Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Boné Édouard

Bóg, niepotrzebna hipoteza?


Tytuł oryginału. DIEU. Hypothèse inutile?
Wydanie w języku polskim zrealizowane za pośrednictwem
Agencji Literackiej Eulama
Wydawnictwo WAM 2004




Rozdział I. Wiara w spotkaniu z nauką.

Dwa światy heterogeniczne

Wiara i nauka: ciekawe zestawienie pojęć. Przyjrzyjmy się więc bliżej! Nauka? To fascynujący świat badań nad materią i życiem! By się z nim zapoznać, należy wspólnie przewędrować galerie wielkich muzeów historii naturalnej w Londynie, Paryżu czy Nowym Jorku. Cztery miliardy lat dziejów życia, niezwykła, mieniąca się wszystkimi barwami parada odkryć i znalezisk: od raf koralowych po wielobarwne anemony, od zdumiewającego świata owadów do jeszcze bardziej zadziwiającego świata olbrzymich gadów drugorzędu, albo — bliżej już naszej epoki: do roju niezliczonych odmian ssaków, w tak bardzo zróżnicowanych warstwach ekologicznych naszej planety. Trzeba by się pogrążyć w ciszę naszych nowoczesnych laboratoriów, podpatrzeć naszych naukowców siedzących przy mikroskopach, laserach, potencjometrach, wirówkach i spektrometrach. Trzeba by odwiedzić olbrzymie obserwatoria, na Mont Palomar czy na Pic du Midi, przyjrzeć się wędrówkom wielkich mgławic, zgłębić tajemnice kwazarów, czarnych dziur i antymaterii. Albo jeszcze: znaleźć się na Przylądku Kennedy'ego w momencie startu pojazdu kosmicznego, zajrzeć do laboratoriów Gif-sur-Yvette czy Bethesdy, gdzie jest opracowywany ambitny projekt HUGO, stawiający sobie za zadanie rozszyfrowanie kodu ludzkiego genu. Nauka! Trzeba by przeczytać Claude'a Bernarda, Einsteina, Freuda, Prigogine'a, Poincarégo...

Wiara podejmująca ryzyko spotkania z nauką? Ale przez wiarę wkraczamy przecież w absolutnie inny świat. Trzeba pozostawić na progu białe kitle i teleskopy, odczynniki i liczniki Geigera. Atmosfera, jaką instynktownie odczujemy, będzie się nam kojarzyła raczej z krużgankami Vézeley lub nawą Notre-Dame albo z oratorium Małych Sióstr Jezusa, które odwiedziliśmy poprzedniej zimy w faveli na przedmieściach Rio de Janeiro. A może wolicie pustą plażę, szmer morza i migotanie świetlików pod rozgwieżdżonym lipcowym niebem?... Odłożyliście na bok opasłe tomy przeglądów naukowych i uczone encyklopedie. Książeczka, którą trzymacie na kolanach, to Ewangelia Jezusa Chrystusa lub któryś rozdział Księgi Wyjścia. A może nawet zamknęliście już i te Pisma, czując jak Duch Boga mówi do waszych serc. Nauka i wiara: niezwykłe skojarzenie! Jak uzasadnić ich połączenie, jak przeżywać ryzyko ich konfrontacji?

 

Konfrontacja

Wiara podejmująca ryzyko spotkania z nauką! Zagadnienie w pewnym sensie tak stare jak ludzki umysł, niecierpliwie dążący do zrozumienia i poznania wszystkiego. Ale XVI wiek otwiera nową fazę w dziejach tego tradycyjnego zderzenia. Rodzi się nowy świat. Erazm, Kopernik, Kolumb, Luter; renesans, reformacja, i odkrycie Ameryk, a przede wszystkim budzący się świt naukowego myślenia. I wraz z nim rzucone Kościołowi poważne wyzwanie: niech się trwożnie nie zamyka w sobie, niech się otworzy na dostrzeżone nagle nowe wymiary świata. Wraz z innymi podejmuje to wyzwanie Ignacy Loyola i jednoznacznie angażuje swych towarzyszy w śmiałe przedsięwzięcie: ku chwale Boga, akt wiary w umysł człowieka! Bo stwarzając świat, Bóg stworzył jednocześnie nasz krytyczny umysł. Intuicyjnie wyczuwa się, że zamiast opuszczać świat i uciekać od niego, chrześcijanin powinien go zdobywać. Kolegia, uniwersytety i laboratoria stają się głównymi warsztatami, mającymi służyć budowaniu królestwa. Wraz z upływem czasu i zmieniającymi się okolicznościami, to angażowanie się w świat badań i duszpasterstwa intelektualnego będzie przybierało rozmaite formy, ale nigdy nie opuści terenów przygranicznych, na których nauka stawia wyzwania wierze. Spróbujmy spokojnie, bez pośpiechu przemierzyć te ryzykowne szlaki.

Whitehead mógł napisać, że wiara i nauka to dwie siły sprawcze w dziejach człowieka. Trzeba jednak przyznać, że od epoki renesansu i sprowokowanej przezeń rewolucji naukowej równowaga tych dwu sił często ulegała zachwianiu, a ich komplementarność bywała niekiedy bardzo utrudniona; wielu zrezygnowało z prób ich harmonizowania. W XVII i XVIII stuleciu niekwestionowana dotąd dominacja teologii stopniowo ustępuje miejsca królestwu naukowej racjonalności — aż do popadania w ekscesy języka scjentyzmu, któremu niekiedy ulegali nawet naukowcy. Wspomnieliśmy Laplace'a zapewniającego cesarza Napoleona, że „Bóg jest niepotrzebną hipotezą”, jeśli nie wręcz niebezpieczną... Oczywiście, od takich skrajności już w dużej mierze uwolniliśmy się, przyznając jednocześnie myśli naukowej należną autonomię w jej różnych dziedzinach.

Jedno jeszcze trzeba stwierdzić: podczas gdy świat chrześcijański epoki średniowiecza dysponował systemem kategorii, który wydawał mu się kompletny i nienaruszalny, to pojawienie się nowożytnej nauki zdecydowanie zakwestionowało tę jedność: rozbiło budowaną przez piętnaście stuleci syntezę chrześcijańskiej teologii, uważaną dotychczas za ostateczną. Nowa nauka od samego zarania rozwija się poza obrębem teologii; stanie się ona konstytutywnym elementem autonomicznych rejonów doświadczenia. Co więcej, w oczach wielu współczesnych zacznie uchodzić za jedyne uprawnione źródło poznania. Jak niekiedy się twierdzi, wartość ma to tylko, co należy do domeny „nauki”, co nosi na sobie jej etykietkę i daje się wyrazić w formułach chemicznych czy matematycznych.

Nie mamy tu na myśli przedstawiania tego długiego procesu wstrząsów podważających naszą racjonalność, nie tutaj miejsce na wyjaśnianie jego uwarunkowań, referowanie sukcesów i porażek, śledzenie czterech wieków historii czasów nowożytnych. Wystarczy zająć się ostatnim dziesięcioleciem, tym, które nas wprowadzi w kolejne tysiąclecie. Wiara podejmująca ryzyko spotkania z nauką? — To pytanie, a raczej wyzwanie, dotyczy żyjących dzisiaj mężczyzn i kobiet. Uwolnione od roszczeń epistemologicznych, obojętne wobec racji socjologa i badań historyka, pytania i wyzwania mają dla współczesnych nam przede wszystkim i w pierwszym rzędzie charakter egzystencjalny. W jaki sposób dzisiejszy człowiek odczuwa, jak przeżywa i przyjmuje faktyczną jukstapozycję świata myśli naukowej i świata wiary, zwłaszcza w jej chrześcijańskim wydaniu?

Zwrócić należy uwagę na trzy istotne kwestie:

a) erozyjny, rozsadzający i destabilizujący wpływ naukowej racjonalności w niektórych jej dziedzinach;

b) wynikającą z samego jej niewiarygodnego rozwoju paradoksalną łatwość przechodzenia przez współczesną technikę na teren etyki;

c) i wreszcie — to spojrzenie będzie miało charakter bardziej pozytywny — trzeba podkreślić stymulującą funkcję myśli naukowej w odniesieniu do refleksji teologicznej i stawiane jej przez naukę nowe wyzwania, torujące drogę dalszemu rozwojowi dogmatu chrześcijańskiego.

Wiara chrześcijańska zawsze dostrzegała potrzebę harmonizowania swego religijnego orędzia z otaczającą kulturą i wyrażającymi ją pojęciami. Takie właśnie wyzwanie stawiał jej na początku pogański świat Greków i Rzymian, a później, w XIII wieku, odkrycie filozofii Arystotelesa. Poczynając od epoki renesansu, nauka zaczęła stopniowo określać strukturę myśli nowożytnego człowieka, toteż właśnie w kontekście nauki musiały się pojawić bliższe już naszych czasów trudności w spotkaniu wiary z kulturą. Nic dziwnego, że zainicjowany w XVI wieku dialog wiary z nauką miał burzliwy przebieg i wszystkim znane są niektóre związane z tym nazwiska: Galileusz, Kartezjusz, Darwin, Freud... Były w nim okresy konstruktywne, przynoszące pogłębienie, ale także — częściej, niestety — momenty ciemne, polemiczne i bolesne, z których wiara nie zawsze wychodziła umocniona. Jednak w ostatnich dziesięcioleciach nastąpiło, jak się twierdzi, zawieszenie broni, a miejsce utarczek zajął wzajemny szacunek, który usankcjonował Sobór Watykański II przez uznanie autonomii różnych dziedzin życia. Dzisiaj niektórzy utrzymują nawet, że problem nauka—wiara przestał istnieć, a miejsce dawnych polemik zajęła wzajemna pokojowa akceptacja... Dałby Bóg!

Otóż wbrew tej uspokajającej diagnozie, bardziej przenikliwi obserwatorzy twierdzą, że konflikt nadal istnieje, a nawet przybrał formy bardziej radykalne. I tak to uzasadniają: na skutek istotnych przesunięć punktów konfrontacji konflikt doznał niewątpliwie głębokich przeobrażeń. Dzisiaj nie spieramy się już o to, czy Ziemia obraca się wokół Słońca, czy na odwrót — to prawda! Ten ostrzejszy radykalizm polega na tym, że obecnie problemowi Boga i nadprzyrodzoności odmawia się jakiegokolwiek sensu w naukowych dyskusjach.

 Czytaj dalej...

opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi: