Przewodniczący KRRiT: Przejmowanie władzy w mediach publicznych to celowy chaos

Patrząc na to, co dzieje się obecnie w mediach publicznych, przychodzi na myśl pojęcie „decyzjonizm” oznaczające przewagę decyzji jednoosobowej nad stosowanym prawem – zauważa Maciej Świrski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

 

Jak ocenia Pan przejmowanie władzy w polskich mediach publicznych?

Negatywnie. Sposób, w jaki zostały potraktowane media przez nowy rząd, który ukonstytuował się 13 grudnia zeszłego roku, jest bezprawny – wbrew konstytucji i dwóm ustawom, które regulują ład medialny, jeżeli chodzi o media publiczne. Według Ustawy o radiofonii i telewizji oraz Ustawy o radzie mediów narodowych minister nie ma prawa mianować zarządów spółek, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny w składzie z panem Rzeplińskim w 2016 r., a to, niestety, zostało zrobione w pierwszym ruchu. Tutaj dodatkowo pojawiło się nieprawdziwe uzasadnienie, mówiące, dlaczego media publiczne – Telewizja Polska S.A., Polskie Radio S.A. z rozgłośniami regionalnymi, a także Polska Agencja Prasowa – zostały zlikwidowane w tym drugim ruchu. Powodem miała być fatalna sytuacja finansowa spółek i to, że prezydent zawetował ustawę okołobudżetową, która przewidywała 3,03 mld zł rekompensaty ubytku abonamentu wypłacanej na realizację misji publicznej przez te media. O tym, że takie tłumaczenie jest nieprawdziwe i zrobione naprędce, bez widzenia negatywnych konsekwencji tych decyzji świadczy fakt, iż PAP nie ma nic wspólnego z opłatami abonamentowymi przekazywanymi przez KRRiT, ponieważ 20% dotacji do realizowania misji publicznej przez PAP pochodzi z zupełnie innej zakładki w budżecie państwa. Dodatkowo PAP jest w doskonałej kondycji finansowej. Kwota zarezerwowana w ustawie okołobudżetowej na realizację misji publicznej została zaplanowana na podstawie planów programowo–finansowych przedstawionych przez spółki mediów publicznych i zatwierdzone przez KRRiT. A więc tu nie chodzi o jakieś zasypywanie dziury, tylko po prostu realizację zadań uzgodnionych z KRRiT. Uzasadnienie ministra Sienkiewicza nie polega na prawdzie. KRRiT stoi na stanowisku, że decyzje ministra Sienkiewicza mają charakter bezprawny i tak dalece idący, że nieistniejący. To znaczy, że nie istnieją skutki tych działań w sensie prawnym. Ale ponieważ mają jednoznaczne skutki realne, np. zostali zwolnieni ludzie z pracy, którzy nie dostają wynagrodzeń itp., to oczywistym jest, że doszło do przekroczenia uprawnień. Tak więc, w świetle prawa, nadal legalne są te rady nadzorcze i zarządy, które zostały mianowane przez Radę Mediów Narodowych.

Nie da się ukryć, że zamieszanie jest ogromne, a większość Polaków nie wie, co jest zgodne z prawdą, a co nie.

Specyfika ustroju polskiego państwa jest taka, że każdy rząd chce sprawować kontrolę nad mediami publicznymi. W mojej opinii to, co dzieje się w Polsce od 19 grudnia, sprawia, że za dużą wagę przywiązuje się do tej części programowej Telewizji Polskiej, która bezpośrednio wiąże się z polityką, czyli publicystyką polityczną, wiadomościami. Bo media publiczne tworzą przede wszystkim dobra kultury – programy kulturalne, historyczne itp. Polityka tak naprawdę jest marginesem, ale całkowicie nam przesłoniła kwestię, czym media publiczne są i czym powinny być. Bez nich polski świat mentalny będzie ubogi i zubożony o to, czego stacje komercyjne nigdy nie dadzą, np. teatr czy muzyka klasyczna. Bo media komercyjne idą za oglądalnością i słuchalnością, czyli zarabianiem pieniędzy dla właścicieli, a nie przekazywaniem polskiego kodu kulturowego. Z punktu widzenia polskiego interesu narodowego istnienie publicznych mediów jest niezbędne, by polski dorobek kulturowy przetrwał i był przekazywany kolejnym pokoleniom. Monopol medialny, który właśnie powstaje na naszych oczach, sprawia, że nie ma pluralizmu medialnego. I dotyczy to nie tylko kwestii politycznych czy światopoglądowych, ale także kulturowych. A to jest bardzo szkodliwe.

Rzeczywiście 12 stycznia trzy największe stacje telewizyjne wyemitowały ten sam wywiad z premierem. To – niestety – trochę przypomina Rosję czy Białoruś, gdzie w każdej telewizji są te same treści…

To słuszna diagnoza, która pokazuje, że mamy do czynienia z monopolem medialnym. Brak pluralizmu w tym obszarze stanowi jeden z symptomów autorytaryzmu w państwie.

Niektórzy nie pamiętają, że to właśnie za rządów PO ABW wkroczyła do redakcji „Wprost” i wyrywała redaktorowi naczelnemu laptopa…

Młodzi ludzie mogą tego nie pamiętać, inni zresztą również, bo przez ostatnie osiem lat takie sytuacje nie miały miejsca. Natomiast obecnie mamy – w mojej ocenie – próbę powrotu do takich działań, choć nie ma jeszcze takich posunięć jak za poprzednich rządów, np. strzelania gumowymi kulami do tłumu, wyrywania laptopów dziennikarzom. 12 stycznia dwoje członków KRRiT – ja i Agnieszka Glapiak – nie zostaliśmy wpuszczeni do budynku telewizji na posiedzenie legalnej rady nadzorczej, na którą zostaliśmy zaproszeni. Takie rzeczy nie miały miejsca podczas rzekomej dyktatury PiS. Przychodzi tu na myśl pojęcie „decyzjonizm” oznaczające przewagę decyzji jednoosobowej nad stosowanym prawem. Wiele wskazuje, że nie mamy do czynienia z kompleksową strategią, ale działaniami ad hoc bez widzenia długofalowych skutków.

Czyżby było jakieś drugie dno tych działań?

Można tłumaczyć je nieudolnością lub celowym działaniem. Albo wszystko zostanie uporządkowane, bo władza zrozumie, że działa na niekorzyść tych spółek, albo chodzi o skonstruowanie takiego chaosu, który doprowadzi do likwidacji mediów publicznych. I raczej ta druga opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna – z tego względu, że do podziału jest prawie miliard złotych z reklam, które media publiczne zarabiały do tej pory. W tej chwili ich pozycja rynkowa spadła dramatycznie. A to są konkretne pieniądze, bo spółki miały swoje zamówienia reklamowe, a obecnie idą one w zupełnie inną stronę.

Nie da się ukryć, że niektóre media komercyjne sprzyjają konkretnym opcjom politycznym, jak np. TVN PO. Osoby popierające PiS przeniosły się obecnie do TV Republika – czy rząd będzie miał pokusę, by ograniczyć oglądalność tej telewizji?

Takie obawy istnieją, bo zapędy autorytarne są dostrzegalne i pogróżki w stosunku do TV Republika już się pojawiały, zwłaszcza w mediach społecznościowych. KRRiT ma konstytucyjny obowiązek strzec wolności słowa. Będziemy się przeciwstawiać próbom ograniczania wolności słowa, na ile jest to możliwe w sensie uprawnień, jakie leżą w gestii KRRiT. Nie posiadamy żadnej egzekutywy czy „straży wolności słowa”, by zablokować działania prowadzące do zamknięcia medium, które nadepnęłoby na odcisk jakiemuś dygnitarzowi rządowemu. Koncesję można odebrać tylko wtedy, jeśli np. naruszane są interesy państwa polskiego, czego w TV Republika nie widać. Zarzucanie jej mowy nienawiści to klasyczny wytrych ludzi, którzy sami całą swoją kampanię oparli na wulgarnym haśle ośmiu gwiazdek.

Czy dobrym rozwiązaniem – co proponują niektórzy – byłoby przypisanie TVP 1 opcji rządzącej, a TVP 2 opozycji? Mielibyśmy rozwiązanie, które jest w miarę uczciwe i pozwala na prezentowanie poglądów obu stron. W końcu to telewizja publiczna, finansowana z pieniędzy podatników.

Podobny system funkcjonuje w Niemczech, tylko należy odróżnić system polski od niemieckiego. Niemcy są państwem wprawdzie federalnym, ale homogenicznym, jeśli chodzi o stosunek do interesów państwa niemieckiego. To znaczy, że bez względu na to, kto jaką opcję polityczną reprezentuje, jednoznacznie popiera interesy tego państwa. W Polsce natomiast mamy do czynienia z sytuacją, że ludzie, którzy w tej chwili sprawują władzę, wielokrotnie wypowiadali się według mnie sprzecznie z dobrze pojętym interesem obywateli, jak w temacie wojny hybrydowej na granicy Polski z Białorusią czy w kwestii imigrantów. Przyporządkowanie osobnych kanałów rządzącym i opozycji w tym momencie upada, ponieważ nie ma pewności, że rządzący będą respektować autonomiczność takiego kanału telewizji publicznej dla opozycji. To musiałyby być oddzielne instytucje, z oddzielnymi ludźmi, zapleczem technicznym. A to jest praktycznie niemożliwe do zrobienia.

 

Echo Katolickie 3/2024

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama