Zostań wojownikiem!

Dlaczego w Kościele widać głównie kobiety? Czyżby Kościół odpychał mężczyzn?

Od znajomego księdza usłyszałem kiedyś, że według przeprowadzonych badań 80% osób uczestniczących w życiu Kościoła są to kobiety. Samemu też zaobserwowałem taki trend. W stowarzyszeniu Soli Deo i innych młodzieżowych organizacjach katolickich jakim miałem okazję się przyjrzeć, zdecydowanie przeważały dziewczyny. Warto sobie postawić pytanie: Czy to z mężczyznami jest coś nie tak? Czy to może Kościół nie ma dla nich odpowiedniej "oferty"?

Moje doświadczenie podpowiada, że bliższa prawdy jest raczej ta druga teza. Faceci są wojownikami. W swojej naturze, mamy wpisaną walkę - o zapewnienie bytu rodzinie, o idee, o własny rozwój. Uwielbiamy rywalizować. Dlatego kochamy sport. Ile razy się irytowałem, gdy grałem w siatkówkę czy w jakąś inną dyscyplinę z dziewczynami. Ja tu walczę o to by wygrać, gryzę parkiet, rzucam się za z pozoru straconymi piłkami, gdy tymczasem moje koleżanki grają po to "by sobie pograć" i wynik nie ma dla nich kompletnego znaczenia. Każdy z nas chciałby być kimś, osiągnąć jakiś życiowy sukces, potwierdzić się jako mężczyzna. Nawet faceci z brzuszkiem spędzający większość czasu z piwem w jednym ręku a pilotem do telewizora w drugim, mają w sobie zakodowany element walki. Tylko się poddali i przeciwstawili się własnej naturze.

Inną charakterystyczną cechą mężczyzn jest konkretność. Nie lubimy marnotrawić czasu, tylko wolimy jak coś się dzieje. Nie lubimy ciągnąć różnych ustaleń w nieskończoność. Cenimy sobie bardzo konkretne słowa i rady.

Tymczasem co nam proponuje Kościół? W Kościele raczej nie usłyszymy, że Jezus "to był gość". Nie usłyszymy o tym, że toczył zajadłą, wygraną walkę z Szatanem; ściągał tłumy; podejmował niesamowite akcje - tu kogoś wskrzesił, tam kogoś uzdrowił, a jeszcze gdzie indziej chodził po wodzie. Nie usłyszymy, że nie zgadzał się na wypaczanie wiary - ośmieszał faryzeuszy; wyrzucał kupców z świątyni. A na końcu, że pokonał śmierć! Mocarz. Taki Jezus mógłby być autorytetem dla młodych chłopaków. Powiedzieliby pewnie o nim "Szacunek".

Zamiast tego słyszymy ciągle coś w stylu "Kochajmy się wszyscy". Piękne, ale facetów to nie rusza. Nie mówiąc o tym, że popularne w Kościele są częste wypaczenia Ewangelii - kult cierpiętnictwa, źle rozumianej pokory, głoszenie, że katolik absolutnie nie może osiągać sukcesów, zarabiać dużych pieniędzy, że seks nawet w małżeństwie jest czymś "grzesznym". Katolicyzm bywa nieraz postrzegany jako religia dla frajerów i nieudaczników. A jaki mężczyzna chciałby taki być?

Dlatego bardzo mnie cieszy, że Kościół zaczął dostrzegać problem. Mówią o nim niektórzy księża jak ks. Piotr Pawlukiewicz, podejmowane są różne ciekawe działania. Szczególnie spodobała mi się inicjatywa "Przymierza Wojowników" organizowana przez Michała Piekarę, autora trzech świetnych książek na temat miłości i relacji damsko-męskich (m.in. „Halo, chłopaki! My potrafimy je kochać!”). "Przymierze" ma być męską formacją chrześcijańską, przygotowującą mężczyzn do roli odpowiedzialnych mężów i ojców i pomagającą im na ich drodze wiary. Już sama strona internetowa tej wspólnoty http://www.przymierzewojownikow.pl/ zdecydowanie trafia w męskie gusty!

Mam nadzieję, że polski Kościół jeszcze aktywniej pójdzie w tym kierunku i będzie coraz więcej propozycji skierowanych właśnie do mężczyzn. Tymczasem Bóg wzywa nas byśmy - niezależnie czy w Przymierzu Wojowników, czy gdzie indziej - byli prawdziwymi wojownikami i walczyli o to co w naszym życiu jest ważne - wiarę, rodzinę, wartości!

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama