Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ireneusz Cieślik

Twardy kark owieczki

Spory - polemiki

Co to jest klerykalizm i kiedy wolno o nim mówić? Sądzę, że wolno o nim mówić przede wszystkim wtedy, gdy kler z racji swej »duchowej godności« buduje sobie swój ściśle izolowany hortus conclusus. Nie ma to nic wspólnego z duchowością określonego powołania, a za to wiele wspólnego z mentalnością kasty. Ci ludzie sądzą, że pewne bardzo elementarne wymogi oraz oceny dotyczące reszty społeczeństwa ich zgoła nie dotyczą. Bywają zatem niebotycznie zdumieni i traktują to jako niedopuszczalną impertynencję albo też akt wrogi Kościołowi, jeśli ktokolwiek bądź odważy się nie aprobować tego anormalnego stanu rzeczy. (...) Reakcją szczytowo kurtuazyjną bywają wtedy pomruki zza muru, iż chodzi tu o »urazy, uprzedzenia i stereotypy« antyklerykalne". To słowa Tadeusza Żychiewicza z eseju "Zamknięty ogród braminów". Przyszły mi one na myśl, gdy wyczytałem w "Tygodniku" (nr 28/98), iż moją osobę cechuje "pełna i nieukrywana agresja wobec polskich księży" (ks. Tadeusz Kujawski), a nawet "brak wiary" (ks. Szymon Fedorowicz). Czymże to, Czcigodni Oponenci, zasłużyłem sobie na tak ciężką artylerię? Czy tym, że wykazałem, iż lokalnego zwyczaju i przepisu o udzielaniu Komunii św. do ust księża bronią "jak niepodległości" i zmuszają wiernych do stosowania się do niego, a sami niezbyt się przejmują znacznie ważniejszymi przepisami liturgicznymi? Co ciekawe, w tekstach moich oponentów trudniej się doszukać zbulwersowania tym, że tak się dzieje, niż faktem, iż ktoś ważył się to wytknąć. No bo jakże to uważać, że księża mają się stosować do przepisów, tak jak reszta pospólstwa?

"Święte ręce kapłana"

"Pomruki zza muru" odzywają się z reguły wówczas, kiedy czujni strażnicy zauważają niebezpieczeństwo wyłomu w murze. Muszę więc przyznać, że - przynajmniej w tym względzie - wspomniani księża trafnie odczytali mój tekst ("TP" nr 23/98). Tak, o to mi chodziło, gdy pisałem, że źródeł oporu wielu polskich księży wobec możliwości udzielania Komunii św. na rękę należy upatrywać w poglądach określanych przeze mnie jako "teologia świętych rąk kapłańskich", co do której nie kryłem swego braku sympatii. "Teologia" ta bowiem zakłada klerykalną wizję Kościoła, bazując na przeciwstawieniu: mający dostęp do sacrum, czyli księża, oraz profani, czyli pozostali. Nie dziwi mnie zatem, że spośród głosów w "Tygodnikowej" dyskusji uznanie ks. Fedorowicza znalazł jedynie artykuł ks. Piotra Majera ("TP" 22/98), skoro właśnie w tym tekście poglądy takie zostały najwyraźniej zaprezentowane. Szkoda tylko, że ks. Fedorowicz nie zauważył listu Piotra Sikory ("TP" 24/98), celnie wykazującego zasadniczą rozbieżność twierdzeń ks. Majera względem nauki Apostołów i całego szeregu najwybitniejszych Ojców Kościoła.

Tymczasem, zdaniem ks. Kujawskiego, zwolennikiem tejże "teologii świętych rąk kapłańskich" (a więc w konsekwencji również klerykalnej wizji Kościoła) jest również Jan Paweł II. Na poparcie swojego twierdzenia mój adwersarz przytoczył odpowiedni cytat z papieskiego listu o tajemnicy i kulcie Eucharystii: "Dotykanie Świętych Postaci, podejmowanie ich własnymi rękami jest przywilejem tych, którzy mają święcenia, co wskazuje na czynny udział w szafarstwie Eucharystii" ("Dominicae cenae" 11). Otóż, po pierwsze: nie rozumiem, dlaczego ks. Kujawski traktuje "przywilej" dotykania Świętych Postaci własnymi rękami nie w sensie zaszczytu, który go spotkał i powodu do wdzięczności, ale jako czynność wyłącznie zastrzeżoną (ja np. uważam za swój przywilej możliwość odbycia studiów teologicznych i jestem za nią Bogu wdzięczny, ale do głowy by mi nie przyszło, aby miało to oznaczać wykluczenie z tej możliwości innych). Przecież gdyby Papież w taki sposób rozumiał ów przywilej, to trudno sobie wyobrazić, żeby akceptował udzielanie Komunii na rękę gdziekolwiek na świecie. Po drugie: w cytowanym fragmencie mowa jest o szafarstwie Eucharystii, czyli raczej o rozdawaniu Komunii niż jej przyjmowaniu (o przyjmowaniu na rękę dokument traktuje nieco wcześniej). Po trzecie: zaraz w następnym, niestety nie cytowanym przez ks. Kujawskiego, zdaniu Papież stwierdza wyraźnie, iż także gdy chodzi o rozdawanie Komunii "wiadomo, że Kościół może dać takie uprawnienie pewnym osobom poza kapłanami i diakonami (...) po odpowiednim przygotowaniu". Zatem i w tym przypadku nie ma mowy o wyłączności (o czym świadczy choćby niemała liczba tych, którzy nie otrzymali święceń, a są akolitami czy nadzwyczajnymi szafarzami Eucharystii). Nie chciałbym zarzucać ks. Kujawskiemu manipulacji słowami Papieża, niemniej jeśli nie dostrzega się tak "subtelnych" rozróżnień, to istotnie trudno zauważyć przepaść dzielącą rzetelną teologię posługiwań duchownych w Kościele od tego, co nazwałem "teologią świętych rąk kapłańskich".

Komunia na rękę a... upadek pobożności

Argumentem czasem przywoływanym przez przeciwników udzielania Komunii św. na rękę jest fakt, że forma przyjmowania Komunii nie jest najważniejsza. Można by jednak zapytać: skoro tak, to czemu tak gorliwie bronicie się przed dopuszczeniem pluralizmu w tym względzie? I czemu sugerujecie, że wszystkie negatywne zjawiska w Kościele mają związek z udzielaniem Komunii na rękę? Czegóż się tu nie wymienia - brak wiary w realną obecność Chrystusa pod eucharystycznymi postaciami, nieposzanowanie dla tych postaci, kryzys pobożności eucharystycznej, utrata poczucia sacrum, kryzys powołań kapłańskich... itd. Czyżbyście rzeczywiście uważali, że są to najbardziej charakterystyczne cechy Kościoła w pierwszych dziewięciu wiekach, kiedy to udzielanie Komunii na dłoń było powszechną praktyką w całym Kościele? Może zamiast doszukiwać się wciąż nowych niebezpieczeństw, które mogłoby spowodować jej powtórne wprowadzenie, lepiej zastanowić się trochę nad przyczynami jej zaniku?

Tyle że wtedy okazałoby się, iż niebagatelną, o ile nie najważniejszą rolę odegrał tu proces klerykalizacji liturgii (i - co z tym nierozdzielnie związane - całego życia Kościoła). Liturgia - z czynności całego zgromadzenia - stawała się powoli "sprawą kleru", który też brał całą odpowiedzialność za sacrum w Kościele. Towarzyszyła temu taka troska o zapobieżenie brakowi czci dla konsekrowanych postaci, że nie tylko zakazano wiernym ich dotykania (ośmielić się na to mogły jedynie ręce poświęcone), lecz zaczął dominować głos tych, którzy odwodzili tzw. świeckich od częstszego przyjmowania Komunii, argumentując to ogromnym dystansem między świętością Pana a niegodnością przyjmującego. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania, o czym świadczy konieczność wprowadzenia nakazu przystępowania do sakramentów przynajmniej raz do roku. Jak widać, to raczej wprowadzenie praktyki Komunii na język miało związek z upadkiem pobożności eucharystycznej.

Ale jak do tego mogło dojść? Przecież w pierwszych wiekach chrześcijaństwa było nie do pomyślenia, żeby uczestnik Eucharystii nie przystępował do Komunii. Co zatem musiało ulec zmianie, aby jego uczestnictwo zostało zredukowane do roli widza? Postaram się tu przedstawić - z konieczności w największym skrócie - prowadzące do tej sytuacji zmiany w rozumieniu trzech podstawowych, ściśle zresztą ze sobą powiązanych, rzeczywistości: Eucharystii, Kościoła i kapłaństwa.

"kapłani" i "świeccy"

W nauczaniu Nowego Testamentu terminy "kapłan" i "kapłaństwo" używane są tylko w odniesieniu do samego Jezusa Chrystusa, który jest najwyższym i jedynym kapłanem Nowego Przymierza (por. Hbr) oraz do wszystkich Jego wyznawców, którzy są w to jedyne kapłaństwo wszczepieni (1 P 2,5.9; Ap 1,6; 5,10; 20,6). Określanie biskupów i prezbiterów mianem "kapłanów" jest natomiast późniejsze, a jego upowszechnienie nastąpiło nie bez wpływu faktu, iż po upaństwowieniu chrześcijaństwa przez Konstantyna, zajęli oni w społeczeństwie Cesarstwa Rzymskiego miejsce kapłanów pogańskich, dziedzicząc po nich również nazwę. Żeby jednak było bardziej swojsko, należało poszukać podstaw do takiej nazwy we własnej tradycji. Znaleziono je więc w... Starym Testamencie, przenosząc w nowe warunki to, co w Izraelu odnosiło się do wybranego dla posługi kapłańskiej rodu Aarona z pokolenia Lewiego (jak widać, to nie przypadkiem zwolennicy podkreślania rangi stanu kapłańskiego powołują się na przykłady ze Starego Testamentu - notabene, ma to czasem wydźwięk wręcz komiczny: np. przywołanie przez ks. Szymona Fedorowicza historii niejakiego Uzzy w kontekście sporu o Komunię na rękę sugeruje, iż gdyby Uzza dotknął Arki Przymierza nie ręką, lecz językiem, pozostałby cały i zdrów).

W tej sytuacji u pozostałych wiernych zaczęła zanikać świadomość ich kapłaństwa. Już nie są oni określani "współobywatelami świętych i domownikami Boga" (Ef 2,19), mającymi do Niego "śmiały przystęp" (Ef 2,18 i 3,12) - ich domeną staje się profanum, co podkreśla coraz częściej stosowana do nich nazwa: "świeccy". Sacrum jest zastrzeżone dla kleru, co znajduje także odbicie w zarezerwowaniu w świątyniach specjalnej przestrzeni sakralnej odseparowanej od reszty wiernych.

Eucharystię rozumie się coraz mniej jako uczestnictwo w uobecnianym misterium paschalnym Jezusa Chrystusa i radosne spotkanie ze Zmartwychwstałym we wspólnocie braci i sióstr. W spojrzeniu na nią zaczyna natomiast dominować element cudu przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. Cudu, którego mocą swojej władzy dokonuje "kapłan", "świeccy" zaś są pełnymi czci i podziwu widzami.

Myślenie o Kościele w kategoriach misteryjnych traci na rzecz kategorii instytucjonalnych - np. bycie członkiem Kościoła oznacza bardziej przynależność do pewnej społeczności niż uczestnictwo w Eucharystii. Przynależność ta z kolei rozumiana jest jako posłuszeństwo "świętej władzy" duchowieństwa. Kościół nie jest już pojmowany jako braterska wspólnota, gdzie każdy jest niezastąpiony, gdyż został obdarowany przez Ducha Świętego charyzmatem, który - choć różny od innych - jest nie mniej ważny dla budowania pełni jedności w Chrystusie. Wyraźnie oddziela się natomiast w Kościele stany: "kapłański" i "świecki". I mowy nie ma o jakiejś tam równości. Gdyby nawet tego drugiego nie było, to Kościół w zasadzie nic by nie stracił (no, może poza wpływami). Nic dziwnego, że Kościół powoli utożsamiany jest ze "stanem kapłańskim". Tak zwani świeccy, o ile w ogóle są Kościołem, to jakby w cudzysłowie, a w każdym razie w stopniu o wiele mniejszym.

Czy w tym kontekście zanik praktyki Komunii rozdawanej na dłoń może dziwić? Czyż nowa praktyka nie lepiej ukazywała kościelny status przyjmującego? Z niewielkimi retuszami to samo można zresztą powiedzieć o Komunii pod jedną postacią. Trudno się też dziwić, że sprawa Komunii św. dla świeckich na rękę oraz pod dwiema postaciami wróciła na wokandę po Soborze Watykańskim II, który starał się na powrót dowartościować miejsce tzw. świeckich w Kościele.

Forma udzielania Komunii nie jest najważniejsza - dało się nieraz słyszeć w "Tygodnikowej" dyskusji. Zgoda. Od negatywnego zdania w sprawie dopuszczenia możliwości udzielania Komunii na rękę o wiele bardziej niebezpieczna jest argumentacja, którą się tę odmowę uzasadnia. Argumentacja ta odgrzewa bowiem niezbyt fortunną w historii Kościoła tendencję.

Na koniec chciałbym powrócić do sprawy przedstawionej w końcowym fragmencie mojego poprzedniego tekstu (chodziło o osobę, która przestała chodzić do kościoła po tym, jak ksiądz nie udzielił jej Komunii, bo chciała ją przyjąć na rękę). Żałuję, że żaden z biorących udział w dyskusji księży jej nie podjął. Zwłaszcza ks. Fedorowicz, który pyta, czy dopuszczając możliwość udzielania Komunii św. na rękę "warto ryzykować kryzys wiary choćby u jednego człowieka". Wszak podany przeze mnie przykład wskazuje, że kryzys wiary może być także spowodowany odmową takiej możliwości. Czyżby losem jednej zbłąkanej owieczki należało się przejmować jedynie wtedy, gdy w żaden sposób nie nadweręża to pozycji stanu pasterskiego? W przeciwnym zaś razie mamy jej do powiedzenia tylko tyle, iż fakt, że się błąka, to jej wina - oczywiście z wyjaśnieniem, że nasza postawa wobec niej nie ma nic z surowości ani okrucieństwa, jest jedynie wyrazem odpowiedniej pedagogii spowodowanej twardym karkiem owieczki?

Nie piszę tego bez powodu. Właśnie otrzymałem list od czytelniczki (pracownika naukowego KUL), która pisze, że jeśli w moim artykule księża nie zauważają nic oprócz agresji, to widać przepaść między nimi i świeckimi jest nie do zasypania. W tej sytuacji, uczuciem, które jej towarzyszy "oprócz bezsilności i goryczy, jest coraz bardziej obojętność". Może takich osób jest więcej?



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: klerykalizm liturgia Eucharystia święcenia papież komunia ręka polemika kler duchowny forma ciało krew
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W