Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił…?

Temat: Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił…?

Któż z nas nie zna tej pieśni, pełnej gorzkich pytań, które domagają się także od nas odpowiedzi na ogrom dobra, jakim obdarował nas Pan? „Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił”, pyta dziś w pierwszym czytaniu w imieniu Najwyższego prorok Micheasz napominając lud wybrany. Bóg bowiem od dawien dawna poszukiwał i poszukuje człowieka, aby obdarować go swoją obecnością. Przypomina wszystkie wielkie dzieła, jakie dokonał w historii zbawienia. Próbuje napominać i domaga się czystości serca zamiast tłustych ofiar. Jednak człowiek przywykł do chodzenia swoimi drogami. Od dawien dawna postępuje w sposób, jaki dobitnie opisuje staropolskie porzekadło: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”.
Podobna postawa cechowała tych, co oczekiwali od Zbawiciela festiwalu cudów i udowadniania, że jest on Tym, Który miał przyjść. Jednak Pan Jezus nie zamierzał nikomu nic udowadniać. Co więcej, wypędzając złe duchy zabraniał im mówić, Kim On Jest. Czyniąc cuda unikał jak mógł rozgłosu, ale przemawiając głosił naukę z mocą. To wszystko sprawiało, że trzeba było wyjątkowej zatwardziałości serca, aby przynajmniej nie stawiać sobie pytań o pochodzenie tych znaków z nieba i przypisywać je mocy Belzebuba.
Jezus przyszedł aby zbawić świat. Przynosił ludziom ulgę na duszy i ciele. Mimo to, zasadnym staje się przypomnienie pytań zawartych w pierwszym czytaniu. „Ludu, cóżem ci uczynił”? Jeśli bowiem lud wybrany odrzucił Zbawiciela, to pojawia się pytanie kogo zatem oczekiwali ludzie? Jakich znaków spodziewali się od Jezusa, jeśli wszystkie, których dokonał nie wystarczyły, i co więcej, w wielu wypadkach budziły jedynie sprzeciw uczonych w Piśmie i faryzeuszy.


SŁOWO BOŻE W PRAKTYCE
Nas też Jezus pyta o naszą codzienną postawę względem Niego. Otrzymaliśmy w darze z nieba wcale nie mniej, niż lud wybrany podczas swojej długiej historii. Każdy z nas został ochrzczony w Imię Boże. Przyjmujemy Jezusa do naszych serc. Doświadczamy pom wielokroć odpuszczenia grzechów. Cóż zatem powstrzymuje nas przed życiem pełnym cnoty i znienawidzeniem grzechu? Co dzieje się z nami ludźmi, że gotowi jesteśmy składać ofiary, odprawiać długie modlitwy, ale za nic nie chcemy wyrzec się grzechu i tego, co do niego prowadzi? Może warto, kiedy po raz kolejny będziemy odnawiać przyrzeczenia chrzcielne zadać sobie pytanie, na ile traktuję poważnie wypowiadane słowa i czy zamierzam zmienić swoje życie?

PYTANIE DLA ODWAŻNYCH
Czy pamiętam, co Jezus uczynił dla mnie?

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama