Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Tadeusz Chrzanowski

REDAKTOR NIEZŁOMNY

Czy to czas taki zły, czy też wszedłem już w sferę wspomnień, kiedy wokół nas staje się coraz puściej i kiedy pośród wzbierających tłumów stajemy coraz bardziej samotni? Odszedł Jerzy niby spodziewanie, ale zarazem niespodziewanie i mam gorzkie poczucie zaniedbania, że nie pożegnałem się z nim, że nie powiedziałem mu tego najprostszego "dziękuję", które nam Polakom - tak trudno przechodzi przez gardło. Ale przecież nigdy nie wiadomo, kiedy powinno nastąpić ostatnie pożegnanie i zarazem ostatnie podziękowanie. Więc pozostaje tylko ta, jakże smutna i jakże wspaniała świadomość, że udało mi się poznać, a nawet zaprzyjaźnić z jednym z największych redaktorów mej ojczyzny. Że to on dał mi możliwość debiutu i że mnie przez tak wiele lat zechciał gościć w swoim piśmie, co jest zaszczytem ogromnym, pismo to bowiem w sposób budzący najgłębszy szacunek towarzyszyło dziejom tego kraju, tak płaskiego w sensie geograficznym i etycznym, a zarazem tak wzniosłego i pięknego.

Nie stałem aż tak blisko Jerzego i redakcji, by wspominać owe pierwsze, a potem najtrudniejsze lata stalinizmu, mogę tylko wspominać jakieś rozmowy, właściwie strzępy rozmów i zaprezentować swoją refleksję o tym prawdziwie mądrym człowieku. Moja opinia o jego walorach, jako redaktora, opiera się przede wszystkim na tym, że - jak każdy redaktor z prawdziwego zdarzenia - stosunkowo niewiele pisał sam, zadanie bowiem, które sobie postawił, to było budowanie zespołu ludzi, którzy w tym kłótliwym kraju tworzyli jakiś ośrodek rozsądku i uczciwości. Jego najpierwszą zasługą było więc to, że zgromadził w powojennym Krakowie całą grupę "tutejszych" i "bieżeńców" (stąd tak silny współczynnik przybyszy z Wileńszczyzny), że zbudował autentyczny "trust mózgów" i z tym zespołem udało mu się przetrwać najcięższe lata stalinowskiego finału. Zamknięcie pisma stało się bowiem dla zespołu może i ciężkim przeżyciem, ale zarazem w pewnym sensie zabezpieczeniem przed dalszymi pokusami uginania się pod presją władców. I w ten sposób zespół ten, łącznie z działalnością koła "ZNAK" w ówczesnym Sejmie przeszedł przez ten czas nie umoczony w PRL-owskim plugastwie.

Jerzy, niby to nieśmiały, niby strachliwy, zacierający ręce w sytuacjach trudnych (stąd przezwisko "Lisek", którym go czasem obdarzaliśmy) był człowiekiem o bardzo jednoznacznym i bardzo konsekwentnym światopoglądzie, a to mu nie zyskiwało poklasku ani z prawa, ani z lewa, on zaś nadal szedł zawsze własną drogą i "robił swoje".

Jako się rzekło: miał dar zjednywania sobie ludzi, był bowiem spokojny, zrównoważony, nieodmiennie uprzejmy, co wszelako nie oznaczało, aby był ustępliwy w sprawach zasadniczych. Miał słabość do poetów, ale w gruncie rzeczy tylko jeden - Miłosz - uczcił to mądrym wierszem. Sam bardzo pięknie umiał czytać cudze wiersze, a czy kiedykolwiek sam takowe pisał - na ten temat nie mam wiadomości. Ale miał też "nosa" do młodocianych "geniuszy", a jak ktoś na taką kwalifikację nie zasługiwał, to się go z kręgu współpracowników delikatnie i bezszelestnie pozbywał.

Przede wszystkim jednak miał "nosa" do spraw politycznych, co pozwalało mu bardzo długo opierać się zakusom komunistów i ich podopiecznych w rodzaju PAX-u. I zarazem stawał się coraz bardziej "solą w oku" PRL-owskich instytucji. Opowiadał mi Jasienica, że kiedy go Bristigierowa zwalniała z więzienia, to właściwie nie stawiała żadnych warunków z wyjątkiem jednego: żeby obiecał jej zaprzestać współpracy z "Tygodnikiem Powszechnym".

Nie jest tajemnicą, że w latach 40. i początku 50. stosunek kleru do "Tygodnika" był często nader krytyczny: pismo było dla nich zanadto lewicowe, zanadto nowatorskie. Zwłaszcza ostre spięcia pojawiały się pomiędzy redakcją a prymasem Wyszyńskim. Tylko że kiedy "Prymas Tysiąclecia" został zaaresztowany, to właśnie Turowicz i cały zespół zachował wobec jego osoby lojalność, czego niezupełnie da się powiedzieć o całym episkopacie. Sądzę zresztą, że wyrok na pismo zapadł we "właściwych czynnikach" wcześniej niż nastąpiło jego unicestwienie, a sprawa nekrologu po śmierci Stalina była już tylko przykrywką dla z dawna ukartowanej decyzji. I śmiem twierdzić, że okres zamknięcia pisma i oddanie go "gratis franco" PAX-owcom był w jakimś stopniu korzystny dla redakcji, która się tym bardziej uwiarygodniła w opinii społecznej.

Jednym z najgłupszych powiedzonek w naszej i nie tylko naszej mowie, jest stwierdzenie, że "nie ma ludzi niezastąpionych". A ja mógłbym wyliczyć wcale liczny zastęp takowych, po których pozostały dziury nie do załatania i należy do nich Turowicz. Ja "Tygodnikowi" życzę jak najlepiej, aby był kontynuatorem świetności przeszło pięćdziesięciu lat redaktorstwa Jerzego, ale to już nie będzie nigdy to samo pismo, będzie w najlepszym razie dzieckiem tamtego, kiedy doprawdy niełatwo było zachować "postawę wyprostowaną", skoro dziś o to tak łatwo.

Ja ponadto uważam Jerzego za znakomitego polityka. Bo redaktor musi być zawsze w jakimś stopniu politykiem, ale w czasach stalinowskich ta umiejętność wysuwała się na pierwsze miejsce. Z kolei bowiem ze statusem polityka musiała się wówczas wiązać jeszcze umiejętność świadczenia i dawania przykładu. Ani wówczas, gdy kraj nasz zapełnił się ogromną liczbą kolaborantów, ani teraz, gdy tłoczą się w nim oszołomy i samozwańczy zbawcy, nadal taka właśnie "postawa wyprostowana" jest czymś na wagę złota. Mnie dzisiejsza tak zwana scena polityczna przypomina "orloj" (zegar) na staromiejskim ratuszu w Pradze: o równych godzinach, kiedy dzwon ogłasza ich liczbę, otwierają się nad cyferblatem drzwiczki i zaczyna się przemarsz figurek-kukiełek: byłych premierów, ministrów, posłów i senatorów, samozwańczych przywódców, proroków i ideologów. Ale w takim Grand-Guignolu nie ma nigdy Turowicza, ani Giedroycia, ani innych polityków, którzy nie będąc działaczami, byli tymi, którzy ratowali kraj przed zbiorową infamią i zbiorowymi erupcjami głupoty. Chwała Ci Jerzy, za to, że tak wspaniale dopełniłeś swego obowiązku wobec Polaków, choć wiele wycierpiałeś nie od komunistów, ale właśnie od oszołomów i nawiedzeńców, których tu nad Wisłą nigdy nie brakowało. I niewielu, może zbyt niewielu zamieszkało w moim umyśle i sercu na fotelach szacunku, na ekranach godności. Ale Ty z pewnością do nich się zaliczasz.

Tadeusz Chrzanowski



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć praca Tygodnik Powszechny wspomnienie Jerzy Turowicz znak gazeta polityk redakcja epitafium Tadeusz Chrzanowski
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W