Małe stópki

Fundacja Małych Stópek chroni poczęte życie, dzięki jej pomocy udało się ocalić wiele dzieci

Fundacja Małych Stópek chce chronić poczęte życie, dlatego przekonuje kobiety, że nie warto dokonywać aborcji, ale urodzić. Dzięki jej pomocy udało się ocalić życie wielu dzieci. Prezesem, pomysłodawcą i twarzą Małych Stópek jest ks. Tomasz Kancelarczyk ze Szczecina.

Przed nami leży nasz dwutygodnik „Opiekun”, od razu kiedy Ksiądz go zobaczył, powiedział, że kojarzy mu się z obecnością mężczyzny w życiu kobiety. A jeżeli ona myśli o aborcji, to znaczy, że nie ma przy niej mężczyzny.

Ks. Tomasz Kancelarczyk: Tak wynika ze spraw, które docierają do naszej fundacji Małych Stópek. To jest charakterystyczne dla sytuacji aborcyjnej - mężczyzna był i odszedł, bo nie chce dziecka albo nie przyznaje się do niego, albo chce aborcji. W tym momencie kobieta znajduje się pod presją, zamiast w wymarzonej sytuacji, rodziny i dzieci.

W jaki sposób kobiety, które chcą dokonać aborcji, trafiają do fundacji Małych Stópek?

Trafiają przez kogoś. Kobieta, która chce aborcji, nie zadzwoni do nas. Jeżeli dzwoni, to znaczy, że chce pomocy. Dla nas najtrudniejsze są sytuacje, kiedy my prosimy, by nasza pomoc została przyjęta. Prosimy, bo wiemy, że życie ludzkie wisi na włosku. Wiemy o sytuacji od kogoś bliskiego kobiety - od koleżanki czy siostry. Rzadko bywa, by zadzwonił mężczyzna. Potem dzwonimy do kobiety i staramy się ją przekonać. To nie tylko kwestia rozmowy i argumentów, ale konkretnej pomocy. O jej skali większość ludzi nie zdaje sobie sprawy.

Małe stópki

Co konkretnie proponujecie kobiecie, która ostatecznie zdecydowała się nie zabijać swojego dziecka, tylko je urodzić?

W trudnych sytuacjach aborcyjnych to my stoimy w roli proszących, a nie kobieta. A więc to my musimy stworzyć takie warunki, które będą ratowały życie. Nie zastąpię ojca dziecka, ale zawsze można znaleźć kogoś, kto jest osobą bardzo przyjazną czy towarzyszącą kobiecie. Komu ona może się wygadać, wypłakać, do kogo może w podstawowej sprawie zadzwonić i spotkać się. To jest ważne. Bywa, że musimy załatwić mieszkanie. Jeżeli chodzi o sytuacje aborcyjne: domy samotnych matek nie wchodzą w rachubę.

Znając realia życia, wiadomo, że to nie wszystko.

Wspomniałem o ekstremalnych sytuacjach, ale są też normalne. Wtedy to, co płynie z fundacji, jest wielką radością dla mamy spodziewającej się dziecka. Przypomina mi się telefon od kuriera, który zawoził naszą „paczkę” dla pewnej kobiety. Dzwoni i pyta: co wyście jej zrobili? O co chodzi? - mówię. Bo ona stoi i płacze. Przywiozłem waszą paletę, zobaczyła, ile tego jest i rozpłakała się. To, co dajemy potrzebującym kobietom, to jest paleta pełna różnych rzeczy. Jeżeli ma to być konkretna pomoc, to nie może być paczka pieluch, tylko wszystkie pieluchy potrzebne dla dziecka, czyli circa dwa tysiące. Kupujemy je oczywiście w cenach hurtowych. Dajemy też ubranka - część używanych, a część nowych, czyli ze dwa lub trzy worki. Jeszcze chemia kosmetyczna, to jest bardzo droga sprawa. Do tego wilgotne chusteczki, wózek, łóżeczko i przewijak.

To jest pomoc materialna, która jest dołożona do pomocy psychologicznej kojarzącej nam się z psychologiem, ale każdy z nas może takiej pomocy udzielić, jeżeli będziemy towarzyszyć kobiecie, rozmawiać z nią.

Patrząc na ceny produktów dla dzieci, wiadomo, że to są ogromne koszty, skąd fundacja ma pieniądze na ich zakup?

Zbieramy fundusze w całej Polsce. Na przykład dzisiaj w kościele Miłosierdzia Bożego w Ostrowie głoszę homilie i poproszę o pieniądze na pieluchy. Mówię również, że 10 złotych to mniej więcej 22 pieluchy dla dziecka. Pieniądze będę zbierał po Mszy Świętej i wtedy rozdam też namiary na fundację i Jasie. Ostatnio kupiliśmy 40 tysięcy pieluch i cena hurtowa za jedną to 43 grosze.

Ilu kobietom udało się pomóc i uratować życie ich dzieci?

Działamy ze Szczecina na terenie całego kraju i ilość kobiet, którym pomagamy, są setki, ale to jest za mało. Z fundacji codziennie wychodzą paczki, a co tydzień wychodzi paleta. Ale to wszystko jest mało, dlatego staramy się rozszerzać działalność.

Jaki to się stało, że zaangażował się Ksiądz właśnie w tak niełatwą działalność?

U mnie u początków była wspólnota Wiara i Światło, czyli dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. Kontakt z tymi osobami w moim wypadku zrodził świadomość wartości życia, godności tych osób, także ich słabości, ale wagi ich życia dla naszego życia. Myślę, że możemy się od nich dużo nauczyć, choćby wrażliwości. Później po kilku latach pojawiła się konkretna sytuacja aborcyjna. Kobieta chciała dokonać aborcji i udzielona została pomoc.

Ostatecznie został Ksiądz prezesem organizacji pozarządowej, czyli fundacji Małych Stópek.

Najpierw był jeszcze marsz dla życia w Szczecinie, teraz największy w Polsce. Robiliśmy marsz, więc zaczęliśmy być kojarzeni ze wszelkimi sprawami związanymi z obroną życia. Podejmowaliśmy je w miarę naszych możliwości i  po pewnym czasie okazało się, że musimy stworzyć fundację. Chodziło o zdobywanie środków, by pomagać. Okazało się też, że są ludzie, którzy chcą dać nam pieniądze, ale potrzebne było konto. Przekazane pieniądze pożytkujemy na pomoc kobietom w ciąży w sytuacjach trudnych i w celach edukacyjnych. Nazwa fundacji była oczywista. O sobie, czyli o organizatorach marszu dla życia, mówiliśmy Bractwo Małych Stópek, a młodzi mówili Ekipa Małych Stópek. Stąd nazwa Fundacja Małych Stópek.

Na czym polega działalność edukacyjna fundacji, o której Ksiądz przed chwilą wspomniał?

Edukacja jest bardzo ważna. Przygotowujemy wiele wystaw, które rozsyłamy po całej Polsce. Jednej z nich przygotowanej przez młodzież poszło w Polskę dwa tysiące sztuk. Nie ma na niej żadnych krwawych obrazów. Na przykład na jednym ze zdjęć widać Karolinę z pięknym uśmiechem i napis „trzeci tydzień od poczęcia - zaczyna bić serce”. To są pomysły młodych. Przygotowaliśmy wystawę w związku z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Chodziło o to, by na zdjęciach wydobyć coś, co jest szczególnego w tych osobach.

Są jeszcze inne nasze gadżety edukacyjne. Ostatnio przygotowaliśmy książeczkę „Kornelka” dla małych dzieci przygotowującą do narodzin dzieciątka. W ciągu kilku lat zamówiliśmy też 350 tysięcy Jasia, to model 10-tygodniowego dziecka przed narodzeniem. Rozdaję Jasie przed kościołami. Bardzo mocno przykładamy się też do Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Duchowa Adopcja to podjęcie zobowiązania, by modlić się przez 9-miesięcy za poczęte życie, także to, które jest zagrożone aborcją.

To jest naprawdę najważniejsze. W związku z tym powstała aplikacja Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. Dzięki niej, oprócz modlitwy, mogę zobaczyć, przeczytać jak dziecko się rozwija. Ta aplikacja została znienawidzona przez osoby, które mają inne spojrzenie na poczęte życie. Została wyśmiana przez „Politykę”, gdzie pojawił się obszerny, kpiący artykuł w tonie „urbanowskim”. Ale jest to sytuacja, której się spodziewamy, bo ciągle jesteśmy atakowani.

Jak Ksiądz myśli, dlaczego oni tak reagują?

To taka poza fundacyjna refleksja, raczej księżowska i rozeznanie duchowe. Jestem przekonany, że jeżeli ktoś nastaje na życie bezbronnego, jest „umoczony” w działaniach Złego, który nienawidzi życia niewinnego, bezgrzesznego. Nienawidzi też życia poczętego, a więc wszyscy nastający na to życie stają się sprzymierzeńcami Złego. On boi się nie siły, która jest równoważna jego sile, tylko siły przeciwnej, a więc boi się czystości, miłości, pokoju, światła i boi się Maryi. A Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego, którą podejmujemy, to modlitwa maryjna. To są osoby, które stoją po drugiej stronie, to jest zbieżne automatycznie z byciem daleko od Pana Boga i Kościoła.

Są jednak osoby z władz i polityki, które oficjalnie opowiadają się za działaniami pro-life, na przykład w Ostrowie za otwarciem Okna Życia, a równocześnie uczestniczą w organizowanym wiadomo w jakim celu czarnym proteście.

Najgorzej jest, gdy ktoś opowiada się za jednym i za drugim. To jest hipokryzja często spotykana u polityków bez kręgosłupa moralnego. To są osoby, które kalkulują, co im będzie się opłacało politycznie. Mam polityka w Szczecinie, który jest na czarnych protestach, a jednocześnie widzę, że wychodzi z kościoła. Nie z mojego, bo u mnie by usłyszał bardzo mocne słowa. Trzeba ich zostawić, robić swoje i pamiętać, że mamy być za życiem od poczęcia. Niestety na Deonie (portal internetowy) też pojawił się moim zdaniem bardzo brzydki artykuł, który uderza w bycie przeciwko zabijaniu.

Dlaczego ten artykuł tak bardzo Księdza poruszył?

On jakby usprawiedliwia zabijanie dzieci z powodu trudności, bo kobiety znajdują się w trudnej sytuacji. Wiem, że to ciąży na naszym sumieniu i jest naszym obowiązkiem, aby im pomagać, dlatego staram się to robić przez fundację Małych Stópek. Ale nie wolno mówić, że jeżeli kobieta nie otrzyma pomocy, to ma prawo zabić. Nawet jeżeli pomocy nie otrzyma, nie wolno jej zabijać dziecka. Są inne rozwiązania, jest Okno Życia, można dziecko oddać do adopcji.

A co w sytuacjach aborcji, które dopuszcza prawo: gwałt czy zagrożenie życia matki?

Trzeba powiedzieć jedno: w przypadku ciąży z przestępstwa i zagrożenia życia matki to są aborcje, których jest kilkanaście w Polsce. Nie możemy więc operować tymi argumentami będąc za aborcją. Oczywiście każda to jest zabicie dziecka. Natomiast ponad tysiąc to są aborcje eugeniczne, czyli takie, gdzie u dziecka nie tylko rozpoznano, ale nawet jest tylko podejrzenie o chorobę, na przykład zespól Downa. Wśród nich są także pomyłki. W Polsce w wypadku podejrzenia zespołu Downa zabijanych jest około 30-40 % zdrowych dzieci. W Islandii doszło do tego, że już nie rodzi się żadne dziecko z zespołem Downa.

opr. mg/mg



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama