Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

"Tygodnik Powszechny" nr 19/2009


ks. Adam Boniecki


Patriotyczne dymy



Papierośnice, cygarniczki, popielniczki, zapalniczki stanowiły naturalne decorum mego dzieciństwa. Redakcja, w której zacząłem pracować przed czterdziestu kilku laty, osnuta była dymem.


Czy mające nastąpić w roku przyszłym zaostrzenia ustawy o zakazie palenia są tak drastyczne, jak sugerują media? Dziś palić nie wolno w obiektach zamkniętych, zakładach pracy oraz innych obiektach użyteczności publicznej, co przewiduje art. 5 ust. 1 pkt 3 ustawy z 9 listopada 1995 r. o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (Dz.U. z 1996 r. Nr 10, poz. 55, z późn. zm. oraz z 1999 r. Nr 96, poz. 1107). Przepis ten doceniają ci, którzy pamiętają cuchnące, przesiąknięte dymem przedziały kolejowe, zadymione do niemożliwości bary, samoloty, w których połowa miejsc była dla palących czynnie, druga połowa dla palących (mimo woli) biernie, pełne smrodu tramwaje, dworce, poczekalnie, domy opieki itd.

Palacz na dachu

Projekt nowej ustawy przewiduje rozszerzenie obszarów prohibicji na większość miejsc publicznych (miejsca pracy oraz przestrzeń w zasięgu 10 metrów od wejścia do miejsca pracy, obiekty użytku publicznego, środki transportu publicznego, także w pewnej mierze prywatne środki transportu, przystanki, obiekty sportowe i rekreacyjne; ograniczenia palenia w obecności dzieci). W myśl nowej ustawy w punktach sprzedaży papierosów będą umieszczane (już zresztą są) plakaty mówiące o szkodliwości palenia. Znikną kuszące wystawy i gabloty z wyrobami tytoniowymi (czy także z fajkami, zapalniczkami, nożykami do cygar?). Papierosy będą sprzedawane „spod lady”.

Zniknie istniejący dziś obowiązek tworzenia wydzielonego miejsca dla palaczy, a jeśli takowe zostanie stworzone, będzie musiało odpowiadać specjalnym wymogom (szczelności).

Wypada jednak podkreślić, że projekt nie przewiduje zakazu palenia u siebie w domu (zakaz łatwy do wyegzekwowania np. przez obowiązkowe zainstalowanie w mieszkaniach czujników lub wzmożoną postawę obywatelską sąsiadów), nie zabrania palenia na polach, łąkach, w zagajnikach, na dachach, co zresztą ma zastosowanie w przypadku palaczy naszej Redakcji, oddających się rozkoszom nikotynizmu na dachu Książęcej Kurii Metropolitalnej. Nie zdołałem ustalić, czy i w jakim stopniu zakazem będą objęte ulice (w końcu miejsce publiczne): czy wszystkie, czy np. tylko te z pierwszeństwem przejazdu. Czy tylko w miastach? Czy także w miasteczkach? A we wsiach ulicówkach? Wydaje się, że palenie będzie dozwolone także w górach, w jaskiniach, na jeziorach, na morzach i oceanach.

Nie jest więc tak źle, jak wieszczą obrońcy wolności palaczy (czynnych), którzy postulują tworzenie dla siebie ochronnych przestrzeni w myśl hasła: „Chcemy się zabijać, nasza sprawa, jeśli tylko nie szkodzimy innym”. Inni zaś (niepalący) do tych naszych stref niech się po prostu nie pchają.

Palisz, płacisz

Walka o wyrwanie palaczy ze szponów nałogu to nie tylko macierzyńska troska państwa o obywateli. Już dawno wpadły na to towarzystwa ubezpieczeniowe w różnych krajach, uświadamiając sobie, że palacze to klienci podwyższonego ryzyka. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia na raka płuc umiera od 10,5 do 40 razy więcej osób palących niż niepalących. Na raka gardła i krtani od 5,4 do 8,2 razy więcej palaczy niż niepalących. Na nowotwory układu pokarmowego ludzie palący umierają 2,8 razy częściej niż niepalący. Palenie wywiera szkodliwy wpływ na układ sercowo-naczyniowy, zwiększając prawdopodobieństwo wystąpienia miażdżycy naczyń wieńcowych oraz zawału serca. I tak dalej, i tak dalej. Ergo, państwo po prostu zaoszczędzi, zmniejszając koszty leczenia potencjalnych ofiar.

Są towarzystwa ubezpieczeniowe, które odmawiają ubezpieczenia zdrowotnego palaczom, inne podwyższają im stawki. Ostatnio prezydent USA Barack Obama podpisał ustawę o rozszerzeniu programu ubezpieczeń zdrowotnych dla dzieci, który ma być sfinansowany z podniesienia federalnego podatku od wyrobów tytoniowych.

Doświadczenie krajów o zaostrzonych przepisach dowodzi, że utrudnianie życia palaczom prowadzi do zerwania z nałogiem albo przynajmniej do ograniczenia trujących dawek dymu i nikotyny.

Święty z fajką

Mamy tu do czynienia z ciekawym przypadkiem wpływu prawnych zarządzeń na obyczaje. Wyrastałem w domu, w którym wszyscy palili jak strażacy. Po obiedzie, w salonie, pito kawę i palono papierosy, fajki, cygara. Papierośnice, cygarniczki, popielniczki, zapalniczki (benzynowe) stanowiły naturalne decorum mego dzieciństwa. Redakcja, w której zacząłem pracować przed ponad czterdziestu kilku laty, osnuta była dymem. Wielcy, jak Jerzy Turowicz, Antoni Gołubiew, Hanna Malewska, palili właściwie nieustannie (Turowicz w ostatnich latach życia ograniczał się do trzech papierosów na dobę).

W Watykanie do towarów, które pracownicy mogli kupować po cenach bezcłowych, należały papierosy, tytoń fajkowy, cygara i cygaretki, i tam również palono, choć nie wszędzie i nie tak jak u nas intensywnie. To jednak należy do przeszłości. Zakaz palenia objął wszystkie święte pomieszczenia i nie uświadczysz dziś na uliczkach Państwa Miasta arcybiskupa z fajką w zębach ani nie poczujesz delikatnego zapachu dobrego tytoniu na korytarzach Sekretariatu Stanu. Nie wiem, czy (jak to wielokrotnie widziałem) można dziś za polowym ołtarzem, od którego Papież głosi homilię, zobaczyć prefekta Domu Papieskiego i innych z najbliższego otoczenia Pontifeksa, którzy dyskretnie sobie popalają.

Kiedy we Włoszech wprowadzono zakaz palenia w restauracjach, kawiarniach, kawiarenkach, pizzeriach itd., podniósł się krzyk zgrozy. Przepowiadano upadłość tych lokali, bo nie wyobrażano sobie jedzenia i picia bez palenia. I co? I nic. Palić można w ogródkach, pod gołym niebem. W zimie nie jest to specjalnie przyjemne, ale zakaz się chyba przyjął, przynajmniej w Rzymie, gdzie sam to stwierdziłem.

Czy palacz może zostać świętym? Wiem o jednym świętym, który był namiętnym palaczem fajki: zamordowany przez Niemców w obozie ojciec Tito Brandsma. Jako męczennik nie musiał przechodzić przez uciążliwe procedury procesowe. Ale na ołtarze wyniesiony został. Przeciwko uznaniu heroiczności cnót błogosławionego arcybiskupa Jerzego Matulaitisa Matulewicza „adwokat diabła” wysunął zarzut, że na jakimś oficjalnym przyjęciu ów Sługa Boży palił cygaro. Palaczem jednak nie był i zarzut musiał być jakoś obalony, jako że do beatyfikacji doszło. Podobno także św. Pius X palił (według innych relacji zażywał tabakę). Jego z kolei usprawiedliwia się zaleceniami lekarza (sic!).

Wróćmy jednak do projektu ustawy. Optymiści (palacze? producenci? handlowcy?) przewidują, że ustawa będzie mniej restrykcyjna niż projekt. W debacie na ten temat mówi się przede wszystkim o ograniczaniu indywidualnej wolności, nie ten jednak argument może zdecydować o granicach tytoniowej prohibicji. Przecież wszędzie na świecie podatki od używek znacząco zasilają budżety państw. W Polsce, podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej, akcyza na papierosy składa się z dwóch części: procentowej (liczonej od ceny papierosów, ustalonej przez producenta) i kwotowej, niezależnej od ceny. Obecnie wynoszą one odpowiednio 37,92 proc. od każdej paczki papierosów oraz 91 zł na każde 1000 sztuk. W zeszłym roku dochód z akcyzy na wyroby tytoniowe wyniósł 12 mld zł. W tym roku przewiduje się dochód ponad 14 mld.

Palcie więc, Rodacy, palcie jak najwięcej, bo czas kryzysu jest ciężki i ojczyzna-matka naszych (puszczanych z dymem) pieniędzy bardzo potrzebuje.


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: prawo społeczeństwo papierosy palacz zakaz palenia