Nie posiadamy wiedzy, by panować

Rozmowa z ks. prof. Lotharem Ullrichem, kierownikiem katedry teologii dogmatycznej na wydz. teologicznym UŚ

- Jakie zagadnienia w refleksji teologicznej Kościoła katolickiego są dziś według Księdza Profesora najbardziej aktualne?

- Bóg żyje także w nas i On zesłał swojego Syna dla nas. Pięknie mówi o tym św. Paweł w Liście do Galatów, że on żyje z wiary w Syna Bożego. Uważam, że ta prawda jest najważniejsza i o niej musimy dawać świadectwo światu. Nasz biskup w Erfurcie powtarza często, że musimy wierze nadać oblicze, bo wiarę przekazuje się w osobowym spotkaniu. Dlatego ważne jest, by wierzący rodzice przez swoją praktykę życia z wiary prowadzili do wiary swoje dzieci. Jeśli tego zabraknie, to uprawianie dogmatyki będzie daremne, nie będzie miało znaczenia dla naszego życia i codzienności.

- Czy, zdaniem Księdza Profesora, nie rysuje się rozdźwięk między dogmatyką a praktyką pastoralną Kościoła?

- Nigdy nie chciałem zostać profesorem, chciałem być proboszczem... Dlatego staram się nauczać wiary egzystencjalnie. Wiara tylko nauczana, a nie urzeczywistniana, nie trafia do ludzi. Staram się też w każdą niedzielę głosić w kościele kazanie. Bo ważniejsza jest dla mnie ambona niż katedra profesorska. Na ambonie przepowiada się wiarę. I jako dogmatykowi udaje mi się trafiać do "normalnych ludzi"...

- Na ile studium teologii może pomóc w doświadczeniu duchowym człowieka? Jan Paweł II w liście "Novo millennio ineunte" podkreśla potrzebę kontemplacji...

- Wielu studentów przychodzi na wydział teologiczny z "nadszarpniętą" wiarą. Niektórzy mają nadzieję, że teologia pomoże im "lepiej wierzyć". Rozczarowuję ich nieco, kiedy mówią, że można też studiować teologię "ateistycznie" - gdy się człowiek nie modli. Kto się nie modli, nie może rozumieć teologii. Czasami mówi się o "klęczącej" i o "siedzącej" teologii. Ale obie są ze sobą splecione. Ewangelicki teolog Karl Barth mawiał: "Modlitwa bez teologii jest ślepa, zaś teologia bez modlitwy jest bezowocna". Dlatego uważam, że w pewnych sytuacjach warto odłożyć notatki, stanąć obok katedry i mówić jak proboszcz do swych dzieci... Moi studenci powtarzali mi: "Kiedy Ksiądz Profesor stanął obok mównicy, był najlepszy".

- Znane jest też powiedzenie Pascala: "Dużo wiedzy przybliża do Boga, a mało od Niego oddala". Czy ta maksyma jest nadal aktualna?

- Nie patrzyłbym na tę relację ilościowo, lecz jakościowo. Nawet przed teologiem, który - jak ja - prowadził wykłady z dogmatyki przez 72 semestry, otwierają się nowe doświadczenia. To znaczy, wiara staje się prostsza i głębsza. Podkreśliłbym bardziej głębię wiary. Tu okazuje się kolejny raz, jak ważna jest modlitwa. W bezsenną noc, gdy potrzebuję pociechy, nie sięgam przecież po podręcznik dogmatyki, lecz modlę się na różańcu. Modlitwa prowadzi mnie na spotkanie z żywym Bogiem. Uważam, że trzeba zwracać uwagę na ten splot wiedzy i modlitwy. Podobnie dzieje się w Noc Paschalną, gdy odnawiamy naszą wiarę. Jak drzewo otrzymuje nowy słój, tak rośnie nasza wiara, gdy co roku stajemy przed decyzją wiary i powtarzamy "wyrzekam się" i "wierzę". Tylko w taki sposób wiara pozostaje żywą, ale musi ona też być poddana głębszej refleksji.

- Jak jest spożytkowany potencjał teologów świeckich w Kościele w Niemczech?

- W czasach komunizmu mieliśmy w NRD tylko studia dla kandydatów do kapłaństwa, ale biskupi już wówczas zorganizowali studia dla świeckich: dla sióstr zakonnych, dla osób sprawujących szczególne funkcje w Kurii. Dzisiaj sytuacja w Kościele w Niemczech zmienia się. Wykształconych teologów świeckich zatrudnia się jako asystentów pastoralnych. Współpraca między nimi i kapłanami nie zawsze jest łatwa. Asystent pastoralny nie może zostać dziekanem albo biskupem... Chodzi o to, że jest to służba Kościołowi i potrzebuje ona ludzi gotowych służyć. Uważam, że ta myśl musi też być obecna w teologii. Nie posiadamy wiedzy, by panować, lecz by służyć. I jeśli z takim nastawieniem i z taką wizją duchową podejmują studia teologiczne świeccy, to mogą one być bardzo owocne dla Kościoła. Problemy zaczynają się, gdy przychodzi postępowanie motywowane konkurencyjnością. Wówczas konflikty są zaprogramowane. I to byłoby szkodą.

- Ksiądz Profesor wspomniał o Kościele w dawnej NRD. Czy może Ksiądz podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami z tamtego czasu?

- Wyraziłbym to tak: wiedzieliśmy, gdzie jest przeciwnik. Trzeba było się zdecydować, to wiedzieli wszyscy chrześcijanie. Mój brat mówił mi, że bycie katolikiem kosztuje go co miesiąc tysiąc marek. Z powodu swego wyznania nie mógł awansować. Taka była sytuacja katolików i ewangelików w NRD. Dzisiaj żyje się nam trudniej w społeczeństwie pluralistycznym, niż w takim, w którym bycie katolikiem wymagało zdecydowanego samookreślenia. Znajdujemy się we mgle najrozmaitszych poglądów.

Mieliśmy zawsze dobre kontakty z Kościołem w Polsce, a także w Czechach, gdzie był on o wiele bardziej prześladowany. Kiedyś, gdy byłem już profesorem i rektorem studium teologicznego, prowincjał salezjanów prowincji czeskiej (który zajmował się myciem okien, podobnie jak kard. Miloslav Vlk) zapytał mnie, czy nie przyjęlibyśmy sześciu czeskich salezjanów na studia podyplomowe. Sprawa musiała być całkowicie utajniona. Państwo nie wiedziało, że byli oni salezjanami. Kard. Meissner zadecydował, że przyjmiemy ich na tajne studium licencjackie. Nie mogli oni uczestniczyć w wykładach. Każdy z nich miał przydzielonego jednego profesora, który go prowadził. Jeden z ówczesnych moich uczniów jest obecnie dziekanem na Wydziale Teologicznym w Czeskich Budziejowicach. To było bardzo owocne studium. Podobne doświadczenia prowadziły kraje Europy do wzajemnego zbliżenia. Myśmy wtedy faktycznie tę bliskość narodów już tworzyli.

Czas nazizmu z jednej strony pozostawił pamięć krzywd, jakie Niemcy wyrządzili Polakom, Czechom i innym narodom. Z drugiej strony wielu Niemców pamięta bolesne wysiedlenia. Każdego dnia musimy wprowadzać w życie pojednanie, o które starali się już po Soborze biskupi. Dla mnie osobiście bardzo ważne stało się sformułowanie pewnego bawarskiego polityka: "Potrzebujemy Europy bez wzajemnych uraz". Nasi ojcowie wiele przecierpieli wskutek bycia w Europie. Naszym zadaniem jest przejąć to europejskie dziedzictwo i czynić je pozytywnym, budując relacje przyjaźni. To jest też powód, dla którego współpracuję od 1973 roku z polskimi, a potem też z czeskimi teologami. Cieszę się, że także tutaj, w Katowicach, zostałem jako Niemiec przyjęty z otwartymi ramionami. Znalazłem przyjaciół, znalazłem katolickich braci w wierze. W takiej atmosferze możemy budować nową przyszłość.

Ks. prof. Lothar Ullrich jest kierownikiem Katedry Teologii Dogmatycznej na nowo utworzonym Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W bieżącym semestrze prowadzi wykład monograficzny, który ma związek z jego zaangażowaniem w ostatnich latach. Ks. prof. Ulllrich uczestniczył bowiem w latach 1994-1997 w pracach nad "wspólną Deklaracją w sprawie nauki o usprawiedliwieniu" Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan i Światowej Federacji Luterańskiej, która została podpisana 31.10.1999 r. w Augsburgu.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama