Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


MAMO, TATO, A GDZIE JEST BÓG?

Jakim jestem rodzicem?

Tak jak już zaznaczyliśmy we wstępie, nigdy nie jest za późno, żeby zastanowić się nad tym, jakim jestem rodzicem. Przemyśleć, jaka jest moja relacja z dzieckiem. Nigdy nie przyjdzie moment, kiedy człowiek mógłby spocząć na laurach, powiedzieć:

„Jest fantastycznie, nie popełniłem żadnych błędów!”. Każdy, niezależnie od wiedzy i doświadczenia, mógłby być lepszym rodzicem. Po co więc zastanawiać się nad popełnionymi błędami? Na pewno nie po to, żeby się nimi zadręczać. Nie ma sensu żałować decyzji, które jako rodzic podjąłem świadomie i kierując się dobrymi intencjami. Efekty przychodzą później i dopiero wtedy dowiem się, czy postąpiłem dobrze czy źle. My pewnych rzeczy dowiedzieliśmy się dopiero po czasie. Udało nam się je nazwać i w tej książce chcemy się nimi podzielić.

Nigdy nie można powiedzieć, że jest za późno, wszystko zaprzepaszczone. Zawsze można zrewidować swoje wcześniejsze decyzje i w przyszłości podjąć całkiem inne. Oczywiście decyzje te będą różne w zależności od tego, na jakim etapie rozwoju jest aktualnie dziecko. Czy jest dalej ode mnie zależne, czy też mogę je traktować jako partnera. Pewne sprawy mogą już dotyczyć moich wnuków.

Dla grupy seniorów, działającej przy naszej parafii, prowadziłem niedawno spotkanie dotyczące wychowania seksualnego dzieci. Spotkałem się z fantastycznymi reakcjami. Wśród uczestników pojawiały się głosy, że szkoda, że nie wiedzieli tego wcześniej, i zapewnienia, że muszą opowiedzieć o tym swoim dzieciom, żeby były przygotowane.

Nie wiemy tego, co dla kolejnych pokoleń będzie oczywiste, i nie ma sensu się za to obwiniać. Podobnie nie warto mieć pretensji do swoich rodziców czy dziadków. Jeżeli sądzisz, że pewne ich decyzje były błędne, to jako rodzic swoich dzieci masz szansę podjąć inne.

Wychowanie to nie PR

Ważne, żeby sukces nazwać sukcesem, a porażkę porażką. To jest sprzeczne z obecnie panującymi zasadami tworzenia własnego image'u. Same sukcesy, nie ma miejsca na przyznanie się do błędu. To pojęcie nie funkcjonuje. Ale w słowniku rodzica takie słowa jak „błąd”, „pomyłka” powinny być obecne. To jest element zwyczajnej, ciepłej relacji. Wychowanie to nie pr. Część rodziców chce się przed dzieckiem zaprezentować i ulega pokusie tworzenia image'u zwycięzcy. Niektórzy ojcowie w relacji z synami nigdy nie okazują słabości, rywalizują z nimi i zawsze chcą być lepsi. Bardzo boleśnie przeżywają, jak się okaże, że tacy nie są, i za wszelką cenę udowadniają coś przeciwnego. To jest błąd. Dziecko potrzebuje wiedzieć, że rodzic dostrzega swoje błędy. Na pewno nie można oślepiać go swoim przykładem i przekonaniem o nieomylności. Czasami trzeba je przeprosić. Dobrze jest umieć powiedzieć: „Głupio mi, że się tak zachowałem, uważam, że w tym momencie nie powinienem na ciebie krzyczeć, źle cię potrakto- wałem, przepraszam cię za to”. Dziecko wtedy widzi, jak się zachować, kiedy coś nie wyjdzie. W wychwytywaniu i mierzeniu się z takimi sytuacjami bardzo pomocna jest spowiedź i poprzedza- jący ją rachunek sumienia.

Czasem jest naprawdę ciężko, gdy dziecko rozrabia podczas modlitwy czy w kościele. Człowiek najchętniej by tym wszystkim rzucił i zrezygnował.

Żałuję, że nie pozwalałam dzieciom uczestniczyć we wspólnej modlitwie, kiedy zachowywały się niewłaściwie. Czasem jedno broiło, drugie zaczynało go uciszać, a trzecie histerycznie się śmiało, bo je rozśmieszył pies. Za chwilę któryś z synów stwierdzał, że skoro się nie modlimy, to on idzie, bo mu się śpieszy. To generowało jeszcze większe napięcie. Każdy miał swoje zdanie na temat modlitwy, więc za chwilę któreś dziecko lądowało za drzwiami, płacząc. Wyrzucam je i mówię: „Jak tak się zachowujesz, to wyjdź”, ale za chwilę przychodzi refleksja: „Co ja właściwie najlepszego zrobiłam? To zupełnie nie tak miało być”. Wracamy i zaczynamy od początku.

To są sytuacje, na które trudno się wcześniej przygotować. Chyba nie da się przed nimi uchronić. Ważniejsze są wnioski na przyszłość niż rozpamiętywanie tego, co się wydarzyło. Tylko warto przyznać, że rzeczywiście się nie udało, a nie za wszelką cenę obstawać przy swoim.

„Wypalenie zawodowe” rodzica

Warto w tym miejscu wprowadzić takie pojęcie. Wypalenie w byciu rodzicem następuje dość często, choć zwykle się o nim nie mówi. Zwraca się natomiast uwagę na to, jakie obowiązki spoczywają na rodzicu i o co powinien zadbać. Jak się to wszystko zsumuje, to trudno się dziwić, że niektórzy nie decydują się na potomstwo. Nieraz rodzice doświadczają zmęczenia, rutyny, nie dostrzegają efektów swoich starań przez długi czas, brakuje im cierpliwości. Główny problem pedagogicznej pracy z dzieckiem polega na tym, że nie ma prostej zasady: robię coś — widzę efekty. One często przychodzą znacznie później. Możesz nawet ich nie doczekać.

Kiedyś rozmawiałem z pewnym leciwym człowiekiem, którego rodzice dawno zmarli. Powiedział mi: „Wie pan, ja dopiero niedawno zrozumiałem, jaką krzywdę robiłem matce. Ona tak się o nas starała, a ja tak jej dokuczałem. Taki głupi, młody byłem”.

My byśmy chcieli, żeby hop-siup, dziecko realizowało stworzony przez nas model, nasze założenia, a to niemożliwe. Każde dziecko jest zupełnie inne. To co w wypadku jednego udaje się wdrożyć kompletnie bez wysiłku, w wypadku drugiego, niezależnie od naszych starań, nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Kiedy udaje nam się zaradzić problemom z jednym dzieckiem, coś zaczyna nas niepokoić w zachowaniu innego. Rodzic żyje w ogromnym napięciu, a jego roli towarzyszą tak duże emocje, że czasem podejmuje niewłaściwe decyzje, popełnia błąd. Refleksja przychodzi po fakcie.

Moje dziecko ma swoją drogę do Pana Boga

Mogę się zatem zastanawiać, weryfikować swoje decyzje, podejmować inne, to wszystko leży w mojej gestii. Z drugiej strony, na każdym etapie rozwoju dziecka kluczem jest poszanowanie jego odrębności i indywidualnej drogi do Pana Boga; porzucenie przekonania o jakiejś magicznej mocy rodzicielskiego oddziaływania. Czasem ludzie działają pod wpływem imperatywu: ja muszę go zmienić, on tak nie może, powiedz mu coś. Jak się nie uda, obwiniają się: za mało się postarałem. Zapominają o indywidualnych predyspozycjach dziecka. „Nie chodzi na oazę? Klęska!” Nie biorą pod uwagę, że syn czy córka może się w ogóle nie odnaleźć w pewnym stylu, który proponuje oaza. Są różne style prze- żywania wiary. Mój własny styl może być zupełnie inny niż styl moich dzieci. Wielu ludzi z mojego pokolenia otrzymało w domu bardzo szczere i proste wychowanie religijne. Niektórzy z nas zaangażowali się w życie Kościoła, ukończyli teologię, uczestniczyli w różnych grupach modlitewnych. To zaangażowanie czasami było przyczyną nieporozumień z ich rodzicami, którzy nie akceptowali zmian w sposobie modlenia się czy doborze modlitw. Pilnowali wręcz, aby wszystko odbywało się tak, jak ich samych nauczono w dzieciństwie. Niektórzy rodzice mówią: „Mój syn nie wierzy”. A tak naprawdę chodzi o to, że dziecko nie spełnia stawianych mu wymogów.

fragment pochodzi z książki:

Izabela Górnicka-Zdziech

MAMO, TATO, A GDZIE JEST BÓG?
Czyli jak wychować dziecko w wierze i nie zwariować. Pomocnik dla rodziców.

ISBN: 978-83-277-1110-6
wyd.: Wydawnictwo WAM 2016

W duszpasterstwie rodzin spotykamy rodziców, którzy obwiniają się o to, że ich dzieci nie są wierzące bądź ich wiara jest całkowicie inna, być może mniej gorliwa niż ich własna. Wydają się zapominać o bardzo ważnej prawdzie. Pan Bóg każdego człowieka kocha absolutnie szaloną miłością. Niezależnie od tego, czy jego rodzice są religijni czy nie, czy są superprzykładem czy antyprzykładem w tym zakresie. Pan Bóg i tak o każdego człowieka zawalczy i znajdzie do niego drogę. Świetnie, jeśli tą drogą są rodzice, ale nie musi tak być. Rodzic powinien uwierzyć, że Pan Bóg kocha jego dziecko i nie pozwoli mu zginąć. Czasem

rodzice zdają się nie wierzyć w tę miłość Bożą i zachowują się tak, jakby sami musieli swoje dziecko zbawić.

Bóg zbawił nas i nasze dzieci. Ta prawda oczywiście nie zwalnia nas z obowiązku twórczego i pięknego oddziaływania na nasze dziecko. Rzecz w tym, by nie nadawać swoim działaniom charakteru absolutnego i zbawczego, bo to już rola Pana Boga.

Nieraz wzruszają nas historie świętych, którzy przeszli nawrócenie. A przecież oni pochodzili z konkretnych rodzin i ich najbliżsi pewnie rozmaicie przeżywali ich wybory.

Dziecko też może doœwiadczać kryzysu wiary.

Jedyne, co możemy wtedy zrobić, to podtrzymywać naszą wzajemną relację i się modlić.

opr.ab/ab



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: rodzina dzieci rodzice wychowanie religijne
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W