Jan Paweł II: zdajmy sprawę z nadziei

Od śmierci św. Jana Pawła II mija osiemnaście lat. W dorosłość wchodzą ludzie, którzy nie mieli okazji go spotkać i słuchać, wychowani przez rodziców zwanych Pokoleniem JPII, które papież nazywał nadzieją świata, Kościoła i swoją nadzieją. Pokolenia, które wzywał do gotowości zdania sprawy z tej nadziei

 

Mija czterdzieści lat od czasu, kiedy św. Jan Paweł II powziął myśl o zaproszeniu młodzieży całego świata do Rzymu. W roku 1983 Kościół obchodził Jubileusz Odkupienia – 1950 lat od śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Obchody kończyły się w Niedzielę Palmową 1984 r. Ich ostatnim akordem miało być właśnie spotkanie z młodzieżą. Wielu usiłowało papieżowi ten pomysł wyperswadować, żeby go uchronić przed spodziewaną kompromitacją. Lata po rewolcie 1968 r. były czasem, kiedy Kościół nie cieszył się sympatią ani szacunkiem wśród młodzieży – przynajmniej na Zachodzie. U nas mieliśmy dopiero co zawieszony stan wojenny. Były więc podstawy do obaw, że plac św. Piotra na zakończenie Roku Jubileuszowego będzie świecił pustkami.

Stało się jednak inaczej. Na zaproszenie charyzmatycznego papieża do Rzymu przybyło prawie 600 tys. młodych ludzi z różnych krajów. Było to wydarzenie, jakiego świat dotąd nie widział. W znacznym stopniu stało się impulsem do ogłoszenia przez ONZ roku 1985 Rokiem Młodzieży, którą wielu uważało dotąd za straconą, ustawioną w kontrze do tradycyjnych wartości, porządku społecznego i prawa. Nawet w komunistycznej Polsce powołano wtedy pierwszego ministra ds. młodzieży w osobie… Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie chciano Kościołowi oddać młodzieży walkowerem. Ale papież też nie zasypiał gruszek w popiele, nie pozwolił sobie odebrać inicjatywy. Po raz kolejny zaprosił ludzi młodych z całego świata – na Niedzielę Palmową roku 1985 do Rzymu, na oficjalne już pierwsze Światowe Dni Młodzieży. Na zaproszenie odpowiedziało prawie 500 tys. osób.

Kolejne ŚDM papież zwoływał w wielu krajach i na różnych kontynentach co dwa–trzy lata. Cieszyły się one niezwykłą frekwencją: od ponad miliona uczestników w Paryżu i Warszawie do ponad 2 mln w Rzymie i prawie 5 mln w Manili! Weszły do tradycji Kościoła. Są kontynuowane przez kolejnych papieży. A w latach między międzynarodowymi spotkaniami Światowe Dni Młodzieży obchodzone są lokalnie w diecezjach. Towarzyszy im zwykle specjalny list papieża do młodych. Pierwszy z tych listów, napisany przez św. Jana Pawła II, nosił tytuł „Parati semper” (Zawsze gotowi). Bywa też znany pod nazwą „Abyście umieli zdać sprawę z nadziei, która jest w was”. Ten cytat z Listu św. Piotra (1 P 3, 15) doskonale wyraża postawę św. Jana Pawła II wobec młodzieży, charakteryzującą się miłością, zaufaniem i stawianiem wymagań. Młodym, zbuntowanym wobec świata urządzonego przez ich rodziców, papież mówił: „Wy jesteście przyszłością świata, wy jesteście nadzieją Kościoła. Wy jesteście moją nadzieją!”. Nie było to jednak żadne „róbta, co chceta”. Na Jasnej Górze wzywał: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Przypominał: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte (…) jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić”. Mówił do nas nie jak hierarcha, ale jak przyjaciel. I zdawać się mogło, że się doskonale rozumiemy. Nawet wówczas, gdy wskutek choroby i starości coraz mniej wyraźnie wypowiadał swoje słowa. Jego ostatnie zarejestrowane przed śmiercią zdanie: „Szukałem was, a teraz przyszliście do mnie” jest potwierdzeniem tych niezwykłych relacji.

Od śmierci św. Jana Pawła II mija jednak osiemnaście lat. My zaś przestaliśmy być młodzi. W dorosłość wchodzą ludzie, którzy nie mieli okazji spotkać i słuchać papieża Polaka, wychowani przez rodziców zwanych Pokoleniem JPII. Od zaproszenia przedstawicieli tego pokolenia na spotkanie z papieżem w pamiętną Niedzielę Palmową mija lat już prawie 40. To symboliczna liczba, oznaczająca w Biblii czas jednego pokolenia. Naszego pokolenia, które Jan Paweł II nazywał nadzieją świata, Kościoła i swoją nadzieją. Pokolenia, które wzywał do gotowości zdania sprawy z tej nadziei.

Co w nas z tej nadziei zostało? Czy obroniliśmy nasze Westerplatte? Czy wymagaliśmy od siebie, kiedy nadeszły czasy wolności i dobrobytu, a zarazem moralnego relatywizmu? Czy nie popłynęliśmy z nurtem bezrefleksyjnej konsumpcji, egoizmu i deptania tego, co święte? Postawmy sobie te pytania właśnie w Niedzielę Palmową, która uświadamia nam, jak blisko w życiu jest od wołania „Hosanna” do żądania „Ukrzyżuj Go”. Marsze dla św. Jana Pawła, w których przejdziemy ulicami naszych miast w tę niedzielę, niech będą pokornym przyznaniem się do utraconych, ale wciąż cennych wartości. A może niech będą także aktem pokuty za to, że nie sprostaliśmy pokładanej w nas nadziei. Możemy się przecież jeszcze nawrócić.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama