Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Paul M. Zulehner

PAPIEŻ "DŁUGODYSTANSOWIEC"

W pewnej amerykańskiej książce Jan Paweł II jest zaprezentowany siłom kierującym gospodarką jako wzór do naśladowania. Jedną z jego wybitnych cech przywódczych jest, jak mówi autor tej książki, wytrzymałość. Istotnie: można o Papieżu sądzić, co się chce, jednego wszakże nikt nie może mu odmówić: tego, że jest on "długodystansowcem". Ale sama wytrzymałość jako taka nie przesądza jeszcze o zdolnościach kierowniczych. Istotne jest to, do czego zostaje ona użyta.

Specjaliści w dziedzinie managementu wymieniają dwa czynniki mające zasadnicze znaczenie dla skutecznej działalności przedsiębiorstwa: "lokomocję" i "kohezję", to znaczy zdolność rozwijania i zdolność zachowywania spójności.

Lokomocja

Tym, co rozwija, co "posuwa naprzód" jakieś przedsięwzięcie, jest wizja, która nim kieruje i nabiera cech pewnej misji. Wizja ta motywuje wszystkich uczestników. Służy też jako kryterium pozwalające jasno rozpoznać ewentualne manowce. Otóż Jan Paweł II ma niewątpliwie jasną i sugestywną wizję Kościoła katolickiego u progu nowego tysiąclecia. Znajduje ona wyraz w jego licznych przemówieniach, a ściślej sprecyzowana jest w encyklikach i innych oficjalnych dokumentach. Inspirację tej wizji stanowi II Sobór Watykański, w którym Papież uczestniczył jako biskup Krakowa odznaczający się otwartą postawą duszpasterską i którego kontynuację zapewnił w sposób programowy po swoim wyborze. W mniejszym stopniu chodzi mu przy tym o przestrzeganie litery Soboru, który przecież – z racji swego kompromisowego charakteru – nie jest jakąś bezpośrednią praktyczną instrukcją dla kierownictwa Kościoła. Tym, czym się kieruje, jest raczej duszpasterska logika Soboru. Niczym motyw przewodni snuje się poprzez cały jego pontyfikat plan "nowej jakościowo" ewangelizacji (jak to wyraził Papież w liście do przewodniczącego Rady Konferencji Episkopatów Europy z 1986 roku). "Nowa jakość" oznacza tutaj, że nie będzie się po prostu powtarzać bez zmian starych treści nauczania (jakkolwiek Katechizm Kościoła Katolickiego jest taką właśnie księgą służącą przypomnieniu tradycyjnych treści). Nową jakość uzyskuje ewangelizacja przez to, że wsłuchuje się z wielkim wyczuciem i miłością w znaki czasu. Uczenie się samemu i nauczanie splatają się przy tym ze sobą. Nowa jakościowo ewangelizacja będzie jednak mieć szanse powodzenia tylko wtedy, jeśli będą uważnie dostrzegane i widziane w świetle Ewangelii wielkie wyzwania współczesności.

Dochodzimy tutaj do wielkiego dzieła tego pontyfikatu, jakim jest żywe dostrzeganie socjokulturowych nurtów naszych czasów, a niejednokrotnie także odważna i energiczna z nimi polemika. Problemy ekologiczne i biotechniczne pozostają raczej na dalszym planie (również za pontyfikatu Jana Pawła II nie ukazała się jeszcze encyklika dotycząca zagrożenia ekologicznego). Doniosłą rolę odgrywa natomiast polemika z dwoma prądami charakterystycznymi dla współczesnej Europy: z marksizmem w jego wariancie komunistycznym oraz z kapitalizmem, zwłaszcza w jego neoliberalnej postaci.

Komunizm

Jan Paweł II był i jest urodzonym przeciwnikiem komunizmu i w ogóle marksizmu w jego wielorakich wcieleniach. Poznał on nie tylko, jak wielu intelektualistów zachodnich, przyjazną człowiekowi socjalną retorykę marksizmu, lecz także zimną, pełną pogardy dla wolności i posługującą się przemocą praktykę realnie istniejącego komunizmu. Papież ten wejdzie do historii już choćby tylko z tej przyczyny, że za jego pontyfikatu, ale także na skutek jego siły moralnej system ten w Europie niemal bezkrwawo dobiegł kresu.

Kapitalizm

Jeszcze większą niż wobec komunizmu żywi Papież nieufność wobec kapitalizmu, panującego w od dawna już wolnym świecie zachodnim. Kapitalizm ten, po dziesiątkach lat socjalnego oswojenia, traci obecnie, w swoim niepohamowanym wariancie neoliberalnym, ciepło socjalne i w tej socjalnie schłodzonej postaci rozpowszechnia się również w postkomunistycznych państwach, które wstąpiły na drogę reform. To, co z perspektywy ekonomicznej i finansowej jest wychwalane jako radykalny skok modernizacyjny, sprawia, że mniejszość na tej modernizacji zyskuje, coraz większe masy zaś tracą: tak np. w Unii Europejskiej ponad 20 milionów ludzi, którzy chcieliby pracować, pozostaje obecnie bez pracy zarobkowej. Do tego dochodzi okoliczność, że tej neoliberalnej ewolucji właściwy jest pewien podstawowy rys neodarwinistyczny. Dlatego wszyscy, którzy nie kupują i nie zużywają dóbr, popadają w niebezpieczeństwo, że zostaną uznani za zbędnych i w sensie socjalnym wyrzuceni na śmietnik: niepełnosprawnym odmawia się prawa do życia, wobec umierających ma być w całej Europie "zliberalizowana" możliwość eutanazji, dzieci, które w czymś przeszkadzają, są zabijane już w łonie matki albo upychane w instytucjach pozarodzinnych. Grozi nam rozszczepiona na nielicznych bogatych i wielu ubogich "cywilizacja śmierci". A wszystko to w imię liberalnie pojmowanej wolności.

Ambiwalencja wolności

Nie dziwi fakt, że człowiek, który w czasach komunizmu był niezłomnym obrońcą wolności, staje się coraz bardziej obrońcą ofiar neoliberalnej wolności i piętnuje wielorakie krzywdy, zwłaszcza te, które są zarzewiem wojen. Dlatego austriacki dziennikarz Günther Nenning nazywa Papieża "ostatnim socjalistą", który na czele wszechświatowego Kościoła katolickiego przeciwstawia się wszechświatowemu zwycięskiemu pochodowi neoliberalnego kapitalizmu. Wszystko to czyni go Papieżem "solidarności jako cnoty pozwalającej przetrwać", Papieżem "cywilizacji miłości", Papieżem broniącym prawa do życia właśnie dla słabych i zbędnych. Jest to wędrówka po wąskiej grani: wielu katolikom w krajach zachodnich trudno zrozumieć, że ostry sprzeciw wobec niczym nie skrępowanej neoliberalnej wolności godzi się w pełni z zaangażowaniem na rzecz wolności mającej swoje ostateczne źródło w Bogu.

Kryzys Boga

Zastrzeżenia do zachodniej wolności żywi Papież zapewne także z powodu jej religijnych i moralnych implikacji. Nie tylko dla austroamerykańskiego socjologa religii Petera L. Bergera, ale także dla Jana Pawła II Europa Zachodnia jest obszarem kościelnej katastrofy. Główne wskaźniki religijności (przynależność do Kościoła, praktyki religijne, siła przekonań religijnych) są dla Kościoła katolickiego równie mało korzystne jak sytuacja pod względem moralnym. Sprawy bliskie Janowi Pawłowi II jako "z zawodu" moraliście przybierają obrót, jakiego nie może on akceptować. Należą tu takie problemy, jak aborcja, rozwody, eutanazja; może w zbyt małym jeszcze stopniu przemoc, na jaką ze strony mężczyzn narażone są kobiety i dzieci. Na pierwszy rzut oka w szerokich kręgach chrześcijańskiej Europy panuje etyka sytuacyjna o zabarwieniu hedonistycznym, całkowicie oderwana od poczucia religijnej odpowiedzialności. Dla ogromnej większości ludzi życie jest jedynie okazją do maksymalizacji indywidualnego szczęścia w możliwie największym stopniu wolnego od cierpienia. Papieża irytują teologowie moraliści i część Episkopatu tych krajów. Nie postępują oni bowiem drogą obrony ideału, lecz szukają tego, co pod względem duszpasterskim możliwe, ponieważ realne życie wymaga zawsze kompromisu: w poradnictwie dla kobiet ciężarnych czy też w duszpasterstwie dla osób rozwiedzionych, które weszły ponownie w związki małżeńskie. Kompromisom takim wypowiada Papież w imię czystego ideału bezkompromisową walkę, nawet jeśli przyprawia to jego braci w biskupstwie (jak obecnie w Niemczech) o poważne konflikty sumienia. Papież nie obawia się konfliktów – zwłaszcza jeśli chodzi o obronę czystości doktryny.

Kohezja

Przykłady te ukazują, że realizacja wizji nowej jakościowo ewangelizacji jest ściśle związana z kwestią współdziałania w ramach jednego Kościoła powszechnego. Jan Paweł II wyczuwa siły odśrodkowe, jakie ogarnęły świat, a tym samym także Kościół powszechny.

Ekumenizm

W obliczu rozrywanego przez te siły świata centralnym problemem jego chylącego się ku schyłkowi pontyfikatu staje się w coraz większym stopniu utrzymanie jedności Kościoła katolickiego, a także coś więcej: dążenie do współdziałania różnych Kościołów chrześcijańskich, a nawet różnych światowych religii. Mówią o tym: modlitwa o pokój w Asyżu, dwustronne rozmowy ekumeniczne, próby usuwania – zwłaszcza w krajach postkomunistycznych – napięć w stosunkach z prawosławiem. Tym, co Papież uprawia, nie jest jakiś tani ekumenizm; jest to ekumenizm małych kroków służący wielkiemu celowi: wspólnemu zbliżaniu się do jednej prawdy, aby w ten sposób spełniała się modlitwa Jezusa o jedność wierzących w Niego. Jest to droga o małych sukcesach i częstych niepowodzeniach, jak to pokazuje złożony i bolesny problem z wielką stanowczością odrzucanej przez Papieża ordynacji kobiet.

Regionalizacja

Czujnie obserwowane są również w trakcie tego pontyfikatu nurty odśrodkowe w różnych regionach Kościoła powszechnego: w Ameryce Południowej, w Azji, w Afryce. Nakładają się tam na siebie walka o sprawiedliwość społeczną i spotkanie z dawnymi tradycjami religijnymi (buddyzmem, hinduizmem, religiami ludowymi i plemiennymi). Nie chodzi zatem tylko o niosącą w sobie sprawiedliwość siłę Ewangelii, ale o jej inkulturację w najrozmaitsze kultury. Poważnym zadaniem jest dialog z wielkimi religiami azjatyckimi, który w dziejach misji doznawał stale niepowodzenia.

Instrumenty, jakimi Papież i jego współpracownicy kształtują ten proces inkulturacji w taki sposób, aby poszczególne regiony nie "dryfowały" w rozmaitych kierunkach, są różnorakie i także nie wolne od kontrowersji: ingeruje się dosyć bezwzględnie w przygotowanie synodów, synod dla Afryki został symbolicznie przeniesiony do Rzymu; praca Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE) jest obserwowana ze skrywaną nieufnością. Po przewrocie w komunistycznych krajach Europy Papież sam, jakby nadprogramowo, zwołał już dwukrotnie specjalny synod dla Europy; projekt przeniesienia Sekretariatu CCEE ze Szwajcarii do Rzymu został na razie odłożony.

To bezpośrednie wpływanie Papieża na pracę CCEE wynika co prawda również stąd, że Europejczykowi, jakim jest Karol Wojtyła, bardzo leży na sercu nowy kształt Europy. Widzi on realistycznie niebezpieczeństwo w fakcie, że po upadku komunizmu nie powstaje Europa o dwóch silnych płucach. Istnieje raczej ryzyko, że pod niewinnym hasłem "rozszerzenia Unii Europejskiej na wschód" może dojść do ekonomicznej i kulturowej kolonizacji wprowadzających reformy państw postkomunistycznych. Dlatego Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Wiedniu w 1998 roku radził architektom nowej Europy, aby hasło mówiące o rozszerzeniu na wschód zastąpili hasłem "europeizacji Europy".

Niezależnie od tego, jakie motywy skłaniają Jana Pawła II do ograniczania samodzielności CCEE, regionalizacja Kościoła katolickiego, o której mówią niektórzy prominentni kardynałowie, najwyraźniej nie leży w planach Papieża. Regionalizacja taka mogłaby sprzyjać większemu wzajemnemu zbliżeniu ludzi i kultur; łatwiej byłoby też w skali regionalnej przeprowadzić reformy, jakie winny być przeprowadzone. Z drugiej strony jednak wzmogłaby ona siły odśrodkowe. Dla Papieża (albo dopiero dla jego następcy) jednym z największych wyzwań będzie zapewne to, w jaki sposób katolicki Kościół światowy zregionalizować zgodnie z zasadą pomocniczości, utrzymując przy tym – zgodnie z zasadą solidarności – jego spójność.

Papież nie sprzyja również wzmocnieniu narodowych konferencji Episkopatów. Kieruje się raczej zasadą osobistej odpowiedzialności poszczególnych biskupów za ich diecezje. Według tradycji soborów watykańskich urząd kościelny ma największą siłę oddziaływania wtedy, gdy jest sprawowany jednocześnie w sposób osobowy, kolegialny i synodalny. Jan Paweł II akcentuje wyraźnie moment osobowy. Media, którymi Papież potrafi doskonale się posługiwać, wzmacniają jeszcze tę personalizację jego sposobu sprawowania urzędu. Chociaż Sobór chciał wzmocnić kolegialność i synodalność, to jednak dzięki medialnej inscenizacji papieskich podróży Kościół katolicki stał się jak nigdy dotąd w swojej długiej historii Kościołem papieskim.

Nominacje biskupie

Ogromnie skutecznym instrumentem kierowniczym jest również w Kościele katolickim polityka personalna. Jan Paweł II w ciągu swego dwudziestoletniego pontyfikatu mianował bardzo znaczną część urzędujących obecnie biskupów, a tym samym także kolegium kardynalskiego. Są to "jego" ludzie, przez niego – jak mówi się o kardynałach – kreowani, czyli stworzeni. Otóż w kręgach katolików krytycznych wobec Papieża panuje naturalnie romantyczne wyobrażenie o jego niczym nie ograniczonej swobodzie w zakresie biskupich nominacji. Kiedy spojrzeć na to z bliska, okazuje się wszakże, iż kandydatury biskupów uważanych na miejscu za kontrowersyjnych były przeważnie zalecane usilnie Papieżowi przez zręcznie działające kręgi samego Kościoła lokalnego, i to bynajmniej nie zawsze z motywów czysto kościelnych, czego przykładem są nominacje biskupie w Austrii po epoce kardynała Königa. To samo można powiedzieć o usuwaniu biskupów z ich urzędu, jak np. francuskiego biskupa Jacquesa Gaillota z Evreux. Za pontyfikatu Jana Pawła II zdają się istnieć dwie drogi do urzędu biskupiego: zwyczajna, polegająca na współdziałaniu konferencji episkopatu, nuncjatury i Kongregacji do spraw Biskupów, oraz nadzwyczajna, w której główną rolę odgrywa bezpośredni dostęp do Papieża albo przynajmniej do jego polskiego sekretarza. Być może Jan Paweł II wskutek swych olbrzymich zadań związanych z rządami Kościołem powszechnym nie zawsze przywiązywał dostateczną wagę do tych lokalnych decyzji. Tymczasem przy większej ich przejrzystości i większym możliwym udziale Kościoła partykularnego w nominacjach biskupich zaoszczędziłby tym trudnym pod względem duszpasterskim czasom oraz sobie samemu niepotrzebnej krytyki.

Movimenti

Wysiłkom nastawionym na wspieranie wszystkiego, co umacnia jedność Kościoła powszechnego, służą także ruchy duchowe, zorganizowane w skali ogólnokościelnej i tym samym bezpośrednio podległe Papieżowi. Owe movimenti są ulubionymi dziećmi Papieża, gdy tymczasem biskupi diecezjalni z natury rzeczy bardziej popierają lokalne struktury kościelne, a więc parafie czy nawet wspólnoty podstawowe. Tym, co Papież zapewne ceni w ruchach duchowych, jest połączenie siły wiary z wielką gotowością do posłuszeństwa. Dawne napięcie między zakonami a Kościołami lokalnymi znajduje swoją odnowioną wersję w napięciu między ruchami duchowymi a parafiami. W otoczeniu Papieża twierdzi się, że movimenti mają takie samo znaczenie dla odnowy Kościoła katolickiego w całym świecie, jakie miały kiedyś zakony. Czy tak rzeczywiście jest, pokaże dopiero historia. W każdym razie movimenti wykorzystują pomyślną dla siebie godzinę i rozbudowują swoje wpływy w zakresie polityki kościelnej. Stwarza to nie zawsze pożyteczne napięcia między bezpośrednio podległymi Papieżowi ruchami a w pełni wiernymi mu Kościołami lokalnymi. Skądinąd niektóre ruchy ta papieska protekcja co nieco kosztuje.

Teolodzy

Do sił, które obecnie osłabiają spójność Kościoła katolickiego w świecie, Jan Paweł II zdaje się zaliczać część teologów. Oczywiście jego nieufność nie dotyczy wszystkich; niektórych z nich zaprasza na specjalistyczne sympozja do swej letniej rezydencji. Starannie wybrani teologowie pracują też w różnych komisjach Kościoła powszechnego. Podpisanie Deklaracji Kolońskiej przez znaczną liczbę zachodnich teologów pociągnęło za sobą – za wiedzą Papieża – trwające przez lata dotkliwe sankcje (jak np. zakaz wykładania). Akcje protestacyjne krytycznej części ludzi związanych z Kościołem, jak na przykład zainicjowane w Austrii "Kirchenvolksbegehren" ("Postulaty ludu Kościoła"), uważa Papież za wyraz słabości tych terenów Kościoła. Twórcze napięcie między Urzędem Nauczycielskim a teologią (jak zresztą również między Urzędem Nauczycielskim a sumieniem) kształtowane było za pontyfikatu Jana Pawła II tak, aby uniknąć jakichkolwiek niespodzianek. Powołanie na katedrę profesora teologii wymaga zgody Rzymu, profesorowie obejmując katedrę muszą złożyć kościelną przysięgę, pewne kościelne tematy (jak niedawno problem święcenia kobiet) zostają wyjęte ze sfery publicznych badań teologicznych i nauczania. Niektórzy, zresztą także w otoczeniu samego Papieża, obserwują coś w rodzaju "creeping infallibility" (pełzającej nieomylności). Podczas gdy Jan XXIII nie podkreślał swego autorytetu nauczycielskiego ukierunkowanego na nieomylność, Jan Paweł II wykorzystuje go ekstensywnie jako doktrynalny instrument kierowniczy.

Co pozostało do zrobienia

Nie uprzedzając przyszłego werdyktu historii, można jednak powiedzieć, że Jan Paweł II będzie w długim szeregu papieży zajmował poczesne miejsce, tak wiele dokonał – pomimo zamachu na swoje życie, który poważnie nadszarpnął jego zdrowie – kierując Kościołem powszechnym w tym niezwykle burzliwym czasie. Nikt nie będzie mu mógł zarzucić słabości w tej kierowniczej funkcji. Właśnie ta pozytywna ocena ułatwia stwierdzenie, że na następcę Jana Pawła II czekają nie rozwiązane zadania. Przypuszczalnie czeka Kościół katolicki jedno z najdłuższych i najbardziej pełnych napięcia konklawe: jedno z tych rzadkich wydarzeń, gdzie Kościół katolicki zdaje się jednocześnie na Ducha Świętego i na demokratyczne reguły wyborcze. Do tych czekających na rozwiązanie problemów należą między innymi: zaradzenie brakowi kapłanów w pewnych regionach Kościoła w świecie, aby wspólnoty wierzących mogły celebrować źródło i punkt kulminacyjny swego życia, a mianowicie śmierć i zmartwychwstanie Pana; instruktywny dialog z prawosławiem, ale także z protestantami, dotyczący coraz większych problemów duszpasterskich w związku z rozwodem i ponownym zawarciem małżeństwa; włączenie kobiet w procesy decyzyjne Kościoła w skali światowej i stworzenie niezbędnych do tego warunków; konfrontacja z ogromnym trendem do respirytualizacji i szerzenia się sekt, który ogarnął właśnie kultury postlaicko-postmodernistyczne. Rozwiązywanie tych problemów mogłoby zostać przyspieszone, gdyby Kościół katolicki przeorganizował się na zasadzie pomocniczości, a więc zdecentralizował; do przyszłych zadań należy więc utworzenie regionów kościelnych dla poszczególnych kontynentów ("patriarchatów"); przewodniczący tych regionów, jako pewnego rodzaju rada Papieża, mogliby wraz z nim kierować światowym Kościołem i w ten sposób zdjąć z jego ramion ogromne brzemię. Regionalizacja mogłaby się ponadto wiązać z większą odwagą eksperymentowania. Dlaczego na przykład obszarom ubogim w powołania nie miałoby się dać na dziesięć lat ad experimentum możliwości uczynienia wyjątku od obowiązującej nadal zasady celibatu i dopuścić do święceń kapłańskich jakiegoś niewielkiego procentu żonatych mężczyzn?

Siła na zewnątrz i słabość wewnętrzna

Kiedy obejmuje się spojrzeniem kierownicze dokonania papieskie pod względem lokomocji (posuwania naprzód) i kohezji (zachowania spójności), to widać, że pontyfikat Jana Pawła II ma niewątpliwie wybitne sukcesy w dziedzinie lokomocji, a to głównie w kościelnej polityce zewnętrznej. Dlatego Papież cieszy się poza Kościołem katolickim jeszcze większym szacunkiem niż w jego obrębie. Natomiast wewnątrzkościelna spójność stoi na drugim miejscu. Usprawiedliwienie dla tak silnej osobowości, jaką jest Karol Wojtyła, stanowi okoliczność, że w swoich staraniach o połączenie w życiu kościelnym zasady pomocniczości z zasadą solidarności natrafił on na zasiedziałą kurię rzymską, która swoją autonomiczną dynamiką już jego poprzednikom sprawiała kłopoty. Próba stworzenia sobie elastycznego instrumentu w postaci "małej ubocznej kurii polskiej" też jednak nie usunęła problemów. Tak więc również o Papieżu, podobnie jak o każdej wybitnej postaci przywódczej, pozostaje na koniec powiedzieć, że ma on nie tylko mocne strony, ale że to właśnie jego mocne strony czynią go wielkim. A polegają one niewątpliwie na ewangelizującym spotkaniu z wysoce zdynamizowanym światem.

tłum. JZ

Ks. Paul M. Zulehner – profesor teologii pastoralnej na Uniwersytecie Wiedeńskim, jest jednym z czterech doradców Rady Konferencji Episkopatów Europy. Opublikował ponad 50 prac poświęconych socjologii religii. W 51-52/96 numerze "TP" ukazała się rozmowa z ks. Zulehnerem pt. "Wiara Europy". Powyższy tekst został napisany dla "TP" w ramach cyklu o 20-leciu pontyfikatu.

Polemika

opr. ab/ab



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny 9/1999

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wolność inkulturacja komunizm kapitalizm nauczanie papież Jan Paweł II zamach ekumenizm kobieta Sobór Watykański II