Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Filip Musiał, Krzysztof Piesiewicz, Edward Wende

KTO ZABIŁ? - HIPOTEZY



Hipoteza I: Inicjatorem akcji KGB

Uprowadzenie ks. Popiełuszki miało wywołać zamieszanie, które osłabi podziemie „solidarnościowe”.

Główną postacią miałby być Grzegorz Piotrowski, który w czasie podróży do Bułgarii (w 1983 r.), podczas małego incydentu na granicy miał wejść w zażyłe stosunki z agentem KGB. Piotrowski znał tylko jego imię — Stanisław. W rok później funkcjonariusz KGB przejeżdża przez Polskę i nawiązuje kontakt z Piotrowskim. Spotykają się w Parku Łazienkowskim w Warszawie, gdzie — wedle tej hipotezy — tworzą plan uprowadzenia ks. Popiełuszki. Piotrowski ma dostarczyć porwanego do bunkrów w Puszczy Kampinoskiej, gdzie przejmie go Stanisław. Inna wersja przewiduje, że pobity i związany ksiądz zostanie wrzucony do zalewu koło Włocławka, skąd jeszcze żywego ma go wyłowić Stanisław.

Stanisław miał być osobą bezpośrednio zaangażowaną w wykonanie planu, natomiast zlecenie miało pochodzić od innego funkcjonariusza KGB, znanego również tylko z imienia — Andrieja.

Twórcą tej wersji wydarzeń jest Adam Pietruszka, który wraz z Zenonem Płatkiem miał dojść do wniosku, iż zepchnięcie winy na „towarzyszy radzieckich” wymusi zatuszowanie sprawy. W trakcie śledztwa oskarżeni przyznali, że ich zeznania dotyczące udziału KGB były zmyślone.

Hipoteza II: Samodzielne działanie czterech oskarżonych

Czterej funkcjonariusze SB zagrożeni byli orzeczeniem kary śmierci. Gdyby zatem mogli zrzucić odpowiedzialność na kogoś wyżej postawionego, w ich interesie leżałoby, by zdradzić jego nazwisko — czy też nazwiska. Oskarżeni staliby się wówczas w oczach sądu jedynie ofiarami klimatu panującego w MSW, wykonawcami zbrodniczych rozkazów własnych przełożonych. Ale trójka bezpośrednio zaangażowana w morderstwo wskazała tylko na Adama Pietruszkę...

Można tu mówić o trzech możliwych motywach zabójstwa. Po pierwsze, morderstwo mogło być efektem paniki, jakiej ulegli funkcjonariusze po ucieczce Waldemara Chrostowskiego. Po drugie, akcja mogła wynikać z chęci wykazania się przed własnym kierownictwem. Po trzecie, sprawę można by traktować jako osobiste porachunki: Grzegorz Piotrowski zeznał, że traktował ks. Popiełuszkę jako osobistego wroga.

Hipoteza III: Za zabójstwem stało szefostwo MSW

Dowodem na to miały być twierdzenia samych oskarżonych, Piotrowski w liście do Kiszczaka podkreśla, że działanie zabójców „nie było aktem krańcowej samowoli”, lecz aktem oddania i podporządkowania służbie.

Zarzuty Pietruszki również skierowane były przeciw Kiszczakowi. Pietruszka utrzymywał, że został zmuszony do wzięcia na siebie roli „tamy”, która zatrzyma dochodzenie i uniemożliwi wykrycie rzeczywistych sprawców. Twierdził, że nie mógł odmówić, ponieważ grożono mu śmiercią. W jednej ze swych wypowiedzi stwierdził, iż Kiszczak miał powiedzieć, że zrobienie z Pietruszki „kozła ofiarnego” pozwoli „uniknąć prowadzenia sprawy w głąb”.

Również Chmielewski był zdania, że „działania podjęte w październiku '84 r., musiały być zainicjowane przez najwyższy szczebel dowodzenia w resorcie”. Odmówił wszakże podania nazwisk osób, które miałyby sprawować nadzór nad akcją.

Hipoteza IV: Prowokacja polityczna przeciw opozycji

Morderstwo miało być sygnałem dla środowisk opozycyjnych, że władze przechodzą do akcji pozaprawnych, że zaczną stosować środki bezpośredniego terroru. Śmierć ks. Popiełuszki miała być początkiem spirali represji. Pękala i Chmielewski mówili, że „sprawa jest zakrojona na szeroką skalę”, że „będą podejmowane działania przez inne osoby, przez szereg grup”, że chodziło „o wielkie zadanie, które miało wstrząsnąć krajem”.

Miało temu służyć usiłowanie uwikłania milicji w uprowadzenie ks. Popiełuszki. Chmielewski w trakcie akcji ubrany był w mundur milicyjny, przy aucie ks. Popiełuszki znaleziono orzełka z milicyjnej czapki, Piotrowski posługiwał się legitymacją Komendy Głównej MO.

Celem tych działań miało być wprowadzenie zamieszania. Planowano rzekomo emitować druki podziemne, pod którymi podpisani mieli być ks. Popiełuszko i Zbigniew Bujak. Jednocześnie władze miały twierdzić, iż ksiądz wyjechał na studia do Rzymu (co było rzeczywiście planowane). W efekcie część osób sądziłaby, że ks. Popiełuszkę zamordowało MO, inni, że wyjechał do Rzymu lub ukrył go Kościół, jeszcze inni, że ksiądz sam zszedł do podziemia.

Hipoteza V: Walki frakcyjne w PZPR

Autorem tej hipotezy jest Czesław Kiszczak, broniący się przed zarzutami wiążącymi go ze sprawą zabójstwa ks. Popiełuszki. Zamach na księdza miał prowadzić do zamieszania, w efekcie którego doszłoby do zmiany ministra spraw wewnętrznych. Miało być to działanie „frakcji zachowawczej” w PZPR, która chciała osłabić „frakcję reformatorską” z Kiszczakiem i Jaruzelskim na czele. Inicjatorem zdarzeń miał być gen. Mirosław Milewski, którego pozycja została zagrożona przez ujawnienie afery „Żelazo”. Zabójstwo ks. Popiełuszki odwróciłoby uwagę od jego osoby, a sam Milewski zbiłby na tym kapitał polityczny.

Hipoteza VI: Niepowodzenie prób zwerbowania ks. Popiełuszki do współpracy z SB

Ks. Popiełuszko miał wyjechać na studia do Rzymu. Znajdowałby się bliżej Jana Pawła II, stałby się zatem wymarzonym informatorem. Odmowa współpracy, a być może i groźba ujawnienia złożonej mu propozycji, miała spowodować zabójstwo księdza.

Osadzenie w Watykanie własnego agenta, osoby pozostającej poza wszelkimi podejrzeniami, byłoby z pewnością sukcesem SB. Bezpieka starała się więc zdobyć informacje, które posłużyłyby do szantażowania ks. Popiełuszki, a tym samym mogłyby zdecydować o nakłonieniu go do współpracy.

Hipoteza VII: Odpowiedź na wystawę 40-Lecia Polski Ludowej W Kościele Św. Stanisława Kostki

W kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zorganizowano wystawę związaną z 40-leciem Polski Ludowej. Władze twierdziły, że jej autorem był ks. Popiełuszko, znajomi księdza utrzymywali, że była to wystawa objazdowa. Niezależnie od kwestii autorstwa, funkcjonariusze SB dopatrzyli się w niej bliżej nie określonych „momentów bardzo jątrzących”. Adam Pietruszka lub gen. Zenon Płatek miał wypowiedzieć zdanie, iż „takiego łotra tylko ziemia może wyprostować” — mając na myśli oczywiście ks. Popiełuszkę.

Nowe wątki

Nowe wątki pojawiły się w związku z procesem generałów Ciastonia i Płatka. Niektóre z nich opisała prof. Krystyna Daszkiewicz w cyklu artykułów opublikowanych w tygodniku „Prawo i Życie”. Na żądanie Zenona Płatka druk tekstów przerwano. Gazeta opublikowała natomiast list generała, wedle którego prof. Daszkiewicz nierzetelnie przedstawiała różne wątki sprawy i sugerowała, że Płatek i gen. Ciastoń są mordercami. Tyle że prawo karne zrównuje sprawców zbrodni z tymi, którzy nią kierowali...

Ciastonia i Płatka uniewinniono — choć obserwatorzy mieli wątpliwości, dotyczące wpływania na sąd i ławników. Doszło na przykład do podpalenia mieszkania jednego z ławników, w efekcie czego zginęła jego matka. Być może wpłynęło to na sąd apelacyjny, który uchylił wyrok uniewinniający i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Na tej rozprawie wypłynęły kolejne nieznane fakty. Choćby ten, na który wpadł prokurator Andrzej Witkowski z Lublina — otóż ustalił on, że do Bydgoszczy na dzień porwania ks. Popiełuszki ściągnięto dużą liczbę funkcjonariuszy służb specjalnych. Było ich tak wielu, że nie starczyło lokali na nocleg i umieszczano ich w zwykłych hotelach. Witkowski zabezpieczył m.in. rejestry hotelowe. I wtedy go odwołano — pomimo że ministrem sprawiedliwości był prof. Wiesław Chrzanowski.

Jedno jest pewne: sprawa powinna być badana dalej. Hipotez i wątków jest mnóstwo.

Choćby historia, którą opisała w swej książce prof. Daszkiewicz: że gen. Płatek twierdził, jakoby usiłowano go otruć w gmachu MSW.

Warto również zwrócić uwagę na notatkę, którą gen. Ciastoń przekazał na rozprawie Płatkowi. Wynika z niej, że Piotrowski, który w dniu zabójstwa opuścił na chwilę Chmielewskiego i Pękalę, mógł udać się do bazy stacjonujących w Bydgoszczy wojsk radzieckich. Ta notatka została zniszczona, ale Płatek ją sobie przypominał, a Ciastoń nie przeczył, że istniała.

Istotne może okazać się też to, że sekcję ks. Jerzego miał pierwotnie przeprowadzić prof. Edmund Chróścielewski z poznańskiej Akademii Medycznej, po czym — na sugestię Kiszczaka — decyzję zmieniono. Sekcję przeprowadzała prof. Maria Byrdy, a prof. Chróścielewski uczestniczył tylko w oględzinach jako przedstawiciel Episkopatu. W trakcie procesu — mimo apeli oskarżycieli posiłkowych — nie dopuszczono go do zeznań jako obserwatora sekcji. Okazuje się, że nie była to zwyczajna sekcja, w której brało udział tylko paru lekarzy. Przyglądało się jej wielu esbeków, którzy już wtedy zastanawiali się, czy morderstwo nie wiąże się z aferą „Żelazo”. Sekcję nagrywano — dźwięk i obraz. Materiały te nigdy jednak nie zostały ujawnione.

Wielu obserwatorów nie ma wątpliwości, że Piotrowski od początku kłamał — i nie mówi prawdy do dziś. Początkowo wskazywał na Kiszczaka, ale ten był przecież u Piotrowskiego w więzieniu i proponował mu wszelkie udogodnienia za wskazanie osoby, która stała za morderstwem. Kiszczak zaś, jako obca siła w MSW — wywodził się bowiem z wojska i miał w resorcie wielu wrogów — miał podstawy podejrzewać, że poprzez tę prowokację ktoś chce się go pozbyć.

To ślady — z pewnością nie wszystkie — pochodzące jedynie z oficjalnych stenogramów i dokumentów. Pozostaje jeszcze mnóstwo domysłów i plotek. Ale doświadczenie uczy, że w takich sprawach zawsze, prędzej czy później, ktoś zaczyna sypać.

Opracował Filip Musiał, współpraca KB

Krzysztof Piesiewicz i Edward Wende byli oskarżycielami posiłkowymi podczas procesu toruńskiego.

Edward Wende:

Tezy Kiszczaka i Jaruzelskiego, że zabójstwo ks. Popiełuszki uderzyłoby przede wszystkim w ich ekipę, są oczywiście nie do przyjęcia. Gdyby je przyjąć, trzeba by założyć, że od początku planowano ujawnienie tej zbrodni. Tymczasem zabójcy nie pozostali bezkarni tylko dlatego, że uciekł Waldemar Chrostowski. Inaczej Popiełuszko (i — zapewne — Chrostowski) byłby kolejną ofiarą „nieznanych sprawców” — jak np. Stanisław Pyjas.

Jeśli chodzi o hipotezy związane z walkami frakcyjnymi w PZPR, to czytałem protokół z posiedzenia Biura Politycznego, na którym rozważa się, jak ukryć przed społeczeństwem uczestnictwo Milewskiego w aferze „Żelazo”. Jaruzelski powiedział wtedy, że ks. Popiełuszko Milewskiemu pomógł, bo nie można go teraz napiętnować, gdyż wszyscy by uważali, że to „za Popiełuszkę”. Jaruzelski miał pełnię władzy w ręku, a Milewski odchodził w polityczny niebyt, więc wskazywanie na Milewskiego to chwyt propagandowy bez pokrycia w realiach.

Można się zastanawiać nad ewentualnymi inspiracjami pochodzącymi z zewnątrz. Pracujący w gmachu MSW rezydent KGB często wzywał do siebie Piotrowskiego. Można domniemywać, że to KGB stało za wymierzonym w Popiełuszkę artykułem w „Izwiestiach”, ale dowodów procesowych oczywiście nie ma.

Sąd Wojewódzki w Warszawie, który uniewinnił Ciastonia i Płatka, popełnił — moim zdaniem — błąd metodologiczny. Poszukiwano bowiem bezpośredniego rozkazu na piśmie albo świadka, który by zeznał, że widział taki rozkaz. A przecież w takiej mafii, jaką było wówczas MSW, nie wydaje się rozkazów dosłownych, typu „zabić księdza”. Używa się eufemizmów, np. „musi zniknąć” czy „musi na zawsze zamilknąć”. Mafia jest groźna na zewnątrz, ale jest groźna też sama dla siebie. Musi utrzymywać dyscyplinę, żeby się nie okazało, że suma zbrodniczych umiejętności któregoś z jej członków obróciła się przeciwko niej. Stąd w każdej mafii obowiązuje bardzo ścisła dyscyplina. Kiedyś Płatek zagalopował się w zeznaniach i powiedział, że musiał wyjść z ministerstwa na pół godziny, więc poszedł się zwolnić do ministra. Człowiek w stopniu generała, żeby opuścić gmach na pół godziny, musiał uzyskać zwolnienie przełożonego! Czy w tej sytuacji jest do pomyślenia, żeby trzech funkcjonariuszy MSW wyjeżdżało na wycieczki po Polsce służbowym samochodem bez zgody najwyższych władz? Pamiętajmy zresztą o telefonie Piotrowskiego z trasy — odbiera Płatek i mówi, że połączył się z niewłaściwym człowiekiem, ale żadnych informacji dla niego nie ma: czy informacje, o jakie chodzi, nie dotyczą ewentualnego odwołania akcji?

I jeszcze jedno: Po uprawomocnieniu się wyroku w Sądzie Najwyższym i skazaniu czterech osób, zginęło jeszcze czterech księży: Zych, Niedzielak, Suchowolec i Kowalczyk. Krótko mówiąc, za każdego oskarżonego poświęcił życie jeden ksiądz. Uczynili to oczywiście „nieznani sprawcy”...

Krzysztof Piesiewicz:

Na podstawie badań medycznych wiemy, jak torturowano i zamordowano ks. Popiełuszkę. Ale o tym, kiedy rany zostały zadane, możemy wnioskować jedynie na podstawie zeznań oskarżonych. Oskarżonych, którzy w toku śledztwa i procesu toruńskiego byli przez cały czas instruowani; ich wyjaśnienia były podporządkowane linii, którą starała się przygotować władza. Są dowody na to, że np. kierownictwo MSW było szczególnie zainteresowane takim, a nie innym kierunkiem prowadzenia śledztwa.

Wiemy, że do ostatnich dni urzędowania gen. Kiszczaka obok jego gabinetu funkcjonowała specjalna grupa operacyjna, która zajmowała się tą sprawą. I to nie tylko w sensie operacyjnym i śledczym, ale również w sensie zabezpieczenia. Jej zadaniem było dbanie o to, by na jaw wyszły jedynie określone informacje i dowody. Wiemy również o wizytach najwyższych dygnitarzy MSW — od 1984 do końca lat 80. — u Piotrowskiego. Ujawnił to w swoich wypowiedziach dla mediów.

Wiemy, choć jedynie na podstawie szczątkowych dowodów, że istniały naciski na prowadzących postępowanie przygotowawcze — m.in. na struktury zajmujące się czynnościami kryminalistycznymi. Dziś nie można stwierdzić, jaki wpływ miały te interwencje na rezultat czy sposób przeprowadzania ekspertyz. Ale wiemy też, że zakładem, który zajmował się badaniami z zakresu mechanoskopii, badań chemicznych, biologicznych itd., interesowały się służby specjalne ZSRR.

Wiemy o obecności dwóch oficerów wywiadu wojskowego w czasie ostatniego nabożeństwa w kościele Braci Męczenników w Bydgoszczy. Ten element także nie został do końca wyjaśniony, a w każdym razie nie wpłynął na przebieg postępowania dowodowego.

Wiemy również, że odbywały się narady, na których zastanawiano się, jak zastraszyć czy wręcz unieszkodliwić niektórych księży. Ba, istniała lista duchownych, względem których miano stosować nadzwyczajne środki oddziaływania, mające skłonić ich do — jak to wtedy nazywano — powrotu do sfery działalności religijnej.

Trzeba pamiętać, że „polowanie na księdza” — bo chyba można w ten sposób określić obserwacje, prowokacje itd. — trwało dosyć długo. Z takich działań składa się raporty, pobiera się na nie fundusze, używa się samochodów itd. Zważywszy na hierarchiczność MSW oraz to, jak szybko zlokalizowano sprawców mordu, jasne jest, że zwierzchnicy Piotrowskiego, Chmielewskiego i Pękali w taki lub inny sposób musieli zostać poinformowani o wcześniejszym zamachu na samochód Popiełuszki na drodze z Gdańska do Warszawy. Piotrowski i jego dwaj podwładni nie byli więc „samotnymi kowbojami”. To ich zwierzchnicy mogli być sfrustrowani: wprowadzono stan wojenny, a tu wszystko działa dalej — w podziemiu drukuje się ulotki, w pełnych kościołach wygłasza antyrządowe kazania itd.

Jest tylko pytanie: do czego uprawniono funkcjonariuszy resortu? Czy przekroczyli oni tzw. granicę oddziaływania, którą zaplanowano na naradach? Czy też jedynie wypełnili plan? A jeżeli tak, to z czyjej inspiracji ułożony: zewnętrznej czy wewnętrznej? Nie wiem, czy kiedykolwiek uzyskamy odpowiedź w sensie procesowo-dowodowym.


opr. mk/po/mg




Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: PRL polityka Jerzy Popiełuszko zabójstwo PZPR męczennik proces beatyfikacyjny Msza za Ojczyznę Czesław Kiszczak Zenon Płatek
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W