załamania psychiczne, trwałe uszkodzenie psychiki czy próby samobójcze. Nic dziwnego, że takie akta pierwsze trafiały „do pieca”. Na skutek bezczynności premiera Tadeusza Mazowieckiego ogromna część dokumentacji dotyczącej walki z najmłodszym pokoleniem opozycjonistów epoki Jaruzelskiego utracona została bezpowrotnie. Ten zapał w paleniu akt zapewnił wielu esbekom bezkarność, w ramach której nigdy nie odpowiedzieli za dręczenie uczniów.

I dlatego taka nagroda jak tegoroczna dla Zespołu Szkół we Włoszczowy jest ważna. Bo przypomina o odwadze najmłodszych, która rzadko bywa przypominana przy okazji kolejnych rocznic wprowadzenia stanu wojennego. Ale jest jeszcze drugi aktualny wymiar nagrody dla szkoły we Włoszczowy.

Raptem parę miesięcy temu nowo mianowany wojewoda lubelski  Krzysztof Komorski demonstracyjnie rozkazał po objęciu urzędu zdjąć krzyż zawieszony w urzędzie. Wybuchł skandal i wojewoda przeprosił wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Jak tłumaczył, że jedynie przeniósł krzyż z reprezentacyjnej sali w inne miejsce urzędu. Mało kto uwierzył w te wyjaśnienia. Spekulowano, że to raczej ktoś z Warszawy chcąc zatuszować skandal kazał wojewodzie wycofać się z takich demonstracji. Ale obserwując deklaracje polityków lewicy nie można wykluczyć, że usuwanie krzyży z miejsc publicznych może się powtórzyć. I wtedy warto przypomnieć sobie o determinacji uczniów z Włoszczowy. Młodych ludzi, którzy w obronie symbolu Męki Pańskiej strajkowali w czasach znacznie bardziej brutalnych i nieprzewidywalnych niż obecne. Czy nam teraz starczy tyle samo odwagi w obronie symboli wiary? Czym ryzykowali wtedy oni, a czym ryzykujemy dziś my?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama