Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Jan Kracik

Prawda łagodna i silna

20 lat pontyfikatu wobec tradycji i historii Kościoła

Połączenie niezmienności prawd i norm z rozwojem, czyli przemianami ich pojmowania, o wiele łatwiej przedstawiać teoretycznie, niż bezkolizyjnie zrealizować w praktyce. Rozgraniczanie podstawowej Tradycji od tradycji przemijających i utrzymywanie pomiędzy nimi równowagi nigdy nie odbywało się i nie odbywa bez napięć i dyskusji. Traktowanie bowiem tej pierwszej Tradycji jak skarbu w sejfie grozi jej niedostępnością dla ludzi innych czy nowych kultur, zaś absolutyzowanie jej zastanych kształtów - zerwaniem kontynuacji.

 

Już w pierwszym, krótkim wystąpieniu tuż po wyborze, Człowiek "z dalekiego kraju" wspomniał o wspólnocie wiary, nadziei "i tradycji chrześcijańskiej". I stanął przed ludźmi, "aby rozpocząć na nowo tę drogę historii Kościoła".

Nikt nie wiedział wtedy, jakimi wątkami owej Tradycji przyjdzie się nowemu Papieżowi zająć w sposób szczególny. Kiedy i jak będzie się on odwoływał do kościelnej przeszłości. Dziś, gdy obecny pontyfikat wypełnił równo jeden procent dziejów Kościoła, można i warto się nad tym zastanowić.

Tradycja niejedno ma imię

Na samym początku było żywe nauczanie apostolskie, a nie gotowy tekst. Nowy Testament zaczęto pisać dopiero w drugiej połowie I w. Jego pojmowanie odbywało się w nurcie owego pierwotnego przekazu, zwanego Tradycją. W Kościele odróżnia się ją od tradycji teologicznych, dyscyplinarnych, pobożnościowych, kształtujących się i z czasem zanikających, które stanowią zmienną realizację owej początkowej Tradycji, wyrażając ją lepiej lub gorzej. Stąd potrzeba ich podtrzymywania, modyfikowania bądź odrzucania pod przewodnictwem Urzędu Nauczycielskiego - jak czytamy w Katechizmie Kościoła katolickiego.

Sobór zaś uczy o rozwoju owej apostolskiej Tradycji w Kościele, pojętym nie jako dodawanie nowych treści, lecz ich coraz lepsze zgłębianie poprzez dociekania, rozważania i modlitwę. "Wraz z rozwojem Kościoła w czasie i przestrzeni, również powierzona mu tradycja przechodziła stopniowo ewolucję" - napisał Jan Paweł II w liście apostolskim Duodecimum saeculum, wydanym w 1987 r. z okazji 1200. rocznicy II Soboru Nicejskiego. Sobór ten zatwierdził kult obrazów, pierwotnie odrzucany przez Kościół w innym kontekście kulturowym (wszechobecność kultów pogańskich). Ewolucja była tu rzeczywiście ogromna.

Obecne w tak dynamicznym rozumieniu Tradycji połączenie niezmienności prawd i norm z rozwojem, czyli przemianami ich pojmowania, o wiele łatwiej przedstawiać teoretycznie, niż bezkolizyjnie zrealizować w praktyce. Rozgraniczanie podstawowej Tradycji od tradycji przemijających i utrzymywanie pomiędzy nimi równowagi nigdy nie odbywało się i nie odbywa bez napięć i dyskusji. Traktowanie bowiem tej pierwszej Tradycji jak skarbu w sejfie grozi jej niedostępnością dla ludzi innych czy nowych kultur, zaś absolutyzowanie jej zastanych kształtów - zerwaniem kontynuacji.

Potrzebę owego twórczego napięcia, dającego równowagę życia, doskonale wyraża passus z listu apostolskiego Orientale lumen (1995). Powiedziano tam, iż w historycznym dziedzictwie każdego Kościoła nie chodzi "o powtarzanie niezmiennych formuł, ale o dziedzictwo, które zachowuje żywy, pierwotny rdzeń kerygmatyczny. To Tradycja broni Kościół przed niebezpieczeństwem przyswajania sobie jedynie zmiennych opinii i poręcza ich pewność oraz ciągłość. Kiedy zwyczaje i praktyki właściwe każdemu Kościołowi traktuje się jako coś nienaruszalnego, z pewnością grozi to Tradycji pozbawieniem jej charakteru rzeczywistości żywej, wzrastającej i rozwijającej się, który Duch Święty jej zapewnia właśnie po to, aby przemawiała do ludzi wszystkich czasów".

Cytowany list odnosi się oczywiście nie tylko do tradycji Kościołów wschodnich, których specyfice był poświęcony. Bowiem "każdy Kościół winien zwalczyć pokusę absolutyzowania tego, czego dokonuje, a zatem samowychwalania" (...), gdyż "wszystko, co się dzieje, nie utożsamia się nigdy z pełnią Królestwa".

Między progresizmem a integryzmem

Wspomniana pokusa absolutyzowania dotyczy zarówno nowego, jak i starego, tego, co zastane, i tego, co się buduje. Jedni chcą bronić wszystkiego, do czego przywykli, mieszając Tradycję z jej zmienną postacią, drudzy zaś gotowi są burzyć tradycjonalizm i otwierać Kościół ku przyszłości. Stary ów spór wewnątrzkościelny przybiera niekiedy po Vaticanum II dramatyczną postać. Przy wprowadzaniu w życie jego postanowień dały bowiem "o sobie znać tendencje, które stwarzają na drodze realizacji Soboru pewną trudność. Jedną z tych tendencji charakteryzuje dążność do zmian, które nie zawsze pozostają w zgodzie z nauką i duchem Vaticanum II, nawet jeśli usiłują się powoływać na Sobór. Zmiany te mają wyrażać postęp - i stąd tendencja ta została określona mianem »progresizmu«. Postęp w tym wypadku jest takim dążeniem ku przyszłości, które zrywa z przeszłością, nie licząc się z istotną dla misji Kościoła funkcją Tradycji, by mógł trwać w Prawdzie przekazanej mu przez Chrystusa Pana i apostołów i pilnie strzeżonej przez Magisterium".

Strzeżenie to tylko jedna strona trudnego zadania Papieża epoki posoborowej. Cytat ten pochodzi bowiem z listu Jana Pawła II do prefekta Kongregacji Nauki Wiary (1988), a dotyczy trudności ze zdyscyplinowaniem przedstawiciela orientacji tradycjonalistycznej (aż po fundamentalizm) w osobie założyciela "Bractwa św. Piusa X", arcybiskupa Marcela Lefebvre’a. Reprezentowana przezeń "tendencja przeciwna, którą określa się zwykle jako konserwatyzm lub »integryzm«, zatrzymuje się przy samej przeszłości, nie licząc się ze słusznym dążeniem ku przyszłości, które znalazło swój wyraz właśnie w dziele Vaticanum II. O ile pierwsza tendencja zdaje się uznawać za słuszne to, co jest nowe, o tyle druga widzi to, co słuszne, tylko w tym, co »dawne«, i to uznaje za synonim Tradycji. Tymczasem ani sama dla siebie »dawność«, ani też sama dla siebie »nowość« nie odpowiada właściwemu pojęciu Tradycji w życiu Kościoła. Takie pojęcie bowiem oznacza wierne trwanie Kościoła w Prawdzie otrzymanej od Boga, pośród zmiennych wydarzeń historii".

Zarówno wówczas, gdy dążenia do odnowy zapoznają istotne wartości katolickiej nauki wiary i moralności, jak i wtedy, gdy odrzuca się odnowę zgodną z duchem Soboru, jest to wypaczenie, "sprzeczne z zasadą żywej Tradycji Kościoła". Zadania, jakie w związku z tym "stają przed Stolicą Apostolską, domagają się szczególnej wnikliwości, roztropności i długomyślności", by odróżnić, co rozbija Kościół, a co go buduje.

Wysiłki te w przypadku Lefebvre’a nie przyniosły rezultatu, a arcybiskup, w imię Tradycji kwestionujący naukę Soboru (zwłaszcza dokumenty o wolności religijnej, ekumenizmie i liturgii), popadł w schizmę i zaciągnął ekskomunikę, wyświęcając samowolnie czterech biskupów. Papież przypomniał (motu proprio Ecclesia Dei, 1988) przy tej smutnej okazji, że "wewnętrznie sprzeczne jest takie rozumienie Tradycji, które przeciwstawia je powszechnemu Magisterium Kościoła, przysługującemu Biskupowi Rzymu i Kolegium Biskupów. Nie można pozostać wiernym Tradycji, zrywając więź kościelną z tym, któremu w osobie apostoła Piotra sam Chrystus powierzył w swoim Kościele posługę jedności". Jan Paweł II wezwał też "wszystkich katolików do szczerego zastanowienia się nad własną wiernością Tradycji Kościoła, autentycznie interpretowanej przez zwyczajne i nadzwyczajne Magisterium, zwłaszcza przez sobory ekumeniczne". Teologów Papież zachęcił do dociekań, które ukażą ciągłość istniejącą między Soborem a Tradycją, zwłaszcza w odniesieniu do spraw, które w niektórych częściach Kościoła ciągle jeszcze postrzegane są jako nowość.

Kapłaństwo monopolem mężczyzn

Dopiero kryzys społecznej dominacji mężczyzn rozpalił kościelne dyskusje wokół możliwości dopuszczania do święceń kapłańskich także kobiet. Istniejący stan rzeczy jawił się długie wieki jako oczywisty. Wypowiedzi papieży na ten temat, przypomniane i dopełnione przez Jana Pawła II w listach apostolskich (Mulieris dignitatem - 1988, Ordinatio sacerdotalis - 1994) zaczęły się niedawno. W 1975 r. Paweł VI w liście do władz Kościoła anglikańskiego, skłaniającego się do wyświęcania kobiet, wyraził swój niepokój z powodu stawiania, wbrew Tradycji, przeszkody na drodze do jedności. Powołał się na przykład Chrystusa, który na apostołów wybrał wyłącznie mężczyzn, w czym Kościół naśladuje go nieprzerwanie.

Teologowie wprawdzie uzasadniali już od dawna stanowisko Kościoła odmawiającego ordynacji kobietom lub odpierali emancypacyjne w tej mierze roszczenia niektórych sekt, lecz powoływali się przy tym nie na wolę Chrystusa, ale na argument odrzucony przez ostatnich papieży, a mianowicie na niższą wartość kobiet.

Mimo stanowiska Pawła VI dyskusje trwały nadal zarówno wśród protestantów, jak i katolików: skoro w tak ważnej sprawie brak jednoznacznej wypowiedzi w całym Nowym Testamencie, to jak udowodnić, że praktyka Jezusa i uczniów nie wyrastała jedynie z konieczności liczenia się z wymaganiami patriarchalnej kultury, która zaczęła się poważniej kruszyć dopiero w naszych czasach? Zatem chodzi o powody socjo-historyczne czy wierność apostolskiej Tradycji? To drugie! - powtórzyła Kongregacja Nauki Wiary w deklaracji Inter insigniores (1976). - To wola Chrystusa, a nie wyraz uprzedzeń, jakie wobec kobiet żywili niektórzy Ojcowie Kościoła czy scholastycy. Jezus bulwersował wszak opinię szacunkiem dla kobiet, nie musiałby więc respektować i w tym względzie istniejących obyczajów. To, że nie obdarzył kobiet kapłaństwem, nie jest dla nich dyskryminacją, skoro nie uczynił tego i dla swej Matki. Kobiety współpracowały z apostołami w głoszeniu Ewangelii, ale święceń nie otrzymywały. Nie było to uleganie naciskom standardów epoki, skoro zastane kulty pogańskie znały kobiety-kapłanki.

Owszem - dodano - "trzeba przyznać, że przytoczone fakty nie są oczywiste w sposób bezpośredni", a stanowisko Kościoła "może zostanie przez niektórych przyjęte z niezadowoleniem", ale jego pozytywna wartość ujawni się z czasem. Kościół bowiem, także wschodni, trzymając się nieprzerwanie pierwotnej tradycji, udzielał święceń jedynie mężczyznom. Czyni to ciągle z przekonaniem, że nie jest to kwestia dyscypliny kościelnej, którą można zmienić, lecz sprawa wierności Chrystusowi. Dyskusje nie ustawały. "Aby usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi - orzekł Jan Paweł II - oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczność" (Ordinatio sacerdotalis).

Historia dzieliła, ale może łączyć

W 1980 r. Jan Paweł II ogłosił świętych Cyryla i Metodego współpatronami Europy, uzupełniając tu patronat św. Benedykta, ustanowiony w 1964 r. przez Pawła VI. Znamienne było zaznaczenie przy tej okazji rzadko dostrzeganej prawdy, iż Europa "w swoim geograficznym całokształcie jest jak gdyby owocem oddziaływania dwóch nurtów tradycji chrześcijańskiej, z czym idą w parze także dwie różniące się, a zarazem głęboko dopełniające formy kultury". Nurtowi wywodzącemu się z Rzymu patronuje św. Benedykt, zaś "święci bracia z Tessalonik uwydatniają naprzód wkład starożytnej kultury greckiej, a z kolei zasięg promieniowania Kościoła konstantynopolitańskiego oraz tradycji wschodniej, która tak głęboko zapisała się w duchowości i kulturze wielu ludów i narodów we wschodniej części kontynentu europejskiego" (Motu proprio Egregiae virtutis).

Ważny to tekst, prostujący nasze okcydentalne myślenie, a ekumeniczny wydźwięk tych słów podkreślony został wyrażeniem satysfakcji z powodu posoborowego dialogu między Rzymem a Konstantynopolem po wiekach kościelnego rozdzielenia. Powiedziano i o wspólnocie wielorakiego dziedzictwa w dzisiejszej Europie. Tak więc "niechaj zanika to, co dzieli Kościoły, a także ludy i narody; różnice zaś tradycji i kultury niech okazują się wzajemnym dopełnieniem wspólnego bogactwa". Żeby pomóc współczesnym pokoleniom w poszanowaniu słusznych praw każdego narodu i "oddawać potrzebne usługi wspólnemu dobru całej ludzkości oraz przyszłości człowieka ziemi".

Jeśli słowa takie dotrą do ludzi spoza Kościoła, to zaprezentują im Kościół jako społeczność otwartą na pluralizm, gotową do dialogu i współpracy dla dobra wszystkich. Jest to zbiorowy wizerunek ludzi, którzy wiedzą komu, dlaczego i po co zawierzyli, więc nie boją się uszanować wszystkiego, co prawdziwe i dobre gdzie indziej. Trudniej jednak sprawić, by Kościół wszędzie tam, gdzie taki jeszcze nie jest, chciał takim być, a przynajmniej pragnął chcieć.

Podkreślaniu tego, "co nas łączy z wszystkimi naszymi braćmi, pomimo wszelkich podziałów, jakie zaistniały w ciągu wieków", posłużył także list Jana Pawła II, wystosowany w 1981 r. do całego episkopatu z okazji 1600. rocznicy I Soboru Konstantynopolitańskiego i 1550-lecia Soboru Efeskiego. Pierwszy z nich sformułował wyznanie wiary w Boskość Ducha Świętego, "Pana i Ożywiciela", drugi - definiował prawdę o Boskiej i ludzkiej naturze Chrystusa, zjednoczonych w tajemnicy Wcielenia. To przypomnienie prawd wiary, wyznawanej wtedy przez Kościół nie podzielony - pisał Papież - oby się przyczyniło "do wzrostu wzajemnego zrozumienia z naszymi umiłowanymi braćmi na Wschodzie i Zachodzie, z którymi nie łączy" nas jeszcze pełna więź kościelna, ale której wspólnie szukamy. Nie chodzi tylko o przypominanie rocznic - powiada Jan Paweł II - ale i o związanie ich z zadaniami Kościoła obecnej epoki, jak uczy Vaticanum II. Urzeczywistnienie jego wskazań, to najlepszy sposób uczczenia rocznic tamtych soborów.

"Głęboka religijność Lutra"

Przez całe wieki, łącznie ze znaczną częścią niniejszego, katolickie wspominanie heretyków w listach pasterskich i na ambonie odbywało się głównie przy użyciu żółci i sadzy. Polemiką z karykaturowaniem i obrażaniem, dokonaną przy pomocy spojrzenia pozytywnego, a sprawiedliwego, nazwać można list, jaki Jan Paweł II wystosował do przewodniczącego Sekretariatu Jedności Chrześcijan, kard. Willebrandsa, z okazji 500-lecia urodzin Marcina Lutra. Podejmując sugestie ewangelików do ekumenicznego potraktowania tej rocznicy, Papież wyraził uznanie dla badań przeprowadzonych przez uczonych protestanckich i katolickich, w wyniku których "została przekonywująco ukazana głęboka religijność Lutra, którą powodowany stawiał z gorącą namiętnością pytania na temat wiecznego zbawienia. Okazało się też wyraźnie, że zerwania jedności Kościoła nie można sprowadzać ani do niezrozumienia ze strony pasterzy Kościoła katolickiego, ani też jedynie do braku zrozumienia prawdziwego katolicyzmu ze strony Lutra, nawet jeśli obydwie te okoliczności mogły odegrać pewną rolę. Podjęte rozstrzygnięcia miały głębokie korzenie. W sporze na temat stosunku między wiarą a tradycją wchodziły w grę sprawy najbardziej zasadnicze, odnoszące się do właściwej interpretacji i recepcji wiary chrześcijańskiej, sprawy zawierające w sobie potencjalność podziału Kościoła". Potrzebny jest wysiłek dalszych badań nad Lutrem i reformacją, kierowany poszukiwaniem prawdy. "Wina, gdziekolwiek się znajduje i którejkolwiek strony dotyczy, powinna zostać uznana."

"Proszę o przebaczenie krzywd wyrządzonych niekatolikom"

To wezwanie do odejścia od stereotypu Kościoła zawsze uciśnionego i niewinnego, by przybliżyć się do prawdy historycznej i uznać także własne winy, przejawiło się wymownie w 1995 r. w trakcie kanonizacji Jana Sarkandra w Ołomuńcu oraz Marka Križa, Stefana Pongracza i Melchiora Grodzieckiego w Koszycach. Zginęli oni w XVII w. z rąk protestantów, więc sytuacja nie wyglądała zbyt ekumenicznie. Zwłaszcza, że dawnym kanonizacjom tego rodzaju ofiar towarzyszyły nierzadko akcenty kontrreformacyjne czy triumfalistyczne. Liczenie się z wyrażanymi głośno tego rodzaju obawami braci odłączonych i szacunek dla całej prawdy historycznej dały ważną i wyrazistą deklarację: to nie wytykanie innym przemocy (bo ta była z obu stron), to nie otwieranie starych ran, ale okazja do wzajemnego przebaczenia tamtych win - "Dziś ja, papież Kościoła rzymskiego, w imieniu wszystkich katolików proszę o przebaczenie wszystkich krzywd wyrządzonych niekatolikom w ciągu burzliwej historii tych ludów; i jednocześnie zapewniam o przebaczeniu ze strony Kościoła katolickiego wszelkiego zła, które wycierpieli jego synowie".

To w Ołomuńcu. A w Koszycach - hołd złożony męczennikom: nie tylko trzem katolikom, ale i 24 ewangelikom! "Im i wszystkim, którzy znosili cierpienia i śmierć, aby dochować wierności swoim przekonaniom i sumieniu, Kościół oddaje chwałę i wyraża swój podziw". Ponad wzajemnymi krzywdami i pretensjami da się więc budować most. Żeby pamięć o ofiarach nie była podtrzymywana przeciw komukolwiek, a zaczynała służyć rozumieniu uwarunkowań dawnych dramatów i chronieniu się przed nowymi. By wspomagać proces pojednania nie tylko między Kościołami, ale i narodami. Społeczności religijne i cywilne, złożone przecież w znacznej mierze z tych samych ludzi, mogą wpływać na siebie stymulująco.

Wśród mnóstwa wypowiedzi Jana Pawła II, odnoszących się do wydarzeń i postaci z historii Kościoła, jest oczywiście znacznie więcej owych nawiązań i powiązań z teraźniejszością. Wszak słowa papieskie, jakie towarzyszą każdej beatyfikacji czy kanonizacji, a było ich tak wiele w ciągu tych 20 lat, ukazują aktualność postaw tych, którzy byli, dla tych, którzy są. I liczne rocznice, podobnie jak te, o których wyżej, także nie są świętowane dla nich samych.

"Zbliżające się trzecie tysiąclecie"

Bilansujące spojrzenie na przeszłość, która przed przeniesieniem jej przez próg nowego tysiąclecia wymaga nie tylko aplauzu, ale i rachunku sumienia, zawarł Papież w liście apostolskim Tertio millennio adveniente (1994). Jubileuszowy bowiem czas łaski wymaga wprowadzenia w życie bogactwa nauki II Soboru Watykańskiego, który zapoczątkował przygotowanie Kościoła na trzecie tysiąclecie. Radość każdego jubileuszu, to radość z nawrócenia i odpuszczenia win. Wpierw przecież trzeba je uznać. Także w perspektywie całej historii Kościoła. I Papież to czyni: "Gdy zatem zbliża się ku końcowi drugie tysiąclecie chrześcijaństwa, jest rzeczą słuszną, aby Kościół w sposób bardziej świadomy wziął na siebie ciężar grzechu swych synów, pamiętając o wszystkich tych sytuacjach z przeszłości, w których oddalili się oni od ducha Chrystusa i od Jego Ewangelii i, zamiast dać świadectwo życia inspirowanego wartościami wiary, ukazali światu przykłady myślenia i działania, będące w istocie źródłem antyświadectwa i zgorszenia".

Błędy, niewierności, brak konsekwencji, zaniedbania wymagają pokuty i nawrócenia. Wysiłek ten potrzebny jest szczególnie wobec grzechów, które zaszkodziły chcianej przez Boga samego jedności Jego ludu. Podziały, które trwają, są wbrew woli Chrystusa i gorszą świat.

Inne bolesne zjawisko, to przyzwolenie w niektórych stuleciach "na stosowanie w obronie prawdy metod nietolerancji, a nawet przemocy". Owszem, kontekst kulturowy danej epoki pozwala pojąć, "że pod jego wpływem wielu mogło w dobrej wierze sądzić, iż autentyczne świadectwo o prawdzie wymaga zagłuszenia innych opinii, a przynajmniej wykluczenia ich z dyskusji. Często wiele różnych czynników współdziałało w kształtowaniu przesłanek nietolerancji, podsycając namiętności, którym w pewnej mierze nie ulegali tylko ludzie wielkiego ducha, naprawdę wolni i pełni Boga. Jednakże te okoliczności łagodzące nie zwalniają Kościoła od obowiązku wyrażenia głębokiego ubolewania z powodu słabości licznych swoich synów, którzy zniekształcili jego oblicze".

Ukazawszy drogę między zrzucaniem wszystkiego na uwarunkowania historyczne, a mierzeniem przeszłości dzisiejszą miarą, Papież raz jeszcze otwiera perspektywę ku przyszłości: "Te bolesne doświadczenia przeszłości stają się lekcją na przyszłość, która winna skłonić każdego chrześcijanina do ścisłego przestrzegania złotej zasady sformułowanej przez Sobór: »Prawda nie inaczej się narzuca, jak tylko siłą samej prawdy, która wnika w umysły jednocześnie łagodnie i silnie«".



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: tradycja Kościół Urząd Nauczycielski magisterium Jan Paweł II pontyfikat ekumenizm Kongregacja Nauki Wiary Katechizm integryzm kapłaństwo kobiet progresizm heretyk Sekretariat Jedności Chrześcijan Marcin Luter podziały
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W