Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Józefa Hennelowa

CHRZEŚCIJAŃSTWO PRZEZ PRYZMAT ŻWIROWISKA



Spróbujmy to sobie wyobrazić, bo rzecz nie jest wcale nieprawdopodobna. Oto przybysz z daleka, wychowany z dala od kultury europejskiej, staje nagle przed ogrodzeniem placyku przylegającego do murów byłego obozu koncentracyjnego. Widzi coś, co go zainteresowało. Próbuje zrozumieć. Czy uda mu się to drogą kolejnych pytań zadawanych ludziom stojącym obok niego albo krzątającym się po placyku, na który patrzy? Widzi wznoszący się nad terenem kształt skrzyżowanych belek, cały we wstęgach i tablicach, i dziesiątki jego replik, różnych rozmiarami, o różnej staranności wykonania, rozmieszczone chaotycznie, niektóre właśnie przywożone w niedomkniętym bagażniku samochodu albo akurat wnoszone na placyk. Powiedziano by mu, że ten kształt to krzyż, symbol wiary chrześcijańskiej. Dlaczego w aż tylu egzemplarzach? Powiedziano by mu, że krzyży będzie tyle, ile ofiar poniosło tutaj śmierć któregoś dnia okupacji. Obcy, chcąc zrozumieć, zapytałby zapewne, czy wszędzie w ten właśnie sposób czcimy śmierć niewinnych, odliczając symbol chrześcijaństwa stosownie do liczby zabitych. Usłyszałby wtedy, że nie, że gdzie indziej wystarczą nam skromne znaki pamięci, pomniki i krzyże na grobach, jeśli te groby znamy, ale tutaj sytuacja jest zupełnie wyjątkowa, bo krzyża trzeba bronić. Być może zacząłby już wtedy domyślać się, że punkt ciężkości całej sprawy, na którą patrzy, nie leży w samym symbolu chrześcijaństwa (dlaczego jest to symbol, zapyta dopiero za chwilę...), lecz w geograficznym miejscu, na którym leżą, stoją i piętrzą się te wszystkie wielkie i małe znaki. Miejsce zaś - to także musiałoby zostać wyjaśnione - wybrane zostało nie tyle przez istotę dawnych wydarzeń - lecz przez zbieg okoliczności. Pytający skupiłby się więc na słowie-kluczu: "bronić", "obrona". Co krzyżowi zagraża? Wróg. Tu padną po raz pierwszy imiona i nazwiska. Co jednak stanowi tę groźbę: zbezczeszczenie, zniszczenie? Tutaj już trudno być pewnym, jakie padłyby odpowiedzi. Zapewne obcy usłyszałby, że sam zamiar uczynienia czegokolwiek z symbolami - odsunięcia ich czy innego rozmieszczenia, musi podpaść pod pojęcie zagrożenia, bo nikomu obcemu nie wolno mieć wobec krzyża jakichkolwiek zamiarów. Czy ktokolwiek zagłębiłby się wówczas w historię Oświęcimia-Auschwitz jako pola popiołów? Nie zgadniemy. Jedno na pewno jednak powiedziane by zostało obcemu: że spadkobiercy symbolu zastrzegają sobie nienaruszalne prawo stawiania go tam, gdzie chcą, w sposób taki, jak chcą, i jakakolwiek uwaga czy prośba z tym związana, nawet jeśli pochodzi od swoich, traktowana jest i będzie jako zamach na wiarę. Czy obcy, słuchając tego, nie zadałby sobie samemu pytania: a więc miałbym oto do czynienia z właścicielami symbolu chrześcijaństwa? Tego nie wiemy również. Możemy jednak domyślać się, że podążający tym tropem, a chcący coś naprawdę zrozumieć, zanim porzuci sferę zagadnień, co do której wyczuwa, że utrzymuje go tylko na samej powierzchni sprawy, zapyta swoich rozmówców jeszcze o jedno: na czym tak naprawdę owa "obrona krzyża" polega i jaka jest jej cena. Czym płacą obrońcy, na co się narażają? Na razie działają w obecności kamer i dziennikarzy, wycieczek i strzelających fleszy. Spektakularność nie jest przecież ofiarą, raczej nagrodą. A co się stanie, gdy krzyż (krzyże raczej...) zostanie już obroniony? W jaki sposób i w jakim wymiarze wzmoże się jego symbolika, jego oddziaływanie, jego znaczenie? Czy to o wymiar materialny chodzi, a więc o obecność, odświętny wystrój, kolejną możliwie wyrazistą uroczystość? Czyli - pozostanie w obrębie symboliczności? O to wam chodzi?

Ale tutaj już pytający nie uzyska odpowiedzi, która - co przecież od początku byłoby jedynym celem nadającym sens jego dociekaniom - otwarłaby przed nim chrześcijaństwo.

Może jednak zapyta sam - już inaczej, znużony jałowością konkluzji i wizji, do których doprowadził go dotychczasowy dialog. Będzie chciał dowiedzieć się przede wszystkim, dlaczego skrzyżowane belki stanowią ów najświętszy symbol. A gdy usłyszy, że to narzędzie męki i śmierci Założyciela chrześcijaństwa, który będąc Bogiem stał się człowiekiem, by odkupić człowieka i do końca świata dzielić z nim jego kondycję, zapyta zapewne: "czy to On życzy sobie tej »obrony krzyża« jako najwłaściwszego i najważniejszego wyrazu wierności, której wy, wierzący, chcecie Mu dochować? Czy wiara wasza polega na stawianiu, zawieszaniu, kładzeniu znaku krzyża wszędzie, gdzie ktokolwiek z was zechce?" A może, ogarnięty refleksją bardziej dojrzałą i spokojną, sformułowałby to inaczej: "Mówicie, że was ukochał i wszystko co zrobił, zrobił z miłości do was. Jak kochacie go za to, prócz tego, że podnosicie swój symbol, znacząc nim każdą dostępną piędź rzeczywistości materialnej, często - jak wynika z samych waszych słów - przeciw »wrogom«, »w obronie«, jako okop i twierdzę?"

Tym pytaniem zmusiłby nas - już nas wszystkich, niezależnie od tego czy Żwirowisko cieszy nas czy gorszy, angażuje czy pozostawia obojętnymi - do odpowiedzi, która nie byłaby ani szybka, ani efektowna, i która musiałaby całym swoim ostrzem być skierowana do nas samych, a nie do kogokolwiek obcego, z "wrogami" włącznie. Musielibyśmy wtedy zacząć mówić obcemu:

Nie, Jemu nie chodzi o znaki, jeżeli nie potwierdzają ich nasze serca i nasze wybory wewnętrzne. Powiedział wyraźnie, że świat będzie nas rozpoznawał jako Jego uczniów wtedy, gdy - wszyscy! - będziemy potrafili się miłować. Zabronił nam sądzić bliźnich i zajmować się źdźbłem w ich oku, gdy w naszym tkwią belki. Kazał nam siebie naśladować w przebaczaniu nieprzyjaciołom - bo krzyż właśnie tego przebaczenia jest znakiem. Nauczał, żeby ustępować więcej niż od nas zażądają, a siebie wskazywał jako przykład pokory, nie władzy. Przypominał, że krzyż jest do dźwigania, nie do podnoszenia przeciw komukolwiek. Oczekiwał, że będziemy potrafili nie kalać naszych serc zawiścią i żądzą, a najdalej zabłąkany bliźni będzie nas obchodził tak samo, jak Jego, bo w Jego oczach nawrócony jest ważniejszy od sprawiedliwego.

Będziemy więc musieli przyznać: nasza odpowiedź na Jego krzyż to odpowiedź na te wszystkie zostawione nam prawdy. Heroiczna, kosztująca wysiłek całego życia. Bardzo daleka od wymachiwania symbolami. Bo przecież nie o narzędzie męki chodzi, lecz o Tego, który dał się na nim dla nas zamęczyć. Zbawiając. "Jedno mam umieć między wami: Jezusa Chrystusa i to Ukrzyżowanego" - Paweł nie pozostawia tu nam najmniejszego niedomówienia.

Co zrobimy jednak, mając w tym odpowiadaniu świadomość, jak żałośnie na tle "obrony krzyża" wygląda nasze życie społeczne, nasza odpowiedzialność za bliźnich, nasza troska o świat współczesny i wciąż ledwo tlące się na nim dobro, gdy obcy, zamyśliwszy się, stojąc tam nad żwirowiskiem obozowym powie: "jeśli taka jest Jego nauka, a wy przejmujecie się nią tak samo mocno jak znakiem, który wam zostawił, to życie wśród was musi być o niebo lepsze niż tam, gdzie krzyża nie cenią albo o nim nic nie słyszeli"?



Copyright © by Tygodnik Powszechny

I co zrobimy z tym naiwnym stwierdzeniem?

Józefa Hennelowa

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi symbol chrześcijaństwo krzyż felieton Oświęcim żwirowisko obóz koncentracyjny obrona znak
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W